Początek maja nie przyniósł rozstrzygnięciana rynku akcji. Tymczasem bliźniacze giełdy Pragi i Budapesztu nadal przeżywają silną hossę . Silny złoty jest tutaj marnym wytłumaczeniem. Czesi i Węgrzy mają ten sam problem a tamtejszym indeksom rosnąć to nie przeszkadza, Warto sobie zadać pytanie, czym jest to coś, co tak utrudnia zadanie bykom na GPW?
Raczej nie przeszkadzają w tym OFE. Czego by o nich nie powiedzieć dostarczają na rynek regularny strumień gotówki, który nie przekładając się na wzrost cen bardzo spłyca rynek. Zaczęło się to już odbijać na rynku terminowym, który jest pochodną tego co dzieje się na rynku kasowym. Nie można stawiać na „pochodne” zaniedbując rynek kasowy. W końcu to gra o sumie ujemnej (z powodu prowizji). Bez wzrostu cen, kwestią czasu jest strata kapitału przez spekulantów, z czym chyba właśnie mamy do czynienia.
Może zatem chodzi o jakość zarządzania. Dosyć obrazowo przedstawiają to losy dwóch spółek branży cukierniczej. Dobry pomysł fuzji spółki z dynamiką sprzedaży, Mieszka, z Jutrzenką — firmą posiadającą nadwyżkę gotówki — został zarzucony. Z jakich powodów do końca nie wiem. Mieszko znalazł inwestora i kapitał, który pozwoli mu dostosować dźwignię finansową do bezpiecznych rozmiarów, natomiast Jutrzenka ma problem z wynikami. W dodatku przybył jej nowy, bogatszy i przebojowy konkurent. Jak zachowują się kursy obu spółek, też wiadomo. Warto zadać sobie pytanie, jak mogłyby zachować się gdyby obie spółki połączono, a sprzedażą połączonego podmiotu zarządzali ludzie z Mieszka.
Drugim zagadnieniem, które dzisiaj chcę poruszyć jest kwestia co jest manipulacją kursu, a co nie jest. Czy kursem manipuluje duży spekulant, który na „odroczkę” kupuje PKC jakiś płytki walor, czy raczej instytucja, która dusi kurs po to, by w przyszłości móc ogłosić wezwanie po jak najniższej cenie. Wszyscy tego się domyślają, ale głośno się o tym nie mówi, bo nikogo nie złapano za rękę. Jedyny podmiot, który nadzorem nad rynkiem się zajmuje też jakoś specjalnie nie kwapi się do tego, by złamać kolejną zmowę milczenia. Inspiracją do zastanowienia nad tym zagadnieniem było wezwanie na akcje Banku Częstochowa. Moje techniczne skrzywienie kazało mi popatrzeć na wykres, by sprawdzić czy przypadkiem na wykresie nie było czegoś, co pozwoliłoby wywnioskować, że z kursem coś się będzie działo. Nie było. Za to zwróciło moją uwagę to, że kurs w strefie 4-5 zł utrzymywał się niemal dokładnie pół roku. Czy jest to przypadkowa zbieżność, czy może ma to związek z przepisem o minimalnej cenie wezwania?
Politykę informacyjną Elektrimu zawsze uważałem za dziwną, ale podawanie informacji w niedzielę to już chyba przesada. Ponieważ niesie ze sobą iskierkę nadziei niemal zrujnowanym akcjonariuszom, dobrze, że ukazała się w niedzielę. Następnym razem prosimy jednak o to, by dobrymi informacjami dzielić się jak najwcześniej.