Prezes GPW zna winnych załamania na giełdzie

Katarzyna Latek
opublikowano: 23-01-2008, 00:00

Analitycy boją się głośno polemizować z prezesem GPW. Nieoficjalnie mówią, że szuka kozła ofiarnego.

Ludwik Sobolewski skrytykował analityków wieszczących bessę

Analitycy boją się głośno polemizować z prezesem GPW. Nieoficjalnie mówią, że szuka kozła ofiarnego.

Czyżby szef warszawskiej giełdy znalazł odpowiedzialnych za spadki na giełdzie? We wczorajszej wypowiedzi dla Radia PiN ostro skrytykował analityków.

— Mam coraz więcej krytycznych myśli (…) na temat poziomu czy charakteru wypowiedzi niektórych analityków (…). Czasem dochodzi do nieodpowiedzialnych wypowiedzi ocierających się o manipulację (…) — ocenił Ludwik Sobolewski.

Zapowiedział, że zamierza w tej sprawie złożyć pismo do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

— Pismo do nas jeszcze nie wpłynęło i nie wiemy, jakie konkretnie wypowiedzi w nim przytoczono. Ogólnie mogę powiedzieć, że analitycy mogą wyrażać swoje opinie, o ile nie jest to manipulacja. Na tym polega ich zawód — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Siewcy paniki

Co ciekawe, z prezesem giełdy zgadza się wielu internautów, zaglądających na stronę www.pb.pl. Ponad 30 proc. z nich uważa, że za wyprzedaż odpowiedzialni są siejący panikę analitycy. Nieco mniej —że większy wpływ ma amerykańska gospodarka.

Analitycy nie chcą oficjalnie komentować wypowiedzi Ludwika Sobolewskiego. Natomiast anonimowo robią to chętnie, a ich opinie są zbieżne.

— To oczywiste, że prezes szuka winnych. Ale ja nie mogę tego powiedzieć. Po co mi ta wojna — powiedział jeden.

— Nie wypowiem się z powodów oczywistych. Mojej firmie bardziej opłaca się mnie zwolnić, niż nawiązywać od nowa poprawne stosunki z giełdą — mówi inny analityk.

— Prezes Sobolewski zarzuca analitykom manipulację, kiedy wydają opinie na temat tego, co dzieje się na rynku. W takim razie powinien donieść sam na siebie albo powstrzymać się od wypowiedzi — powiedział nam jeden z urzędników instytucji związanej z rynkiem kapitałowym.

Jeden z inwestorów giełdowych napisał do „PB” e-mail z podobną opinią. Fragment listu warto przytoczyć.

„W sierpniu prezes zapewniał, że obserwowane w tamtym okresie spadki to sytuacja przejściowa. Kupiłem więc dobre fundamentalne spółki, nieprzewartościowane (…). To zaufanie do pana prezesa kosztowało mnie do chwili obecnej stratę ponad 1/4 zainwestowanych kapitałów. Również dlatego, że w połowie października (…), ponownie pan Sobolewski podtrzymał mnie na duchu”.

Autor ma na myśli komentarz Ludwika Sobolewskiego do wypowiedzi Alana Greenspana. Gdy były szef Fed porównał sytuację na rynkach kapitałowych do tej z 1987 i 1989 r., szef GPW stwierdził, że było to „mało odpowiedzialne, a przede wszystkim błędne”.

Cienka linia

Adam Ruciński, szef Związku Maklerów i Doradców (ZMiD), zaznacza, że nie chce komentować wypowiedzi prezesa, bo jest członkiem rady nadzorczej GPW i „byłaby to sytuacja niezręczna”. Dał się jednak namówić na rozmowę o cienkiej linii, która dzieli wypowiadanie własnych opinii od manipulacji.

— Są postacie, których zdanie ma dla rynku większe znaczenie niż innych. Chodzi m.in. o osoby związane z nadzorem lub organizatorem obrotu, jakim jest giełda. Takie osoby powinny wystrzegać się bardzo radykalnych opinii — mówi Adam Ruciński.

Nieco inaczej jest jednak z analitykami.

— Jeśli mają radykalne poglądy na temat spadków lub wzrostów, to trudno, żeby je zmieniali specjalnie na okoliczność publicznych wypowiedzi — uważa Adam Ruciński.

Zaleca jednak ostrożność również inwestorom.

— Analitycy są tylko ludźmi i nie uciekną od emocji. Zdarza się też im pokusa autopromocji. Im bardziej radykalny scenariusz przedstawi dany analityk, tym bardziej zostanie zauważony w mediach — mówi szef ZDiM.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Latek

Polecane