Jeszcze dekadę temu firmowe systemy bezpieczeństwa skupiały się na ochronie infrastruktury fizycznej i odpieraniu bezpośrednich ataków na serwery. Dziś front walki z cyberprzestępczością przesunął się do ludzkich umysłów. Jak pokazują analizy, w dzisiejszym środowisku biznesowym phishing i dezinformacja (w tym fake newsy) działają w niszczycielskiej synergii, tworząc jeden, niezwykle złożony wektor ataku na korporacje. Z tego powodu redakcje „Pulsu Biznesu” i portalu Bankier.pl zainicjowały trzecią edycję kampanii edukacyjnej pod hasłem „Scamming Out! Stop oszustwom finansowym i manipulacji w sieci”, której celem jest uświadomienie skali narastających zagrożeń cyfrowych.
A obawiać się jest czego, co potwierdzają twarde rynkowe dane. Z raportu „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025”, opracowanego przez Związek Banków Polskich (ZBP) i Warszawski Instytut Bankowości (WIB), wynika, że aż 88 proc. Polaków obawia się phishingu, czyli podstępnego wyłudzenia danych lub pieniędzy. Dodatkowo 38 proc. ankietowanych boi się kradzieży swojej tożsamości, a 32 proc. wskazuje na lęk przed dezinformacją. Zjawisko to staje się powszechne – 77 proc. z nas zetknęło się bezpośrednio z manipulacją informacyjną, a dla 75 proc. stanowi ona bardzo poważny problem. Powaga sytuacji eskaluje wraz z rozwojem nowych technologii cyfrowych. Zgodnie z badaniem „Dezinformacja oczami Polaków 2026” przeprowadzonym przez Fundację Digital Poland, sztuczna inteligencja dramatycznie wpływa dziś na wiarygodność fałszywych treści serwowanych w sieci. Aż 47 proc. Polaków uważa operacje wpływu i dezinformację za realne zagrożenie o skali porównywalnej z konwencjonalnym atakiem zbrojnym.
Toksyczna synergia, czyli anatomia ataku
W korporacyjnym ujęciu phishing przestał być jedynie prymitywną próbą kradzieży kilkuset złotych. Dziś jest to przede wszystkim narzędzie służące hakerom do zdobywania cennego, początkowego dostępu (tzw. Initial Access) do strategicznych zasobów organizacji. Przestępcy działają obecnie według bardzo precyzyjnie opracowanego scenariusza niszczenia firm.
W pierwszym kroku, opartym na celowanym spear-phishingu, atakujący wykorzystują zaawansowaną socjotechnikę, aby skompromitować i przejąć konto pracownika wyższego szczebla, np. dyrektora finansowego lub osoby z działu public relations. Krok drugi to kradzież tożsamości cyfrowej – hakerzy przejmują oficjalne konta spółki w mediach społecznościowych, skrzynki e-mailowe zarządu lub zyskują pełną kontrolę nad systemami komunikacji wewnętrznej w firmie. Trzeci etap operacji to czysta dezinformacja i jej bezwzględna, szybka monetyzacja na rynku kapitałowym. Wykorzystując zdobytą wiarygodność oficjalnego, przejętego kanału komunikacji, przestępcy publikują doskonale spreparowane, fałszywe informacje o firmie. Może to być informacja o rzekomym bankructwie, fikcyjnej fuzji, potężnym wycieku danych klientów czy wypuszczeniu na rynek wadliwego produktu.
Skutki gospodarcze takiego działania są błyskawiczne. Wykreowany fake news powoduje tąpnięcie kursu akcji giełdowych lub drastyczną utratę zaufania wśród partnerów w sektorze B2B. To właśnie na tym chaosie cyfrowi przestępcy zarabiają najwięcej, np. zajmując pozycje na giełdzie i grając na spadki wartości zaatakowanej spółki (short-selling). Raport Global Risks Report, opracowany przez World Economic Forum, nie bez powodu wskazuje obecnie dezinformację jako jedno z czołowych, krótkoterminowych ryzyk ekonomicznych na świecie. Zjawisko to prowadzi bezpośrednio do lawinowego spadku zaufania konsumentów, zmienności na giełdach, bojkotów oraz paraliżu operacyjnego zaatakowanych podmiotów.
Prawda stała się infrastrukturą krytyczną
Mechanizmy działania dobitnie udowadniają, że wszechobecna dezinformacja przestała być wyłącznie uciążliwym problemem natury politycznej. Kiedy cyberprzestępca za pomocą phishingu wyłudzi hasło do konta społecznościowego dużej spółki giełdowej i opublikuje tam fałszywego newsa, firma w kilka minut może stracić miliony złotych swojej rynkowej kapitalizacji. Zwracają na to uwagę światowi eksperci z organizacji ASIS International, na co dzień zajmujący się bezpieczeństwem korporacyjnym. Podkreślają oni zgodnie, że filozofia obrony i bezpieczeństwa musiała ewoluować. Kiedyś chroniono fizyczne mury fabryk i hasła dostępowe do serwerowni, natomiast dziś firmy muszą przede wszystkim chronić swoją „integralność informacji”. Dezinformacja wymierzona celowo w wizerunek i stabilność marki to zjawisko, które łączy cyberzagrożenia z ryzykiem operacyjnym biznesu. Jak trafnie podsumowują tę zmianę eksperci ASIS: „Prawda stała się infrastrukturą krytyczną, którą trzeba chronić”.
Obecny czas szybkiego rozwoju technologii można wręcz nazwać złotą erą dla scammerów. Gwałtowny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji wyposażył przestępców w zaawansowane narzędzia, o jakich jeszcze kilka lat temu mogli tylko marzyć. Oszuści na masową skalę wykorzystują dziś rozwiązania wideo deepfake oraz klonowanie głosu dyrektorów CEO do tworzenia hiperrealistycznych, bardzo trudnych do wykrycia, celowanych ataków. Potrafią oni generować perfekcyjne w języku polskim maile i wiarygodnie brzmiące wiadomości głosowe, aby wciągnąć pracowników w pułapkę dezinformacyjną lub nakłonić ich do gigantycznych przelewów zagranicznych. Taki scenariusz jest bardzo typowy dla oszustw z kategorii Business Email Compromise (BEC). Świetnym przykładem takiego ataku z wykorzystaniem sklonowanego głosu prezesa (tzw. audio deepfake) była próba wyłudzenia środków od menedżera legendarnej marki Ferrari. Oszuści w czasie rzeczywistym sklonowali głos Benedetto Vigny, używając do tego materiałów z publicznych wywiadów biznesowych. Transakcję powstrzymała jedynie czujność pracownika, który zapytał o tytuł polecanej mu niedawno książki, weryfikując rozmówcę.
Pracownik – najsłabsze ogniwo i najlepsza tarcza
W tym niekończącym się wyścigu zbrojeń najsłabszym, ale paradoksalnie także najważniejszym ogniwem obrony zawsze pozostaje człowiek. Wspomniany wcześniej raport ZBP i WIB obnaża dość smutną prawdę o naszych codziennych nawykach: zaledwie połowa badanych Polaków regularnie stosuje podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak weryfikacja poprawności domen internetowych przed próbą wpisania danych logowania. Takie zaniechania i pośpiech otwierają oszustom szeroko drzwi do chronionych sieci firmowych i baz danych klientów.
Dlatego to właśnie edukacja personelu okazuje się dziś jedyną realną i skuteczną, długofalową obroną przed atakami. Zgodnie z głównymi postulatami ogólnopolskiej akcji „Scamming Out” polskie firmy muszą wdrożyć w swoich codziennych strukturach niezwykle rygorystyczną kulturę organizacyjną opartą na strategii „Zero Trust” (ograniczonego zaufania). Co istotne, zasada ta nie może już dotyczyć wyłącznie twardych, technicznych aspektów dostępu sieciowego, ale musi również w pełni objąć samą informację. Oznacza to w praktyce konieczność dwuetapowej weryfikacji przez pracowników wszelkich nietypowych ustaleń finansowych oraz dyspozycji przelewów – najlepiej z wykorzystaniem niezależnego kanału komunikacji. To także obowiązek natychmiastowego zgłaszania podejrzanych incydentów oraz wykrytych anomalii dezinformacyjnych w sieci wewnętrznej przedsiębiorstwa. Tylko odpowiednio, cyklicznie szkolony i świadomy złożonych mechanizmów psychologicznej manipulacji pracownik jest w stanie dziś stanowić prawdziwie skuteczną tarczę dla całej organizacji, w której to właśnie ochrona integralności prawdy decyduje o rynkowym sukcesie lub porażce.
