Prawo może doprowadzić do bankructwa wiele firm

Radosław Górecki
opublikowano: 2005-06-07 00:00

Nowe przepisy spowodowały, że 90 proc. producentów stolarki budowlanej działa na granicy prawa. Jednocześnie polskie firmy podbijają rynki europejskie.

„Puls Biznesu”: W jakim stanie jest branża stolarki budowlanej?

Robert Klos: W 2004 r. z 7 do 22 proc. wzrosła stawka VAT na materiały budowlane. Do maja firmy ledwo nadążały z obsługą sprzedaży, jednak już niemal następnego dnia po wprowadzeniu 22-proc. stawki VAT sprzedaż załamała się. Wszyscy mieli nadzieję, że koniunktura powróci we wrześniu, bo jesień w tej branży to szczyt sezonu. Tymczasem klienci nie pojawili się. Sprzedaż była tak słaba, że wiele firm utraciło płynność finansową i znalazło się na skraju bankructwa.

Nastały zimowe miesiące, które z kolei zawsze są słabe — firmy ograniczają wtedy produkcję i zatrudnienie. Sytuacja w branży stała się bardzo nerwowa. Początek wiosny 2005 r. także nie przyniósł długo wyczekiwanego ożywienia. Pierwsze poważniejsze zamówienia pojawiły się dopiero w kwietniu. Firmy zaczynają więc teraz normalny cykl produkcyjny.

Oprócz zachwiania się cyklu koniunkturalnego branża musi się także zmierzyć z nową rzeczywistością prawną. Pojawiły się bowiem zmiany w ustawie o wyrobach budowlanych.

Nowe przepisy wprowadziły możliwość nakładania kar na tych producentów wyrobów budowlanych, którzy nie spełniają wymagań formalnych, związanych z aprobatami technicznymi. Na rynku wciąż działa wiele firm, które nie badają swoich wyrobów i nie mają deklaracji zgodności z odpowiednią normą czy aprobatą techniczną. Producenci niestety nie mają nawet wewnątrzzakładowych systemów kontroli produkcji.

Czy dużo jest takich nieprzystosowanych firm?

Według naszych szacunków 90 proc.

Od kiedy dokładnie obowiązuje nowa ustawa o wyrobach budowlanych?

Od maja 2004 r. Do tego czasu producenci musieli robić okresowe badania produktów i byli zobowiązani do posiadania wewnętrznego systemu kontroli produkcji. Natomiast nie było żadnych przepisów wykonawczych, które dawałyby komukolwiek możliwość nakładania kar za niewywiązywanie się z tych obowiązków. Natomiast nowa ustawa dała wojewódzkim urzędom nadzoru budowlanego prawo do przeprowadzania kontroli. Inspektorzy tych urzędów mogą nakładać kary finansowe do 100 tys. zł, mogą też nakazać wycofanie wyrobu z obrotu lub odkupienie od klientów wyrobów, które zostały wprowadzone do obrotu niezgodnie z ustawą. Dla producentów to są bardzo dotkliwe konsekwencje. Dla małego zakładu kara 100 tys. zł oznacza natychmiastowe bankructwo.

Warto pamiętać, że wprowadzenie systemu kontroli produkcji to wydatek 1-2 tys. zł. Rezygnacja z niego jest więc zupełnie nieopłacalna i bardzo ryzykowna. W ekstremalnych przypadkach producentowi grozi wycofanie produktów z rynku. Jeśli to się zdarzy, to proszę sobie wyobrazić, że producent, który od 10 lat działa na rynku i produkuje drzwi wejściowe, i sprzedał tych drzwi 10 tys. sztuk, będzie musiał odszukać klientów z 10 lat i zwrócić im pieniądze. Dla takiej firmy to katastrofa.

Czy kontrole już się zaczęły?

Tak. Jednak jeszcze w kwietniu 2004 r. roku podjęliśmy rozmowy z urzędem nadzoru budowlanego, żeby te kontrole, przynajmniej w pierwszym roku, nie były bardzo rygorystyczne, żeby jednak dać tym producentom, którzy nie zdążyli do tego czasu spełnić warunków narzuconych przez ustawę, szansę na dostosowanie się do nich. Kontrole odbywają się regularnie, a jeżeli w ich trakcie wychodzą na jaw jakieś niedociągnięcia, to inspektorzy starają się jedynie wyznaczać terminy ich usunięcia. Zdarza się jednak, że wydają zakazy produkcji określonych wyrobów. Na szczęście są to incydentalne przypadki. Przykładowo, jednego z dużych producentów poproszono o wyniki badań wyrobów, które oznaczał znakiem budowlanym „B” i wtedy okazało się, że nie ma on odpowiednich świadectw. Po prostu nie zrobił badań. W efekcie zakazano mu produkcji wyrobu do czasu ich przeprowadzenia i dostarczenia wyników.

To dowodzi, że nad producentami zebrały się czarne chmury, a mimo to 90 proc. z nich nie spełnia wymagań ustawowych.

No niestety tak.

To jak oni działali do tej pory?

Normalnie, bez badań. W Polsce ponad 3 tys. firm produkuje okna i drzwi. Od pewnego czasu jeździmy po kraju i uświadamiamy producentów. Niestety, muszę przyznać, że nieznajomość przepisów jest powszechna. W firmach małych, zatrudniających do 10 pracowników, świadomość prawna — podstawa działania przedsiębiorstwa — bywa nieraz przerażająca. Staramy się to zmienić, organizując szkolenia.

Wróćmy na chwilę do sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Mówił pan, że koniunktura, która załamała się po 1 maja, w 2004 r. nie powróciła. Przedsiębiorcy „skorzystali” tylko w pierwszych miesiącach na strachu przed wzrostem VAT na materiały budowlane. Jak wypadł cały 2004 r. w porównaniu z rokiem 2003 r.

O tym, jak wyglądał rok 2004, najlepiej świadczą wyniki produkcji szyb zespolonych, stosowanych w ogromnej większości okien. Ich produkcja spadła w zeszłym roku zaledwie o 6 proc. Natomiast jeśli spojrzeć na produkcję sprzedaną okien, to spadek sięgnął 12-14 proc. Dowodzi to, że spadek nie był tak duży, jak odczuły go niektóre firmy.

Ponadto bardzo istotną tendencją jest zdecydowany wzrost eksportu. To oznacza, że polskie firmy znalazły swoje miejsce w Europie. Większość tej sprzedaży eksportowej trafia do Niemiec, ale także na rynki Czech i Słowacji. Polskie produkty jakościowo dorównują czołówce. Olbrzymim plusem polskich firm jest bowiem nowoczesne wyposażenie techniczne zakładów, typowe dla czołówki europejskiej. Nasze firmy są zatem ogromnym zagrożeniem dla zachodnich producentów.

Prawdziwą szansą dla branży jest więc eksport.

Tak, dlatego że rynek krajowy znalazł się w regresie. Polacy są ludźmi mało zamożnymi i jeżeli mają do wyboru codzienne wydatki lub na cele budowlane, to wybierają te pierwsze. Firmy poszukują więc możliwości zbytu poza granicami Polski.

Robert Klos, wiceprezes związku Polskie Okna i Drzwi