Eksperci, powołując się na wskaźniki ekonomiczne, twierdzą, że dla budownictwa nadchodzą dobre lata. Praktycy wykazują jednak umiarkowany optymizm...
Andrzej Balcerek
prezes Grupy Górażdże
W 2004 r. produkcja cementu osiągnęła poziom 11,5 mln ton. To o 20 proc. mniej niż w 2000 r. Spójrzmy teraz na rok 2005. Pierwsze 8 miesięcy w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku przynosi nam spadek produkcji cementu o 8 proc. Myślę więc, że cały 2005 r. zamknie się spadkiem produkcji o blisko 2 proc. A zatem u nas tego ożywienia nie widać. Analizy, które do nas docierają, okazały się zbyt optymistyczne. Jest jednak jeden czynnik, który może świadczyć o pewnej poprawie sytuacji. Jeśli spojrzymy na pierwsze 5 miesięcy tego roku, to w stosunku do 2004 r. zaobserwowaliśmy 19-proc. spadek produkcji. Natomiast od czerwca pojawiło się większe zużycie cementu. Patrząc na sytuację od tej strony, można zaryzykować twierdzenie, że budownictwo się budzi. Cieszyłbym się, gdyby ta tendencja utrzymała się również w 2006 r.
Mam nadzieję, że budownictwo skorzysta na przystąpieniu Polski do UE, że będzie powstawać coraz więcej inwestycji realizowanych z funduszy unijnych. Pozytywnym sygnałem jest to, że do Polski wracają inwestorzy zagraniczni, bo ich inwestycje też będą miały jakieś przełożenie na budownictwo.
Paweł Nowaczyk
dyrektor ds. rozwoju sieci składów budowlanych VOX
Nie podzielam w pełni opinii o budowlanym boomie. Już rok 2005 miał być (zdaniem ekspertów) rokiem wyraźnego wzrostu branży. Dotychczas są to raczej pobożne życzenia. Oczywiście — nie spodziewam się jakiegoś nagłego załamania, co samo w sobie jest wiadomością jeśli nie optymistyczną, to na pewno pozytywną. Niemniej jednak jej wzrost w najbliższych latach będzie raczej oscylował w okolicy wzrostu PKB, co w obecnej sytuacji branży budowlanej nie budzi specjalnego entuzjazmu.
Wzrostu ogólnej produkcji rzędu 10 proc. lub więcej w skali rocznej w najbliższych latach się nie spodziewam. Wyjątkiem może być obszar inwestycji w infrastrukturę oraz niektóre branże przemysłu, gdzie z uwagi na nasze zapóźnienie oraz możliwość absorpcji dotacji unijnych, jak również większą chęć inwestowania przez podmioty zagraniczne może nastąpić wzrost powyżej średniej.
W dziedzinie budownictwa mieszkaniowego takiego wzrostu raczej nie będzie. Ponadto nic nie wskazuje, aby po najbliższych wyborach nowa ekipa rządząca wprowadziła takie regulacje podatkowe, które w jakiś szczególny sposób sprzyjałyby rozwojowi budownictwa mieszkaniowego, a bez takiego wsparcia trudno myśleć o znacznym zwiększeniu wydatków gospodarstw domowych na cele remontowe lub budowlane.
Reasumując — w najbliższych latach spodziewam się niewielkiego, ale stałego wzrostu produkcji budowlanej, głównie w infrastrukturze, ale wieszczonej od lat hossy nie będzie.
Mateusz Siekierczak
wiceprezes ds. finansowych Kreisel Technika Budowlana
Doświadczenie zdobyte w ciągu 12 lat działalności na polskim rynku pozwala nam na dokładną ocenę rynkowych tendencji. Obecnie na rynku materiałów budowlanych możemy zaobserwować pewne niewielkie ożywienie, wynikające zapewne z niedawnej decyzji o zwrocie różnicy w podatku VAT. Jednakże raczej nie jestem skłonny, aby nazywać to początkiem boomu budowlanego. Obecnie widać co prawda znaczące ożywienie w budownictwie, ale dotyczy ono głównie budownictwa drogowego i przemysłowego. Dla naszego sektora producentów chemii budowlanej najważniejsze jest jednak budownictwo mieszkaniowe i jednorodzinne, a w tym segmencie lepiej powinno być właśnie od roku 2006. Dlaczego dopiero od 2006? Między innymi dlatego, że dotychczasowe rządy mimo wcześniejszych licznych obietnic i deklaracji zakładających oparcie gospodarki na budownictwie mieszkaniowym nie zrobiły wiele w tym względzie. Liczymy na to, że nowy gabinet poświęci mu więcej uwagi i troski, co przyczyni się do prawdziwego boomu już za rok, dwa, czyli właśnie w 2006-07 r.
Roman Rojek
prezes Grupy Atlas
Co prawda, jeden bocian wiosny nie czyni, ale takim dobrym zwiastunem były nasze sierpniowe wyniki sprzedaży. Na samym Atlasie odnotowaliśmy 25-proc. wzrost, jeśli porównać je z wynikami za sierpień 2004 r. Powiem więcej — spotkałem nawet szczęśliwego człowieka, który otrzymał pieniądze z Unii. Żywą gotówkę, którą ma na koncie. Bo do tej pory spotykałem tylko takich, którzy opracowywali wnioski o unijne pieniądze, potem je składali, uzupełniali, korygowali, odwoływali się i składali następne. Więc może rzeczywiście idzie ku lepszemu. My w Atlasie stale, ale już tylko na pół etatu, jesteśmy optymistami.
Stefan Bekir Assanowicz
prezes Budimeksu Dromeksu
W ubiegłym roku zaobserwowaliśmy wzrost liczby przetargów i pojawienie się kontraktów o wartości powyżej 40 mln EUR. W tym roku niestety jest niewiele dużych kontraktów drogowych, a z powodu braku systemowego rozwiązania kwestii dotyczących kontraktów kolejowych widać wyraźny spadek inwestycji i w tym sektorze. Osobnym problemem jest katastrofalna sytuacja związana z opóźnianiem realizacji kontraktów z powodu wielkiej i wielostopniowej liczby protestów składanych przez oferentów. Taki system zapewne zmniejszy do minimum szanse Polski na absorpcję środków unijnych.
Do boomu w inwestycjach samorządowych jeszcze daleko. Widać już jednak wyraźnie, że lokalni podwykonawcy zmniejszają swoje zainteresowanie współpracą z dużymi generalnymi wykonawcami i przenoszą swoje zainteresowanie na kontrakty samorządowe.
Mirosław Lubarski
dyrektor handlowy Polskich Składów Budowlanych
Widać oznaki ożywienia i poprawy sytuacji. Być może jest to związane z ulgą remontową, której czas właśnie dobiega końca, ale też coraz większą aktywnością inwestorów indywidualnych.
Na razie nie potwierdzają się jednak prognozy ekspertów, którzy w tym roku przewidywali w budownictwie dwucyfrowy wzrost.
Przyszłość budownictwa, a w tym przede wszystkim mieszkaniówki, zależeć będzie w dużej mierze od polityki podatkowej przyszłego rządu. Jeżeli będzie korzystna, na pewno doprowadzi do rozkwitu zarówno sektora mieszkaniowego, jak i budownictwa indywidualnego. Mamy ku temu doskonałą okazję — oferta kredytowa banków jest wyjątkowo korzystna, a optymizm inwestorów wyraźnie poprawia się. Teraz wystarczy tylko stworzyć im dobre warunki do inwestowania. To zadanie dla przyszłego rządu.
Mirosław Jaroszewicz
dyrektor handlowy Wienerberger
Ożywienie jest widoczne, ale głównie w budownictwie przemysłowym i drogownictwie. W przypadku mieszkaniówki nie byłbym już takim optymistą. Wprawdzie liczba pozwoleń wydanych w tym sektorze jest większa o prawie 7 proc. niż roku temu, ale jednocześnie w budownictwie jednorodzinnym jest ich mniej o 5 proc.
To w budownictwie wielorodzinnym powstaje o blisko 28 proc. więcej mieszkań niż w 2004 roku. Jednocześnie, co ciekawe, samych budynków jest przeszło 20 proc. mniej niż przed rokiem. Wynikałoby z tego, że w budownictwie wielorodzinnym buduje się coraz większe obiekty.
Potencjał naszego rynku mieszkaniowego jest wciąż bardzo duży, jednak nie w pełni wykorzystany. Powody to nadal zbyt wysokie bezrobocie i zbyt niskie płace, które zamykają dostęp do kredytów. A szkoda, bo oferta banków jest dziś wyjątkowo korzystna.
Marek Poddany
prezes Sedno
Mamy dziś wyraźną przewagę popytu nad podażą, co wydawałoby się teoretycznie korzystne dla deweloperów. Jednak my wolelibyśmy budować więcej po to, aby sprzedawać taniej, niż budować mniej i drożej.
Niska podaż mieszkań wynika dziś przede wszystkim z braku planów zagospodarowania przestrzennego. Ten problem wraz z brakiem odpowiedniego kapitału jest obecnie największą barierą hamującą nowe inwestycje deweloperskie. Niestety, to nie jedyna przeszkoda. Dużą uciążliwością dla deweloperów są również bariery administracyjne. Okres przygotowania inwestycji coraz bardziej się wydłuża. Obecność aktualnych planów w gminie wcale nie ułatwia im zadania. Urzędnicy nadal zwlekają z wydaniem decyzji lub ją przedłużają w nieskończoność. Na dodatek nic im za to nie grozi, bo za swoje działanie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Dopóki to się nie zmieni, nie będzie żadnych szans na boom inwestycyjny.
Andrzej Kielar
prezes Rockwool Polska
Sytuacja na rynku materiałów izolacyjnych jest bardzo dobra, jeśli brać pod uwagę liczbę realizowanych dużych inwestycji. Budowa nowych obiektów powoduje zwiększone zapotrzebowanie na nasze produkty, więc z tego sektora jesteśmy bardzo zadowoleni. Niestety, zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja na rynku inwestorów indywidualnych. Sprzedaż w tym segmencie załamała się w połowie 2004 r. i do dnia dzisiejszego nie poprawia się. Bardzo wielu inwestorów indywidualnych kupiło materiały budowlane przed 1 maja 2004 r., czyli przed wprowadzeniem 22-proc. stawki VAT.
Kolejnym dużym problemem hamującym rozwój inwestycji — głównie realizowanych przez inwestorów indywidualnych — jest brak planów miejscowych. Ilość formalności, które trzeba załatwić i czas oczekiwania na pozwolenia, zniechęca wiele osób do podejmowania decyzji o budowie domu. Dużym inwestorom brak planów także przeszkadza, ale w mniejszym stopniu, bo oni mają sztaby ekspertów, którzy potrafią uzyskać odpowiednie dokumenty.