Inwestor zdany jest na łaskę urzędów — przyznaje resort gospodarki. Proponuje zmiany.
Na dziesiejszym posiedzeniu Rady Ministrów resort gospodarki ma przedstawić raport „Inwestycyjny proces budowlany”. Wymienia w nim 25 absurdów, które czyhają na realizujących inwestycje.
„Inwestor nie może uzyskać informacji przed zakupem terenu, dlatego np. w Warszawie ryzykuje co najmniej kilka milionów złotych” — czytamy w raporcie.
Chcąc rozwiązać problemy, resort proponuje nowelizację, m.in. niedawno uchwalonej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, prawa budowlanego, geodezyjnego i kartograficznego.
Instytucje branżowe zaangażowane w tworzenie raportu nie wierzą w realizację postulatów — za większość z nich odpowiada minister infrastruktury.
— Już w trakcie prac nad raportem resort infrastruktury dowodził, że regulacje o planowaniu przestrzennym są bez zarzutu i w Polsce inwestuje się wręcz świetnie. Jakim więc cudem ludzie, którzy są odpowiedzialni za wyjątkowo złe przepisy, będą chcieli je zmieniać? — uważa Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa.
— Podstawową barierą jest brak możliwości określenia ryzyka inwestycji. To efekt uznaniowości decyzji urzędników i możliwości bezkarnego blokowania inwestycji przez osoby trzecie — mówi Andrzej Majcher, prezes spółki deweloperskiej Echo Investment.
— Mieliśmy się zająć raportem tydzień temu, ale na prośbę ministra Marka Pola będzie on rozpatrywany we wtorek i zakładamy że zostanie przyjęty. Proces inwestycyjny blokowany jest w Polsce przez chorobę szalonych paragrafów — ocenia Jerzy Hausner, wicepremier i minister gospodarki, pracy i polityki społecznej.