Premier rozzłościł branżę drzewną

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-01-15 00:00

Rząd chce, by Lasy Państwowe sfinansowały budowę dróg. Zapłacimy za to my, a nie leśnicy — alarmują przetwórcy drewna

Kiedy Donald Tusk ogłaszał swoje plany dotyczące Lasów Państwowych (LP), lał miód na serca samorządowców i drogowców. Zapowiedział, że rząd przejmie 1,6 mld zł oszczędności LP i większość tej kwoty przekaże na program budowy i remontu dróg lokalnych, tzw. schetynówek, a dodatkowo od 2016 r. LP będą musiały wpłacać do budżetu 2 proc. przychodów. Wydaje się, że wszyscy powinni być zadowoleni, bo: samorządowcy będą mieli lepsze drogi, drogowcy więcej zamówień, a leśnicy i tak nie są w stanie wydawać całych swoich zysków. Niestety, nie wszyscy — część przedsiębiorców jest zaniepokojona.

W NOWEJ ROLI:
 Drewno dotychczas
 wykorzystywane
 było głównie do
 produkcji mebli,
 okien i drzwi.
 Teraz, po decyzji
 premiera, będzie też
 służyć budowie...
 samorządowych
 dróg.
 [FOT. BLOOMBERG]
W NOWEJ ROLI: Drewno dotychczas wykorzystywane było głównie do produkcji mebli, okien i drzwi. Teraz, po decyzji premiera, będzie też służyć budowie... samorządowych dróg. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

Doświadczeni przez los

Chodzi o wszystkie branże, których działalność opiera się na przetwórstwie drewna, np. produkcja okien, drzwi, podłóg czy mebli drewnianych. Firmy te twierdzą, że już płacą horrendalnie wysokie ceny za surowiec i obawiają się, że z powodu decyzji rządu drewno znowu będzie drożeć.

— Teoretycznie nowa danina nie powinna wpłynąć na ceny drewna, jednak może być przez LP wykorzystana jako pretekst do podnoszenia stawek. Jeśli tylko będą chciały wprowadzić podwyżki, mają gotowy argument — twierdzi Bogdan Czemko, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. Przez ostatnią dekadę cena drewna wzrosła o ponad 70 proc., co doprowadziło wiele firm na skraj bankructwa (dopiero w 2013 r. cena zaczęła spadać). Dlatego branża jest pełna obaw.

— Jeśli plan rządu wejdzie w życie, ceny drewna mogą znowu zacząć rosnąć. Najpierw odczują to firmy kupujące surowiec bezpośrednio, a później przełoży się to na całą branżę przetwórstwa drewna — mówi Roman Andrzejak, wiceprezes Pozbudu, produkującego okna i meble drewniane.

Roboty przymusowe

Przetwórcy drewna są rozżaleni jeszcze z jednego powodu — choć sami balansują często na granicy rentowności, czują się przymuszeni przez premiera do finansowania budowy dróg. Jak twierdzą, to właśnie z ich pieniędzy — przez nieuzasadnione podwyżki cen drewna — LP dorobiły się fortuny (około 2 mld zł oszczędności), która teraz trafi do samorządów i firm drogowych. LP stały się więc w pewnym sensie wehikułem transferującym pieniądze od branży drzewnej do innych podmiotów.

— LP przez lata stosowały zły, szkodliwy system sprzedaży drewna, który wywindował ceny surowca. Notowały przez to zyski, których nawet nie były w stanie przejeść. Gdyby podwyżek cen nie było, pieniądze zostałyby w firmach, czyli poszły na inwestycje i wzrost zatrudnienia, na czym skorzystałby także budżet państwa — mówi Bogdan Czemko. Branża drzewna ma poczucie, że rząd — prawdopodobnie nieświadomie — zrzucił na jej barki część ciężaru inwestycji drogowych.

— Ceny drewna z LP rosły w ostatnich latach tak szybko, że doprowadziło to branżę drzewiarską na skraj zyskowności. Musimy płacić tak dużo za surowiec, że nie stać nas na inwestycje, podwyżki płac czy jakiekolwiek wydatki rozwojowe. Polski przemysł drzewny jest przez to skrajnie zacofany technologicznie, a teraz okazuje się, że jeszcze mamy sponsorować samorządowcom budowę dróg — mówi prezes jednego z największych w kraju producentów podłóg drewnianych.

Firma już od kilku lat nie przeprowadziła żadnej znaczącej inwestycji.

— Przez wysokie ceny drewna nasze zyski są tak małe, że nie jesteśmy w stanie inwestować z własnych pieniędzy, a przy stale niskiej rentowności banki nie chcą udzielać nam kredytów. Przez to nasz zakład wygląda na tak zacofany i zaniedbany, że aż wstyd mi przed klientami, zwłaszcza z zagranicy — mówi przedsiębiorca.

Bierzcie i wywoźcie

LP bronią się, że to nie z ich złej woli ceny drewna są tak wysokie.

— Ceny ustala rynek i nie możemy ich sztucznie zaniżać. Gdybyśmy tak robili, dostalibyśmy karę od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK), a dyrektor LP mógłby usłyszeć zarzuty działania wbrew interesowi skarbu państwa — twierdzi Anna Malinowska z LP.

Zdaniem branży drzewnej, ceny drewna w LP wcale nie są rynkowe.

— Mimo że system sprzedaży drewna w Polsce jest oparty na przetargach, to w praktyce ceny są regulowane przez LP, bo są one monopolistą. Przy deficycie drewna na rynku przedsiębiorcy muszą akceptować właściwie każdą cenę wywoławczą podawaną przez LP — mówi Bogdan Czemko. Ponadto, zdaniem przedsiębiorców, Polska za bardzo otworzyła rynek drewna na zagranicznych nabywców. Eksport drewna do Niemiec wzrósł w pięć lat o około 2000 proc. To musiało sztucznie podbić ceny surowca.

— Nasz UOKiK chce być świętszym od papieża. Chyba żaden inny kraj w UE tak chętnie nie sprzedaje drewna zagranicznym firmom jak Polska. Przy deficycie drewna na europejskim rynku wszystkie państwa traktują ten surowiec jako dobro narodowe i ograniczają jego eksport — twierdzi producent podłóg. Próbował kupować drewno za granicą. Bezskutecznie.

— Choćbym wziął walizkę pieniędzy i wylądował z nią dzisiaj w Niemczech czy we Francji, to za żadne skarby nie kupię bezpośrednio ani kilograma drewna z tamtych lasów. W Polsce zagraniczne firmy nie mają natomiast żadnych ograniczeń — mówi przedsiębiorca.