Pradziadek wszystkich terenówek

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-08-01 00:00

Pierwszy seryjny jeep od razu zrobił furorę. „Parade Magazine” poświęcił najnowszemu gadżetowi amerykańskiej armii aż trzy strony.

Pierwszy seryjny jeep od razu zrobił furorę. „Parade Magazine” poświęcił najnowszemu gadżetowi amerykańskiej armii aż trzy strony.

W 1940 r. amerykańscy generałowie zaczynali się niepokoić. Wieści zza Atlantyku nie napawały optymizmem. Po bezkrwawych podbojach Austrii i Czechosłowacji Hitler w 1939 r., po miesięcznej kampanii, pokonał Polskę. Wiosną 1940 r. ruszył na Zachód. Norwegia, Belgia, Holandia, Francja — kolejne kraje padały łupem nazistów, a taktyka blitzkriegu zdawała się niepokonana. Amerykanie doszli do wniosku, że trzeba się szykować na wojnę, w której o zwycięstwie nie zadecydują bunkry i okopy, lecz mobilność wojsk.

Pod koniec czerwca 1940 r., gdy Brytyjczycy ewakuowali się z Dunkierki, amerykańska armia ogłosiła przetarg na lekki samochód terenowy. Do zgłaszania projektów zaproszono 137 firm, ale ze względu na wyśrubowa- ny termin — 49 dni — na placu boju pozostało trzech konkurentów: Ford Motor Company, Willys Overland Motors i American Bantam Car Company. Początkowo przetarg wygrał Bantam, ale nie potrafił sprostać ani wielkości zamówienia, ani dodatkowym wymaganiom wojska. Ostatecznie zamówiono po 1500 sztuk u trzech pro- ducentów. Z zadania naj- lepiej wywiązał się Willys (także ze względu na cenę — 738 dolarów) i to on w lipcu 1941 podpisał kontrakt, którym — ze względu na olbrzymie zapotrzebowanie — musiał się wkrótce podzielić z Fordem.

Ambasador cudotwórca

Dziś marka Willys kojarzy się ze słynnym jeepem, ale wówczas zwycięstwo tej firmy w wyścigu o zamówienie na samochód wojskowy było niejakim zaskoczeniem, bo Willys znany był raczej z limuzyn.

Korzenie firmy sięgały 1903 r., kiedy w Toledo powstała fabryczka Overland Car Company, która wkrótce popadła, jak wielu pionierów motoryzacji, w kłopoty finansowe. Wówczas pojawił się cudotwórca John North Willys (na zdjęciu u góry), który wykupił fabrykę i po siedmiu latach działalności uczynił ją jednym z największych producentów samochodów na świecie.

John Willys nie był jednorazowym cudotwórcą. W latach 20. firma ponownie popadła w poważne tarapaty. Jej zadłużenie sięgnęło 17 mln dolarów. Willys nie zrezygnował — zawarł parę umów z bankami, sprzedał własny majątek, by spłacić wierzycieli i po dwóch latach pochwalił się 13 mln dolarów zysku. W 1929 r. sprzedał swoje udziały w spółce za 21 mln dolarów i odszedł do dyplomacji — został ambasadorem w Warszawie. W 1933 r. wrócił jeszcze raz do firmy, by ją ratować po stratach w wyniku wielkiego kryzysu, ale zmarł na udar mózgu w 1935 r. Fabrykę Willysa uratował dopiero jeep.

Od bieguna po równik

Willys i Ford wyprodukowali w czasie wojny 650 tys. aut, a jeep stał się marką global-ną. Przemierzał rosyjskie mroźne równiny, piaski Afryki i dżungle Filipin. Woził aliantów na wszystkich frontach największej wojny. Według Davida Dwighta Eisenhowera, bez jeepa zwycięstwo aliantów byłoby niemożliwe. Szybkie, zwinne i trwałe autko stało się najpopularniejszym pojazdem tej wojny.

W 1946 r. Willys zastrzegł nazwę jeep jako odrębną markę (oficjalną nazwą jeepa w czasie wojny był Willys MB lub Ford GPW) i zaczął produkować terenówki na rynek cywilny (pierwsze modele oznaczano CJ — Civilian Jeep). Kilkakrotnie zmieniał właściciela (obecnie Chrysler) i wypuszczał na rynek kolejnych potomków legendarnego Willysa — Cherokee, Wrangler, Patriot, Commander.

Największa tajemnica

Samochody z charakterem. Ale w tych lśniących lakierem, luksusowych maszynach z klimatyzacją, GPS i innymi gadżetami coraz trudniej doszukać się pokrewieństwa z zasłużonym na wojnie przodkiem, choć i tak wyróżniają się na korzyść spośród setek marek stylizowanych na terenowe, których największym terenowym wyczynem jest samodzielne podjechanie pod krawężnik.

Jeep to auto o wojskowym rodowodzie, a w wojsku zawsze są jakieś tajemnice. Do dziś nierozwikłaną zagadką jest, skąd w ogóle wzięła się nazwa jeep.

Jedni twierdzą, że to fonetyczny skrót od oznaczenia bliźniaczego modelu Forda (GP), inni, że auto nazwano na cześć postaci z kresków-ki „Popeye” — Eugene the Jeep. Najbardziej prawdo-podobną wersją jest to, że w latach 40. ubiegłego stulecia tak właśnie w amerykańskiej armii określano rekrutów. I cokolwiek by mówić — w tym wypadku był to znakomity pobór.