Tajlandia nigdy nie była skolonizowana ani rozdarta przez wojny domowe. Nie bez kozery Tajowie nazwali swe państwo Prathet Thai — Krajem Wolnych Ludzi.
— Mieszkańcy Tajlandii często przypominają turystom o swej niezależności, a jednocześnie bez oporów przyjmują zachodni styl: hamburgery, T-shirty... Na ulicach Bangkoku stoją nowoczesne biurowce, a luksusowe BMW parkują obok domków duchów i tradycyjnych tuk-tuków: trójkołowych, trzyosobowych pojazdów, zaadaptowanych z motocykli. Wokół świątyń i starożytnych zabytków migoczą reklamy whisky. Tajowie nie widzą w tym sprzeczności: wszak sam premier często prosi o konsultację astrologa — opowiada Andrzej Krupowicz, menedżer ds. sprzedaży i marketingu w Siam Miracle Travel, polskim biurze podróży w Bangkoku.
Bangkok — 8-milionowa metropolia. Tajskie Krung Thep — Miasto Aniołów — to tylko część nazwy, wpisanej do Księgi Rekordów Guinessa jako najdłuższa nazwa miasta (167 liter): Krungthep Mahanakom Amorn Rattanakosin Mahintharayuthaya Mahadilokpop Naparat Ratchatani Burirom Udomratchanivetmahasathan Amompiman Sakkathatiyavisanukarmprasit... Atrakcje to m.in. świątynia Wat Phra Kaeo z posągiem Szmaragdowego Buddy, Wielki Pałac oraz Świątynia Złotego Buddy — ze słynnym posągiem z czystego złota, ważącym 5,5 tony.
— Turyści spieszą do pałaców i światyń. Umyka im Instytut Pasteura, gdzie hodowane są węże na surowicę. Ich karmienie to publiczny spektakl. Można zrobić sobie zdjęcie w objęciach boa. Jego skóra jest sucha i ciepła, więc wężowy uścisk bywa przyjemny. Zaskoczyła mnie siła gada. Ogonem rozpiął zamek mojej torby fotograficznej i usiłował się tam skryć — wspomina Anna Olej, fotograf podróżnik.
Zwiedzanie Tajlandii jest tanie. Większość wstępów kosztuje 5-10 USD. Tyle też płaci się za wynajęcie łodzi, pływającej po targu wodnym.
— Niedaleko Bangkoku leży Damnoen Saduak — wioska na wodzie. Między domami na palach dzieci grają w piłkę wodną, a ich rodzice uprawiają warzywa na bambusowych matach, wypełnionych ziemią. O 6 rano zaczyna się targ. Z łodzi sprzedawcy proponują banany, pomidory, arbuzy, pamiątki dla turystów. A w pływających knajpkach można kupić zupę — wspomina Anna Olej.
Ruiny dawnych stolic Syjamu: Ayudhaya i Sukhothai objął patronat UNESCO. Miłośnicy pięknych krajobrazów powinni wybrać się na północ — do Chiang Mai czy Chiang Rai: by zobaczyć góry, parki narodowe (np. Doi Inthanon), wodospady. A na poszukujących słońca i piasku czekają wyspy Koh Samui, Phuket, Phi Phi, Koh Tao oraz półwysep Railay w Krabi.
— Niewiele jest już nieodkrytych przez masową turystykę miejsc... Do niedawna była to wyspa Koh Chang, lecz ostatnio zaczynają także tam wyrastać duże hotele. Warto wybrać się do Parku Narodowego Khao Lak w pobliżu Phuketu lub na wyspy Koh Phangan i Koh Tao w Zatoce Syjamskiej. Mniej komercyjne i łatwo dostępne jest za to Koh Samui — radzi Andrzej Krupowicz.
Pierwsze wrażenia: upał i duża wilgotność powietrza (do 90 proc.). Ale humory poprawiają się szybko, bo przybysze wi- dzą wokół siebie uśmiechnięte twarze.
— Tajowie mają kilkanaście rodzajów uśmiechu — na każdą okazję. Wynika to z ich kultury. Okazywanie negatywnych emocji jest bardzo źle widziane, więc uśmiechają się, nawet jeśli czegoś nie wiedzą lub są zakłopotani. Ten uśmiech bywa zaraźliwy. Wkrótce sama uśmiechałam się do ludzi, także po powrocie do Polski. Tu jednak mego uśmiechu nie odwzajemniano — mówi Anna Olej.
Ważnym pojęciem w tajskiej kulturze jest „kraeng jai” — życie w taki sposób, aby nie szkodzić innym.
— Przejawia się to np. tym, że dziecko nie powie rodzicom o złej ocenie w szkole — nie ze strachu, lecz by ich nie martwić. Także pracownik — aby nie zasmucić szefa — nie powie mu, że niemożliwe jest dotrzymanie terminu. Nieważne, że dla firmy efektem zatajenia będzie strata... — twierdzi Andrzej Krupowicz.
Rytm życia Tajów wyznacza także „sanuk”, czyli zabawa.
— Tajowie lubią się bawić, nie potrafią znieść myśli o pracy, która ma im tylko zapewnić byt. W biurach panuje luźna atmosfera, ludzie żartują i plotkują. Taj potrafi rzucić dobrze płatną pracę, jeśli atmosfera jest zbyt poważna. Tutejsi ludzie podchodzą do zabawy jak Europejczycy do pracy: potrafią długo planować święta, aby tym lepiej później się bawić — zapewnia Andrzej Krupowicz.
W tajskim kalendarzu co miesiąc wypada jakieś święto. Najbardziej malownicze to Loy Kratong. Obchodzone 19 listopada — podczas pełni księżyca — przypomina naszą noc świętojańską. Po wodzie płyną wianki z liści bananowca, misternie udekorowane świecami.
— Loy Kratong ma najlepszą oprawę w Sukhothai. Niesamowitą atmosferę tworzą ruiny świątyń, pełnia księżyca i tysiące małych łódek ze świecami na niezliczonych stawach. Symbolika tego święta odnosi się do oczyszczenia z tego, co było złe. Współczesną wersją jest legenda o bogini wody, którą trzeba przeprosić za zanieczyszczanie środowiska — wyjaśnia Andrzej Krupowicz.
5 grudnia cały kraj radośnie obchodzi urodziny króla. Bangkok przypomina wtedy barwną bombonierkę. A przełom listopada i grudnia należy do mostu na rzece Kwai.
— Przez cały tydzień nocą trwa tam widowisko światło-dźwięk. Po moście przesuwa się światło, słychać — jak w słynnym filmie — gwizdany marsz jeńców. Och, jakie budzi to emocje — opisuje Anna Olej.
W tajskim społeczeństwie osobom starszym lub o wyższej pozycji należy się szacunek, wyrażany słowami lub ukłonami.
— Turysta z założenia ma wysoką pozycję. Szacunek obsługi jest czymś oczywistym. Nie powinien być zaskoczony widokiem kelnerki, klęczącej przy stole w restauracji. Od gościa wymaga się poszanowania religii oraz monarchii tajskiej, których nie wolno krytykować. Buddyzm wyznaje ponad 90 proc. mieszkańców. Wierzenia traktują poważnie. W świątyniach nie wolno wspinać się na posągi Buddy, aby zrobić ciekawe zdjęcie — przypomina Andrzej Krupowicz.
Tajów razi skąpy strój w miejscach kultu. Świątynie należy zwiedzać w długich spodniach i spódnicach oraz zakrywających ramiona koszulach. Buty trzeba zdejmować — także w tajskich biurach i domach. Przy siadaniu warto zwrócić uwagę, w którą stronę kierujemy nogi. Jeśli wskazują posąg Buddy — popełniamy świętokradztwo. Tajowie uważają stopy za nieczystą część ciała. Najbezpieczniej jest usiąść „na syrenkę”.
— Kobietom nie wolno dotykać mnichów. Wykluczony jest nawet uścisk dłoni. Rozmawiając z nimi, powinny zginać się w ukłonach niby gejsze. Jeśli mnich siedzi na ławce, miejscem odpowiednim dla kobiety będzie podłoga — dodaje Anna Olej.
Głowę Tajowie uważają za najświętszą część ciała, siedlisko duszy. Dlatego — uwaga turystki! — nie należy głaskać główek miejscowych dzieci.
Kuchnia tajska nie szokuje europejskiego żołądka. Szkodliwe może być tylko spożycie owoców z niewiadomego źródła (ryzyko ameby). Lokalnymi przysmakami są: pat thai — smażony makaron z kiełkami soi, jajkiem, krewetkami i tofu, khao pat — smażony ryż z owocami morza lub mięsem, zupa z płetwy rekina, ryby i owoce morza: gotowane na parze, pieczone na ruszcie z imbirem lub chili, tom yum — narodowa zupa przypominająca rosół. I owoce: papaja, mango, ananas, siedemnaście odmian banana, czerwone rambutany, zielone owoce flaszowca, ogromne owoce chlebowca czy też — słynący z niemiłego zapachu — durian.
— Zazwyczaj turystów zaskakuje brak noży. Ale mięso kucharze tak kroją, że wygodniej jeść łyżką i widelcem — uważa Andrzej Krupowicz.
Jedzenie jest tani. Można przeżyć już za 5 USD dziennie. Małe restauracyjki i bary czynne są całą dobę. Tajowie — towarzyscy i rodzinni — lubią się odwiedzać w domach i spotykać w restauracjach. Popularnością cieszą się bary karaoke, gdzie popisują się zdolnościami wokalnymi — to bardzo rozśpiewany naród. Zazwyczaj piją Maekhong — lokalną whisky z mnóstem lodu i innymi dodatkami (cola, soda) lub lokalne piwo (Singha, Leo, Chang) — także z lodem.
— Czasami turyści zapraszani są do tajskich domów. To duże przeżycie. Jedna z naszych turystek zaprzyjaźniła się z pokojówką w hotelu. Wybrała się z nią na lokalny targ po zakupy spożywcze, później wspólnie gotowała i jadła z rodziną tajską — opowiada Andrzej Krupowicz.
Ostrzega, że nie wszystkie znajomości są równie przyjemne. Sporo „przygód” turystów wiąże się z „przemysłem” erotycznym, z którego słynie dzielnica Patpong w Bangkoku oraz Pattaya. Wspomina, jak to pewien Polak zakochał się w pięknej Tajce, która okazała się... panem po operacji.
