Prezes to nie dowódca okrętu

Joanna Barańska
opublikowano: 2005-12-08 00:00

Erich Fischer może nadal być prezesem towarzystwa ubezpieczeniowego Generali — orzekł sąd.

Nadzór ubezpieczeniowy nie chciał zgodzić się, by Erich Fischer objął stanowisko prezesa Generali Towarzystwa Ubezpieczeń, bo nie zna języka polskiego. Ustawa ubezpieczeniowa wymaga, by polskim władało co najmniej dwóch członków zarządu, w tym prezes. Zakład ubezpieczeń może jednak wystąpić do Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych o zwolnienie z tego wymogu.

Erich Fischer jest prezesem Generali od lipca 2002 r. W tym roku upływała mu kadencja i rada nadzorcza, chcąc, by objął stanowisko na kolejną, wystąpiła do komisji nadzoru ubezpieczeń, która odmówiła zgody. Wczoraj skargą na tę decyzję zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

— Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych nie wyjaśniła powodów odmowy. Postawiła hipotezy, wytknęła nieistniejące zagrożenia, nie wykazała, jak się one mają do nieznajomości języka. Traktat europejski gwarantuje swobodny przepływ osób między krajami członkowskimi. Można go ograniczyć jedynie w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa, porządku lub zdrowia publicznego. Czy prezes Fischer sprawia takie zagrożenie? — pytał prof. Michał Kulesza, pełnomocnik towarzystwa.

— W zeszłym roku pogorszyły się wskaźniki finansowe spółki. Przejęła ona towarzystwo Zurich, rozszerza ryzykowne ubezpieczenia komunikacyjne. To wiąże się z podejmowaniem szybkich decyzji. Prezes, któremu trzeba tłumaczyć dokumenty, nie może szybko nic postanowić — odpowiadał Paweł Sawicki, radca komisji nadzoru.

— Prezes spółki to nie dowódca okrętu podwodnego, który ma trzy minuty na decyzję — stwierdził prof. Kulesza.

Sąd uchylił decyzję komisji. Wytknął, że uznaniowa decyzja nadzoru musi być głęboko wyważona i starannie uzasadniona, a obu tych elementów zabrakło. Erich Fischer może być prezesem, a komisja nadzoru ma jeszcze raz zająć się jego sprawą.

— Tyle że w sierpniu znowelizowano ustawę ubezpieczeniową. Teraz prezes pełniący funkcję przez kolejną kadencję nie potrzebuje żadnej zgody organu nadzoru — skomentował prof. Kulesza.