Prawo: e-podpis nadal pozostaje abstrakcją

Albert Stawiszyński
opublikowano: 2002-10-30 00:00

Opóźnienia związane z wydawaniem zaświadczeń certyfikacyjnych spowodowały, że e-podpis, mający zrewolucjonizować gospodarkę, funkcjonuje wyłącznie na papierze.

W sierpniu 2002 r., po wielu miesiącach oczekiwań i dyskusji, weszła w życie ustawa o podpisie elektronicznym wraz z kilkoma wydanymi w ostatniej chwili rozporządzeniami wykonawczymi. Tym samym Polska dołączyła do grona państw, które posiadają tego rodzaju regulacje. Założenia były szlachetne. Przepisy mają wspomagać rozwój gospodarki poprzez likwidację bariery odległości czy też ułatwić elektroniczne składanie ofert, zamówień, wniosków i dokumentów urzędowych.

Problem w tym, że mimo wejścia w życie ustawy nadal nie można składać e-podpisów w formie kwalifikowanej, a więc takiej, która pociąga za sobą skutki prawne. Zgodnie z przepisami, z podpisu kwalifikowanego można korzystać dopiero po uzyskaniu certyfikatu. Firmy mające je wydawać nie muszą posiadać zezwolenia czy koncesji. Mają jednak obowiązek uzyskania, potwierdzonego stosownym zaświadczeniem, wpisu w rejestrze prowadzonym przez resort gospodarki. Dotychczas żadna firma nie została wpisana na tę listę. Z informacji uzyskanych z Ministerstwa Gospodarki (MG) wynika, że kilka podmiotów złożyło odpowiednie wnioski. Jak długo potrwa ich rozpatrywanie, nie wiadomo. Wszystko zależy od ministerstwa.

— Obecnie rozpatrujemy wnioski firm. Niektóre z nich zawierają pewne błędy formalne, o czym będziemy informować zainteresowane spółki. Właśnie dlatego dotychczas nie można było wydać żadnego zaświadczenia certyfikacyjnego — twierdzi Jerzy Molak, dyrektor Departamentu Handlu i Usług w Ministerstwie Gospodarki.

Samo złożenie wniosku o wpis do rejestru certyfikatorów musi być poparte wpłatą 10 tys. EUR (ponad 40 tys. zł). Ponadto szacuje się, że uzyskanie certyfikatu do podpisu elektronicznego będzie kosztować obywatela od 50 zł do 600 zł. Te pieniądze zasilą konta certyfikatorów.

Przepisy przewidują również, że zarówno prowadzenie rejestru certyfikatorów, jak i wydawanie zaświadczeń może być powierzone przez ministerstwo innym podmiotom. Jest już nawet pewny kandydat to tej roli.

— Prowadzenie rejestru i wydawanie zaświadczeń ma zostać w najbliższych dniach powierzone firmie Centrast — mówi Jerzy Molak.

O przejęcie tych obowiązków starało się wiele podmiotów, m.in.: Unizeto, Telbank czy TP Internet. Wybrano jednak zależną od Narodowego Banku Polskiego spółkę Centrast. Takiemu obrotowi sprawy sprzeciwiały się pozostałe firmy, twierdząc, że wybór powinien nastąpić w drodze przetargu publicznego.

Dzisiaj trudno prognozować, jak będzie funkcjonował kwalifikowany e-podpis z jednym krajowym centrum certyfikacji.

— Zaufanie użytkowników do całego systemu będzie zależeć od przestrzegania ustawowych procedur w zakresie świadczenia usług, a nie od tego, czy będzie jedno czy kilka centrów akredytacji — mówi Ignacy Sitnicki, radca prawny z kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.

Tymczasem nie milkną również głosy krytyczne wobec niektórych przepisów regulujących funkcjonowanie podpisu elektronicznego. Pojawiły się już nawet inicjatywy wprowadzenia do nich zmian.

— Regulacja ta jest zupełną nowością w polskim systemie prawnym i to tłumaczy żywą dyskusję na jej temat. Jednak z drugiej strony zawiera ona wciąż sporo usterek, które powinny zostać poprawione. Mimo to nie są one zasadniczą przeszkodą dla rozwoju usług w zakresie e-podpisu — uważa Ignacy Sitnicki.

Przykładowo regulacja ustawy pod znakiem zapytania stawia możliwość kopiowania i przechowywania przez firmy certyfikujące wszelkich danych służących do składania bezpiecznego podpisu elektronicznego lub poświadczenia elektronicznego, które mogłoby służyć do ich odtworzenia.

— Intencją ustawodawcy było, aby zakaz obejmował dane nie przyporządkowane do podmiotu świadczącego usługi certyfikacyjne i w tym kierunku przepis ten powinien zostać uzupełniony. Pomimo tego, wydaje się, że rozsądna wykładnia tego przepisu i tak pozwoli na rozpoczęcie działalności firmom certyfikacyjnym — dodaje Ignacy Sitnicki.

Mogą też pojawić się poważne problemy w rozwoju polskiej e-gospodarki, spowodowane tym, że rozporządzenia wykonawcze są niedopracowane.

— Niektóre przepisy rozporządzeń wychodzą poza delegację ustawową. Są nieprecyzyjne i budzą wątpliwości. Może to źle wpłynąć na funkcjonowanie firm certyfikujących — twierdzi pragnący zachować anonimowość specjalista z firmy TP Internet.