Premier obiecał, banki nie wierzą

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 15-09-2008, 00:00

Ekonomiści cieszą się z deklaracji premiera w sprawie daty przyjęcia euro. Ale nie biorą jej poważnie.

Wspólna waluta w 2011 r. to plan zbyt ambitny

Ekonomiści cieszą się z deklaracji premiera w sprawie daty przyjęcia euro. Ale nie biorą jej poważnie.

Finansiści nie wierzą premierowi Donaldowi Tuskowi. Z ankiety "PB" wynika, że ani ekonomiści bankowi, ani Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie biorą poważnie obietnicy, że w 2011 r. Polacy będą płacić w euro.

Dobrze by było

Wyniki ankiety są jednoznaczne. Żaden z dziesiątki pytanych przez nas ekonomistów bankowych nie uważa, że w 2011 r. Polska będzie w strefie euro.

— Technicznie nie jest możliwe, abyśmy przyjęli wspólną walutę 1 stycznia 2011 r. Wcześniej musimy przez dwa lata wykazywać się stabilnością kursu walutowego, po czym przez pół roku Unia musi zadecydować, czy spełniamy wymagania — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Żeby rząd dotrzymał obietnicy, teoretycznie możliwe jest jeszcze wejście do Eurolandu nie na początku roku, ale w jego trakcie. Ale w taki scenariusz analitycy też nie wierzą.

Unia nie wyścig

Bardzo mało prawdopodobne jest, aby Unia Europejska troszczyła się o spełnienie obietnic przez polskiego premiera i na siłę przyspieszała integrację.

— Data przyjęcia euro nie zależy tylko od strony polskiej. Decyzję musi zaakceptować jeszcze wiele instytucji unijnych, a te dość trudno byłoby przekonać do tak oryginalnego terminu, jak środek roku. Zazwyczaj kraje wchodzą do strefy 1 stycznia. To korzystniejszy moment chociażby dla księgowości firm — mówi Grzegorz Maliszewski.

Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Fortis Banku, w strefie euro znajdziemy się w roku 2012 lub 2013.

— Taka jest moja opinia od dłuższego czasu i będę się jej trzymał. Wcześniejszy termin — choć dobrze, że się poprawił — jest bardzo mało prawdopodobny. Od momentu rozpoczęcia procesu przyjmowania waluty do jego zakończenia muszą minąć przynajmniej trzy lata. A zaskoczenie Narodowego Banku Polskiego (NBP) oraz ministra finansów po deklaracji premiera wskazuje na to, że u nas ten proces ciągle nie ruszył — twierdzi ekonomista.

Spokojna rada

Z ankiety "PB" wynika też, że żaden z dziesięciu ekonomistów po wystąpieniu Donalda Tuska nie zmienił swoich prognoz dotyczących stóp procentowych NBP. Główne scenariusze analityków zakładają, że RPP będzie się zachowywać tak, jakby deklaracji nie było. To oznacza, że — zdaniem ekonomistów —rada nie uwierzyła w zapowiedź premiera. Gdyby bowiem traktowali zapowiedź poważnie, polityka pieniężna musiałaby być wyraźnie zaostrzona, ponieważ inflacja musiałaby zejść do wymaganego przez Unię poziomu znacznie szybciej, niż wcześniej sądzono.

— Żeby spełnić postawione przed RPP zadanie, musiałaby ona zaostrzyć politykę monetarną, co oznaczałoby dalsze podwyżki stóp procentowych. Rada musiałaby więc zmienić swój plan działania, a nie zrobi tego na podstawie tylko jednego zdania wypowiedzianego w Krynicy — mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku.

Zdaniem analityków, członkowie rady będą teraz uważnie patrzeć rządowi na ręce.

— Na razie padła tylko deklaracja polityczna. RPP zareaguje dopiero wtedy, kiedy zobaczy, że rząd rzeczywiście zamierza spełnić obietnicę. Wtedy może przyspieszyć podnoszenie stóp procentowych NBP lub opóźnić ich obniżanie — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Prognozy ekonomistów mogą się zmienić w najbliższych dniach. Na jutro zaplanowane jest spotkanie przedstawicieli rządu z RPP.

— Jeśli premier przekona radę, że do strefy euro rzeczywiście wejdziemy już niedługo, jej członkowie z pewnością zmienią swoje podejście do stóp procentowych — mówi Łukasz Tarnawa, dyrektor biura głównego ekonomisty PKO BP.

A okiem eksperta

Marcin Kiepas

analityk X-Trade Brokers

Złoty i tak by zyskał

Po deklaracji premiera, że Polska zamierza wstąpić do euro w 2011 r., złoty umocnił się w dziesięć minut o 7 gr. Większość komentatorów odebrało to jako wybuch entuzjazmu inwestorów zagranicznych. Jednak w nagłym skoku więcej jest analizy technicznej niż prawdziwej wiary w przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty. W momencie ogłaszania przez premiera deklaracji złoty był nienaturalnie słaby i inwestorzy czekali na pretekst, żeby znowu zacząć go kupować. I ten pretekst nadszedł z Krynicy. Ale nawet gdyby Donald Tusk niczego tam nie powiedział na temat wejścia do strefy euro, złoty i tak prędzej czy później zacząłby się umacniać. To wynika z sytuacji gospodarczej kraju i przebiegu kursu euro do dolara. Dlatego spodziewam się, że nasza waluta dalej będzie rosła w siłę. Na koniec roku cena jednego euro zbliży się do poziomu 3,30 zł.

Specjalnie dla Pulsu

Szkoda, że premier zadeklarował tę datę

Nie wierzę, aby w Polsce w 2011 r. płacono w euro. Deklarowany przez premiera Donalda Tuska termin jest kompletnie nierealny. Jestem zwolennikiem szybkiego wejścia Polski do strefy euro i cieszę się, że rząd okazał się wielkim entuzjastą integracji monetarnej, ale tak szybkie zakończenie procesu wprowadzania wspólnej waluty jest niemożliwe chociażby z przyczyn proceduralnych. Kalendarza nie przeskoczymy — swoje musimy odczekać: najpierw przebywając w mechanizmie sprawdzającym stabilność walutową (ERM 2), później poddając się ocenie poszczególnym organom Unii Europejskiej. Szkoda, że taka deklaracja z ust premiera padła. Gdyby podał rok 2012, wówczas polski rząd dużo zyskałby za granicą. Pokazałby, że jest zdeterminowany do przyjęcia euro i traktuje to wyzwanie bardzo poważnie. W obecnej sytuacji nie wiadomo, jak odbierać słowa premiera. Pomylił się? Nie wie, jakie są procedury przystępowania do strefy euro? To jakaś wewnętrzna gra polityczna?

Najwcześniejszy możliwy termin, kiedy moglibyśmy przyjąć wspólną walutę, to 2012 r. Jeśli rząd pokaże, że naprawdę mu na tym zależy, jest w stanie tego dokonać. Musi jednak szybko wziąć się do pracy, tak, by w 2009 r. wstąpić do ERM 2.

Dariusz

Rosati

poseł Parlamentu Europejskiego, były członek Rady Polityki Pieniężnej

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu