Maszyny do przetwórstwa tworzyw sztucznych dziś to skomplikowane automaty o dużych możliwościach produkcyjnych. Wiele się zmieniło od lat 50.
Początki przetwórstwa tworzyw sztucznych w Polsce to lata 50. i 60. XX w. Produkcja odbywała się w garażach, piwnicach. Rzemieślnicy używali prymitywnych, ręcznych wtryskarek.
— Pierwsze wtryskarki tłokowe napędzane systemem hydraulicznym, ale ręcznie sterowane, królowały od początku lat 70. Do dziś pracują maszyny wyprodukowane przez rzemieślników pod Kętami, w bezpośredniej bliskości Żywca, miasta z fabryką maszyn Ponar Żywiec, polskiego producenta wtryskarek — opowiada Jerzy Dądela z firmy Dospel Plastics, dystrybutora wtryskarek i urządzeń peryferyjnych do przetwórstwa tworzyw sztucznych.
Jak komputery
Ręcznie sterowane wtryskarki tłokowe to nie koniec ewolucji.
— Tempo postępu w branży produkcji maszyn do przetwarzania tworzyw jest tak duże, że można go porównać do postępu w elektronice lub komputeryzacji procesów technologicznych — przyznaje Jerzy Dądela.
O skali tego postępu mówi lista produktów, jakich dostarcza branży krakowska firma Astor, zajmująca się automatyzacją i zarządzaniem procesami produkcji.
— Dostarczamy urządzenia sterujące do maszyn, roboty przemysłowe współpracujące z maszynami lub będące ich integralną częścią, oprogramowanie, komputery i panele przemysłowe służące do nadzoru pracy maszyny przez operatora oraz systemy bazodanowe pozwalające na rejestrację parametrów pracy maszyn i procesu produkcyjnego, zarządzanie recepturami, podnoszenie wydajności i rozliczanie kosztów — wymienia Wojciech Kmiecik z firmy Astor.
Wysokie standardy
Sprzedawcy twierdzą, że popyt na urządzenia do przetwórstwa tworzyw sztucznych rośnie i ten wzrost się utrzyma. Powodem jest konieczność wymiany parku maszynowego, a sprzyjającą okolicznością — możliwość uzyskania dofinansowania z UE. Co więc się kupuje?
— Maszyny będące już standardem w tej dziedzinie — zautomatyzowane. Potrafią same analizować produkcję i w odpowiednim momencie zareagować na zakłócenia — zapewnia Jerzy Dądela.
Na rynku pojawiły się też nowości. Ale nie zwojują rynku. Powód? Cena.
— To wtryskarki o napędach elektrycznych, zarówno wtrysku jak i zamykania. Są dokładne i oszczędne w eksploatacji, wciąż jednak bardzo drogie. Ich cena to kwota kilkakrotnie — od trzech do pięciu razy — wyższa od ich odpowiedników hydraulicznych — twierdzi Jerzy Dądala.
A tym czego obecnie wymagają klienci, jest automatyzacja.
— Miejsce na dzisiejszym rynku mają tylko maszyny w pełni zautomatyzowane, sterowane przez mikroprocesory, w pełni skomputeryzowane — przyznaje Jerzy Dądala.
Nic dziwnego. Po epoce chałupnictwa przyszedł czas na profesjonalistów, a ci doceniają nowoczesne rozwiązania. Tych zaś nie brakuje.
— Serwonapędy ze sterownikiem pozwalają na zwiększenie niezawodności i wydajności produkcji, redukując braki i zapewniając powtarzalność produktów. Na przykład dla producenta butelek PET zmiana ich kształtu na podstawie zdefiniowanej receptury jest możliwa przez prosty wybór z dostępnej listy. Pozwala to na znaczącą redukcję kosztów. Układ sterujący maszyną automatycznie powiadamiany jest o sekwencji czynności, które ma wykonać. Daje to znaczą oszczędność czasu, redukuje ilość błędów i odpadów oraz podnosi tempo produkcji, czyli zwiększa jej elastyczność — zauważa Wojciech Kmiecik.
Przy produkcji automatycznej systemy informatyczne do zarządzania nią pobierają dane z maszyn i na ich podstawie tworzą analizy i raporty. Te z kolei pozwalają na optymalizację parametrów technologicznych oraz dają możliwość ulepszenia organizacji pracy.
U małych i dużych
Procesy produkcji automatyzują obecnie duże, małe i średnie firmy. Ale tak jak duża jest skala działalności przedsiębiorstw, tak różna jest skala automatyzacji.
— Jeśli mowa o automatyzacji całych procesów produkcyjnych, to jej sensowność dyktowana jest rachunkiem ekonomicznym, a wskazówkami może być, to czy produkcja jest seryjna, czy konieczna jest powtarzalna i wysoka jej jakość, czy straty wynikające z nieefektywności wpływają istotnie na wzrost kosztów produkcji. Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi „tak”, to warto rozważyć automatyzację. Po analizie może się też okazać, że nie ma potrzeby automatyzowania całego procesu produkcyjnego, ale opłacalne lub wręcz technologicznie wymagane jest wyposażenie w automatykę pojedynczych maszyn lub gniazd produkcyjnych — przekonuje Wojciech Kmiecik.