Premier: podatków nie podniesiemy

JK, PAP
opublikowano: 06-09-2012, 00:00

Planowane przez rząd w 2013 r. wzrosty dochodów podatkowych są niewiarygodne i nie zostaną zrealizowane — twierdzą eksperci.

Premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski przedstawili wczoraj najważniejsze wskaźniki zawarte w projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok. Dochody budżetu państwa mają wynieść 299,18 mld zł, a wydatki 334,78 mld zł. Przy 2,2-procentowym wzroście gospodarczym deficyt ma nie przekroczyć 35,6 mld zł.

— Założenia makroekonomiczne, których podstawą jest projekt budżetu na 2013 r., są realistyczne. Projekt oparty jest na najważniejszej zasadzie w tak niebezpiecznych czasach w Europie, jaką jest zapewnienia bezpieczeństwa gospodarce polskiej — mówi minister Jacek Rostowski.

Optymistyczne prognozy wynikają ze spodziewanych wyższych wpływów z podatków.

— To mrzonki. Od 2007 r. co roku mamy błędne prognozy dochodów budżetowych i nie inaczej okaże się w przypadku budżetu na przyszły rok — uważa prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

To już kryzys...

Minister finansów twierdzi, że sytuacja gospodarcza Polski jest podobna do tej z lat 2008- -09, czyli… światowego kryzysu finansowego.

— Wtedy kryzys do naszego kraju przyszedł z USA. Dzisiaj kryzys, który puka do naszych drzwi, przychodzi z Unii Europejskiej. Spowolnienie gospodarcze w Polsce nastąpi, ale nie dramatycznie — mówi Jacek Rostowski. Rząd kryzysu się nie obawia — premier wręcz pręży muskuły.

— Projekt budżetu na 2013 r. gwarantuje bezpieczeństwo finansowe państwa w obliczu kryzysu. Żadnych podwyżek podatków nie przewidujemy — twierdzi Donald Tusk.

Mimo braku podwyżek podatków (o cięciach wydatków nie słychać) rząd spodziewa się wyraźnego wzrostu dochodów ze wszystkich rodzajów obciążeń. Z VAT mają być wyższe o 4 proc. — o 126,4 mld zł, z CIT o 11,3 proc. — 29,6 mld zł, a z PIT o 6,2 proc. — 42,9 mld zł. Optymizmu nie podzielają eksperci.

— Prognoza jest niewiarygodna, m.in. dlatego, że baza tegoroczna jest zawyżona. W tym roku do budżetu trafi około 18 mld zł mniej, niż planowano. Ponadto zagrożone są przychody z prywatyzacji, więc uważam, że deficyt sektora finansów publicznych będzie wyższy o 3,5 proc. — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, spodziewa się redukcji wydatków i podwyżki podatków.

— Nawet jeśli uda się osiągnąć 2,2-procentowy wzrost gospodarczy, to bardzo trudno będzie zrealizować zakładane dochody. Mogą uruchomić się różne mechanizmy szarej strefy, które znacząco obniżą dochody budżetu. Sądzę, że w przyszłym roku będziemy mieć do czynienia ze znaczącym spadkiem dochodów z VAT, CIT, PIT — zrealizuje się mój scenariusz, czyli zerowy, a nawet minusowy, wzrost PKB, czyli recesja. Rząd będzie musiał podnosić podatki i ciąć wydatki — twierdzi Krzysztof Rybiński.

Podobnie uważa prof. Witold Modzelewski.

— W tym roku zabraknie w budżecie od 18 do 22 mld zł. Uważam, że nie ma przesłanek merytorycznych do takich wzrostów wpływów podatkowych w 2013 r., o jakich usłyszeliśmy — mówi były wiceminister finansów.

Ukryte podwyżki?

Eksperci podkreślają, że jeśli rząd mówi, że podatków nie podniesie, to nie oznacza, że nie będzie podwyżek.

— Nawet jeśli podatków oficjalnie się nie podwyższa, to i tak następuje ich wzrost przez fakt zmiany progów podatkowych. Wzrosną też zapewne podatki lokalne i inne opłaty. To podwyżki, których się nie ogłasza — mówi Bohdan Wyźnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Prof. Modzelewski również wątpi w niepodnoszenie podatków.

— Bez nich się nie obejdzie. Może rząd nie zmieni stawek podatkowych, ale fiskus zacznie tworzyć wrogie interpretacje prawa, by jak najwięcej ściągnąć pieniędzy od ludzi i firm — mówi profesor.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JK, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu