Prezes Andersena rezygnuje

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-03-28 00:00

Joseph Berardino, prezes Andersena, podał się do dymisji kilka godzin po tym, jak Paul Volcker, były szef Fed, zagroził, że odejdzie, jeśli nie zdobędzie poparcia dla swojego planu.

Joseph Berardino, od stycznia 2001 r. prezes Andersena na świecie, podał się do dymisji.

— Musiałem to zrobić, żeby poprzeć moich ludzi i pokazać, że jesteśmy poważną firmą, które zasługuje na to, by nadal działać w USA — w ten niejasny sposób prezes firmy tłumaczy swój krok.

Ma on nadzieję, że jego „poświęcenie” pomoże firmie oczyścić się z zarzutów o utrudnianie śledztwa w sprawie bankructwa Enronu. Pracownicy firmy zaczęli niszczyć dokumenty z audytu energetycznego giganta po otrzymaniu wiadomości, że federalna Komisja Kontroli Giełdy (SEC) zamierza je zbadać. Proces rozpocznie się 6 maja. Kilka godzin wcześniej Paul Volcker, były prezes Rezerwy Federalnej, którego w lutym Joseph Berardino zatrudnił w celu uratowania Andersena, zagroził, że odejdzie, jeśli jego plan ratunkowy nie uzyska poparcia 1600 partnerów. Zgodnie z jego założeniem, Andersen miałby zajmować się tylko audytem. Firmą zarządzałby siedmioosobowy zarząd, na którego czele stanąłby właśnie Paul Volcker. W Andersenie widać brak silnej ręki. W kilku krajach (także w Polsce, a od wczoraj w Hiszpanii) lokalne oddziały wyłamały się i myślą o fuzji niekoniecznie z KPMG, z którym prowadzi negocjacje centrala firmy. Największy problem będzie z działem w USA, który w związku z Enronem czekają problemy prawne i finansowe. Jednak podobno prowadzone są rozmowy na temat sprzedaży amerykańskich działów nie zajmujących się konsultingiem. Ich cena może się wahać od 1-5 mld USD (4-20,6 mld zł).