— Wyniki Hutmenu pogarszają się, otoczenie makroekonomiczne jest trudne, co widać po wielu spółkach tzw. surowcowych. Nie bardzo widzę uzasadnienie do oferowania wyższej ceny w kolejnym wezwaniu — mówi Piotr Szeliga, prezes Boryszewa.

To oznacza, że spór grupy kapitałowej Romana Karkosika z drobnymi akcjonariuszami o cenę w wezwaniu poprzedzającym wycofanie Hutmenu z giełdy będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Ten zaś pierwszy termin rozprawy wyznaczył na styczeń 2016 r. — 15 miesięcy po tym, jak głosami Romana Karkosika NWZ zdecydowało o ściągnięciu spółki z GPW. Teraz będą mijać kolejne miesiące.
— Proces na pewno potrwa długo. Zakładam, że co najmniej rok w pierwszej instancji. Ale wiele zależy od działania sędziego i postawy stron — komentuje Radosław Potrzeszcz, starszy partner w kancelarii Głuchowski, Siemiątkowski, Zwara.
Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że mniejszościowi akcjonariusze Hutmenu zakwestionowali praktykę ustalania ceny w wezwaniu wyłącznie na podstawie szęściomiesięcznej średniej notowań wynikającej z art. 79. ustawy o ofercie publicznej. Rozpatrując bliźniacze wnioski dwóch inwestorów o zabezpieczenie roszczeń poprzez wstrzymanie uchwały o zdjęciu spółki z giełdy, dwa różne składy sądu wydały dwie różne decyzje. Jeden uznał, że zachowanie średniej sześciomiesięcznej wystarczy, drugi, że nie. Obie decyzje zostały oprotestowane— pierwsza przez drobnego inwestora, druga przez spółkę. Sąd wyższej instancji oddalił pierwszy protest i uznał drugi.
Nie przesądzając o finale sporu,dwukrotnie poparł mniejszościowych akcjonariuszy. Ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii będzie miało niebagatelne znaczenie dla rynku kapitałowego. Akcjonariuszom większościowym nie raz zdarzało się wykorzystywać okresy niskich notowań spółki do wycofania jej z giełdy niewielkim kosztem — ze szkodą dla mniejszościowych inwestorów. Konflikt o dokładnie takim samym podłożu jak w Hutmenie rozwija się właśnie w Polcoloricie.
— Problem tkwi w niedoskonałości art. 79 o ofercie publicznej. Pytanie, czy ustalając ten przepis, ustawodawca, który chciał chronić drobnych inwestorów, dał przyzwolenie na ustalanie ceny wezwania znacznie poniżej wartości godziwej? Ustawodawca nie miał zamiaru dawać takiego przyzwolenia. Uważał za nierealną sytuację, kiedy kurs akcji jest tylko ułamkiem wartości księgowej przypadającej na jedną akcję — twierdzi Mariusz Andrzejewski, akcjonariusz Polcoloritu. Przypomina też, że ustawa daje możliwość ustalenia ceny w wezwaniu na podstawie wartości godziwej, jeśli niemożliwe jest ustalenie ceny na podstawie średniej rynkowej.
— Czym jest niemożność ustalenia ceny rynkowej? Podchodząc konserwatywnie do interpretacji przepisu, można ograniczyć jego zastosowanie do wyjątkowych sytuacji, np. zawieszenia notowań spółki czy nawet dłuższego okresu niefunkcjonowania giełdy. Stosując liberalną wykładnię, można pod tym pojęciem rozumieć inne sytuacje, np. niską płynność — uważa Mariusz Andrzejewski.