Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że nie jest zwolennikiem tego, by w kraju przeprowadzać ponowne wybory wszędzie tam, gdzie samorządowcy spóźnili się ze złożeniem oświadczeń majątkowych. Jak zaznaczył, czeka na ekspertyzy prawników w tej kwestii.
Znowelizowana w zeszłym roku ordynacja wyborcza do samorządów zaostrzyła kary za spóźnienie - niezłożenie oświadczeń majątkowych w terminie skutkuje wygaśnięciem mandatu. O wygaśnięciu mandatu decyduje rada w specjalnej uchwale. Jednak w ustawach samorządowych wciąż znajdują się stare regulacje, zgodnie z którymi za spóźnienie grozi jedynie utrata diety.
"Twarde prawo, ale prawo. Jeżeli jest zakreślony termin, to tak jak w prawie cywilnym, jak mija termin, to nie można podejmować działań" - powiedział premier we wtorkowych "Sygnałach Dnia".
"Ja najdalszy jestem od tego, żeby optować za tym, by w Polsce były w tej chwili dziesiątki wyborów, bo okazuje się, że tych przypadków jest naprawdę dużo" - zaznaczył Jarosław Kaczyński. "Jeżeli prawnicy znajdą jakieś przyzwoite, mieszczące się w ramach państwa prawa rozwiązanie, to ja jestem za tym, ale jeżeli nie znajdą, to co można zrobić" - powiedział.
MSWiA zbiera od wojewodów dane dotyczące liczby wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zagrożonych utratą mandatów. Na tej podstawie resort przygotuje analizę dla szefa rządu. Z dotychczasowych szacunków MSWiA wynika, że z powodu nieterminowego złożenia oświadczenia majątkowego mandaty może utracić 33 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Premier przyznał, że nie jest zwolennikiem zmian w ubezpieczeniach zdrowotnych, zaproponowanych w ubiegłym tygodniu przez Zbigniewa Religę. Minister zdrowia zapowiedział, że do końca czerwca będzie gotowy projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach.
Jarosław Kaczyński powiedział w "Sygnałach Dnia", że był to "wypadek przy pracy". Zaznaczył, że rozmawiał o tym z Religą. "Ci Polacy, którzy nie mają na dodatkowe ubezpieczenia, a ich jest bardzo, bardzo wielu, znajdą się w jeszcze gorszej sytuacji niż są dzisiaj" - powiedział szef rządu, odnosząc się do pomysłu Religi.
Pytany o wprowadzenie kuratora do PZPN premier powiedział, że nie naciskał na ministra sportu Tomasza Lipca, by podjął radykalne działania. "Pana ministra nie trzeba było naciskać. Pytał mnie o to i oczywiście mówiłem, że tak" - dodał. Szef rządu podkreślił, że trzeba leczyć polską piłkę, nawet jeśli mielibyśmy ponieść tego cenę.
(PAP)