Prawo wymusza mięsny exodus

Wart 2 mld zł rynek uboju rytualnego przestał istnieć. Producenci chcą ratować biznes uciekając z Polski. Pracę może stracić więcej osób niż w tyskim Fiacie

Mija drugi miesiąc, od kiedy zakłady mięsne nie mogą dokonywać uboju rytualnego, a rząd wciąż pracuje nad zmianą prawa, żeby go umożliwić. Według wyliczeń branży, ubój koszerny i halal stanowił podstawę dla 10 proc. naszego eksportu drobiu, wartego w zeszłym roku 1,2 mld EUR (wstępne dane Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej), oraz niemal jednej trzeciej eksportu wołowiny, którego wartość w 2012 r. sięgnęła 1,35 mld EUR. Mowa więc o sprzedaży wartej 2 mld zł. Konieczność zmiany przepisów wynika z decyzji Trybunału Konstytucyjnego z listopada ubiegłego roku. Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, zezwalający na ubój rytualny, utknął na posiedzeniu Rady Ministrów 12 lutego. Wówczas rząd miał zalecić „przeanalizowanie możliwości łagodzenia cierpienia zwierząt podczas ich uśmiercania w zgodzie z obrzędami religijnymi”.

BLOKADA: Producenci wołowiny biją na alarm. U nas sprzedają bardzo mało, bo przeciętny Polak je 2,4 kg mięsa wołowego rocznie — przy średniej UE 15,5 kg. Zakłady rozwijały się dzięki sprzedaży zagranicznej, m.in. do krajów muzułmańskich. Jednak od stycznia te rynki są dla nich zamknięte. [FOT. BLOOMBERG]
Zobacz więcej

BLOKADA: Producenci wołowiny biją na alarm. U nas sprzedają bardzo mało, bo przeciętny Polak je 2,4 kg mięsa wołowego rocznie — przy średniej UE 15,5 kg. Zakłady rozwijały się dzięki sprzedaży zagranicznej, m.in. do krajów muzułmańskich. Jednak od stycznia te rynki są dla nich zamknięte. [FOT. BLOOMBERG]

— Nie wiadomo kiedy ta sprawa powróci pod obrady — informuje Centrum Informacyjne rządu. Na pewno nie ma jej w planie na 5 marca. Przedsiębiorcy mówią już o wielomilionowych stratach i chcą się ratować, przenosząc produkcję.

Desperacka ucieczka

— Od dwóch miesięcy nie realizujemy podpisanych kontraktów. Ubój rytualny odpowiadał za 26 proc. z 700 mln zł naszych przychodów i pracowało przy nim 35 proc. z 1000 zatrudnionych. Mamy plan awaryjny przeniesienia produkcji za granicę, ale nie będziemy w stanie utrzymać tak wysokiego zatrudnienia i poniesiemy dodatkowe koszty — mówi Tomasz Kubik, prezes Zakładu Przemysłu Mięsnego Biernacki.

Firma rozważa zakup bądź dzierżawę rzeźni z uprawnieniami do uboju halal i koszernego w Czechach, Niemczech lub na Słowacji.

— Zależy nam, żeby było to jak najbliżej naszego zakładu. Zakup odpowiedniej rzeźni to wydatek rzędu kilku milionów euro, więc wolelibyśmy ją dzierżawić, ale nie chcemy stracić rynków i kontraktów wypracowywanych latami. Uruchomienie produkcji za granicą zajmie nam 3-6 miesięcy — dodaje Tomasz Kubik. W ten sposób chcą się ratować również mniejsi producenci.

— Prowadzimy rozmowy o przeniesieniu zakładu na Ukrainę. Ubój rytualny to ponad 75 proc. naszej produkcji. Nasi pracownicy są na razie na urlopach wypoczynkowych albo bezpłatnych, ale nie możemy tego przeciągać w nieskończoność. Oczywiste jest, że nie przeniosą się za granicę razem z zakładem — twierdzi Małgorzata Podniesińska, prokurent Zakładów Mięsnych Mokobody, które w zeszłym roku osiągnęły 100 mln zł przychodów ze sprzedaży i zatrudniają 60 osób.

Armia bezrobotnych

Z danych Związku Polskie Mięso wynika, że uboju rytualnego krów i drobiu dokonuje w Polsce około 80 zakładów. Potencjalne redukcje zatrudnienia wymuszone zakazem mogą dotknąć 5-6 tys. osób. To cztery razy tyle, ile ma zwolnić fabryka Fiata w Tychach.

— Połowa zakładów będzie musiała zostać zlikwidowana, a brak popytu na wołowinę uderza również w liczne grono rolników hodujących bydło — dodaje Małgorzata Podniesińska. Losy wszystkich producentów wołowiny, nie tylko stosujących ubój rytualny, wyglądają bardzo nieciekawie.

— Pod koniec ubiegłego roku z powodu podwyżki ceł importowych zamknął się przed nami rynek turecki, od stycznia — rynki muzułmańskie, również państw europejskich, w których żyją mniejszości religijne. Teraz afera z wołowiną i koniną podważa zaufanie do całego polskiego mięsa. Nasi zagraniczni partnerzy to obserwują i ceny surowca spadają. 3-4 miesiące temu średnia cena kilograma ćwierci wołowych z byka wynosiła w skupie 14 zł, teraz jest poniżej 13 zł i ciągle spada. Na razie, choć mamy klientów z wielu krajów, na ogół nie muzułmańskich, ograniczyliśmy produkcję wołowiny o 25 proc. Mieliśmy też plan rozwoju eksportu do krajów muzułmańskich i musieliśmy zerwać zaawansowane rozmowy w sprawie wejścia na tamtejszy rynek — mówi Miłosz Nowacki, dyrektor zakładu produkcji wołowiny w PKM Duda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Prawo wymusza mięsny exodus