Prawdziwe oblicze legendy

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 2007-12-14 00:00

śmierdzi moczem. Spacerując wzdłuż potężnych wałów, ryzykuje się wdepnięcie w zaschnięte fekalia…

Tu zobaczy się historię. Tę burzliwą, niewygładzoną pracą konserwatorów i niezadeptaną

śmierdzi moczem. Spacerując wzdłuż potężnych wałów, ryzykuje się wdepnięcie w zaschnięte fekalia…

Czas i ludzie nie byli dla Kamieńca łaskawi. Tam, gdzie niegdyś rozłożyły się obozem tureckie wojska, rozciąga się szczere pole. Mury twierdzy rozsadza trawa i krzewy. W miejscu, gdzie Wołody- jowski walczył z turecką nawałnicą, leżą butelki po ukraińskim piwie. Tak wygląda prawda o mieście, które powinno być atrakcją turystyczną porównywaną z rumuńską Sigishoarą. Mieście, które w Polsce żyje legendą trylogii Sienkiewicza. Przechadzając się uliczkami Kamieńca Podolskiego, trudno nie myśleć o tym, czym mógłby być — fenomenem na skalę Europy, świadectwem dawnych dziejów, malowniczą stolicą zakochanych. Nie jest. Historia potoczyła się inaczej. Zostawiła na miejskiej tkance ślady, znaki, blizny…

Dynamitem w katedrę

Kamieniec Podolski dzieli się na dwie części — starą i nową. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z 1062 roku — należało wtedy do Rusi Kijowskiej.

Smotrycz, rzeka nad którą leży Kamieniec, tworzy w tym miejscu malowniczy jar o pionowych, wysokich na kilkadziesiąt metrów wapiennych ścianach. Rozpadlina przybrała kształt okrągłej butelki, w której szyjce znajduje się most zwany tureckim. Dalej leży twierdza — czyli Stary i Nowy Zamek. Centralną częścią starówki pozostaje rynek polski. Wielki, pusty plac z paroma drzewami okalającymi ratusz. W kamienicach mieści się kilka sklepów i dwie restauracje.

Gdy spojrzeć na mapę, można sobie wyobrazić wąskie, romantyczne uliczki. W rzeczywistości zobaczy się zniszczone, niskie budynki, szkołę oraz… pustkę. Straszą ruiny wysadzonej przez sowietów katedry ormiańskiej. Pozostała po niej tylko wieża i kilka kamiennych tablic, z napisami w języku, którego chyba nikt z miejscowych już nie zna. Dynamitem wyrwano żywą tkankę miasta. Liczne kościoły, które kiedyś zamieniono na magazyny, dopiero teraz odzyskują dawny blask. Czas przetoczył się przez Kamieniec Podolski, a ślady są widoczne gołym okiem.

Kościół z minaretem

Symbolem burzliwych dziejów miasta może być katedra katolicka pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Zbudowano ją w XV wieku (wcześniej w tym miejscu wznosił się kościół drewniany). Rozwijała się i piękniała wraz z miastem. W 1672 roku, gdy Kamieniec zajęli Turcy, zamieniono ją na meczet. Kiedy województwo podolskie wróciło do Rzeczpospolitej, zawarty układ pokojowy głosił, że Polacy muszą zostawić w spokoju stojący przed świątynią minaret wraz z półksiężycem. Tak się stało. Tylko na jego czubku — prócz półksiężyca — znalazła się wysoka na 4,5 metra figura Matki Boskiej. I tak oto katedra w Kamieńcu Podolskim została jedynym na świecie kościołem katolickim z minaretem. W czasach ZSRR świątynię zmieniono w muzeum ateizmu, co uchroniło ją przed zniszczeniem. Teraz na powrót mieści się tam kościół. Tuż obok znajduje się niewielki cmentarzyk z grobem „Hektora Kamienieckiego”, czyli pułkownika Jerzego Wołodyjowskiego.

W końcu „butelka” — czyli wapienny jar kryjący miasto — stała się dla mieszkańców za ciasna: na 30 ha mieszkało 13 tys. ludzi, cierpiących z powodu biedy i braku dostępu do wody pitnej. Z pomocą przyszedł im car Mikołaj I, który odwiedził miasto w 1842 roku. Nakazał rozbudowę. A że słowo cara było święte, na drugim brzegu rzeki wyrosło nowe miasto. I to na większym terytorium, w układzie geometrycznej siatki prostopadłych ulic i arterii. Przestrzeń między nimi wypełniły budynki. Teraz to serce miasta — z bazarem i dworcem autobusowym. Nie czas, ale ludzie przetaczają się przez szerokie, wytyczone przez monarchę ulice.

Upadek bastionu

Zamek w Kamieńcu Podolskim zaczęto budować już w XV wieku. Od początku musiał wytrzymać wiele szturmów i ataków ze strony Turków, Tatarów i zbuntowanego kozactwa. Przysporzyło to Kamieńcowi słusznej sławy nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Nawet papieże płacili hojne datki na rozbudowę tej najpotężniejszej z twierdz na przedmurzu chrześcijańskiej Europy. Coś się zaczęło psuć, tak jak w całej Rzeczpospolitej, dopiero w XVII wieku. Potężne bastiony i grube mury nie nadążały za rozwojem sztuki oblężniczej. Jeszcze raz mieszkańcy i budowniczowie zdobyli się na zryw i na początku wieku powstał Nowy Zamek — potężny fort zbudowany według najlepszych holenderskich wzorów. Dzięki temu miasto jeszcze przez 70 lat było w stanie opierać się atakom wrogów Rzeczpospolitej.

Aż nadszedł rok 1672. Powodem wojny były działania hetmana kozackiego Piotra Doroszenki, który dążył do uniezależnienia Ukrainy zarówno od Rzeczpospolitej, jak i od Rosji. Oparł się więc na Turcji. W 1666 roku przyjął zwierzchnictwo sułtana, a ten sześć lat później ruszył, żeby wspomóc Doroszenkę w walkach z Polakami. Historycy twierdzą, że pod Kamieńcem Podolskim stanąć miało 100 tysięcy Turków wraz z nowoczesną artylerią. Rzeczpospolita, w której król Michał Korybut Wiśniowiecki kłócił się z hetmanem Janem Sobieskim, drobna szlachta z magnaterią i tak dalej we wszystkich możliwych konfiguracjach, wystawić mogła tylko dwutysięczną załogę. Twierdza nie do zdobycia padła po dwóch tygodniach. W konsekwencji miasto na 27 lat trafiło pod panowanie tureckie. Sułtan umieścił tu piąty, największy garnizon w swoim imperium (obok Belgradu, Budy, Kandii i Bagdadu).

Kiedy miasto wróciło do Rzeczpospolitej, twierdzę raz jeszcze obsadziła polska załoga. Ale nie było już wśród nich Wołodyjowskich i Ketlingów — zabrakło gigantów. Podczas drugiego rozbioru pod miasto podeszli Rosjanie — ówczesny dowódca oddał zamek bez jednego wystrzału. Bastion chrześcijaństwa zmieniono w carskie więzienie.

Zdążyć przed odnową

Co zostało z twierdzy po latach? Stary Zamek trzyma się nieźle. Powoli się go odbudowuje i doprowadza do przyzwoitego stanu. Mieści się w nim muzeum. Gorzej z Nowym Zamkiem — potężne wały ziemne i forty zmieniły się w meliny. Coś się jednak w Kamieńcu Podolskim zmienia. Ukraińcy chcą mu przywrócić świetność i uczynić z niego atrakcję turystyczną. Skromnymi środkami, bo tylko na takie ich stać, podnoszą miasto z upadku. Do kościołów obróconych w magazyny wracają krzyże i księża. Ratusz polski został odnowiony i — podobnie jak twierdza — podświetlony.

Warto jednak pojechać do Kamieńca, nim Ukraińcy skończą, nim konserwatorskie prace odmłodzą oblicze miasta. Powinien się pospieszyć, kto chce zobaczyć piętno czasu odciśnięte w rzeczach drobnych i wielkich, w zarośniętych trawą zaułkach, w ruinach ormiańskiego kościoła, w potężnych twierdzach zamku, na wytyczonych przez cara bulwarach…

Wojciech Chmielarz