W środę Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe bez zmian. Główna stopa pozostała na poziomie 5,75 proc. W czwartek na konferencji wystąpił Adam Glapiński i był intensywnie przepytywany o możliwy moment pierwszych obniżek stóp procentowych. Tutaj nastąpiły pewne niespodzianki. O ile jeszcze w lipcu Adam Glapiński mówił, że na obniżki możemy poczekać do 2026 r., teraz sporo mówił o tym, że będą one możliwe w połowie 2025 r., a w optymistycznym scenariuszu może nawet w marcu. „Nastroje w Radzie są bardzo dalekie od jastrzębich, chętnie byśmy zakomunikowali społeczeństwu, że obniżamy stopy, ale jeszcze nie możemy”. Aczkolwiek słowa prezesa NBP były bardzo spontaniczne i nie należy traktować ich jako precyzyjnej i zaplanowanej komunikacji – jest to raczej efekt przemyśleń ad hoc podczas konferencji, można więc założyć, że te opinie będą się jeszcze zmieniały.
Tymczasem na rynku finansowym panuje oczekiwanie, że obniżki zaczną się na początku 2025 r. – czyli szybciej niż w optymistycznym scenariuszu Adama Glapińskiego. Tak wyceniają kontrakty terminowe i to nie zmieniało się w ostatnich tygodniach. Inwestorzy niespecjalnie zwracają uwagę na to, co mówi prezes NBP, ponieważ są zapatrzeni w to, co robią największe banki centralne, a szczególnie Fed. I przyjmują założenie, że polski bank nie będzie miał wyboru i będzie musiał się szybko dostosować. Chociażby dlatego, że trzymanie wysokich stóp w Polsce doprowadziłoby do nadmiernego umocnienia złotego.
Coraz słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy skłaniają rynki finansowe do wyceniania mocnych obniżek stóp w dolarach – o 1 pkt proc. do końca tego roku i 2 pkt proc. w ciągu roku. To automatycznie przekłada się na oczekiwania dotyczące tego, co zrobi NBP.
Kto będzie miał rację: Adam Glapiński czy rynek? Co będzie miało mocniejszy wpływ na inflację: polskie ożywienie gospodarcze, czy amerykańskie spowolnienie?
W Polsce często nie docenia się, jak mocno Polska inflacja jest uzależniona od globalnych procesów cenowych. Korelacja naszej inflacji z tą światową i europejską jest wyższa niż z krajowymi płacami czy PKB. Płyniemy pod tym względem tam, gdzie zaniosą nas fale światowego oceanu. Optyka inwestorów finansowych ma zatem uzasadnienie.
Niechęć Rady Polityki Pieniężnej do szybkich obniżek stóp jest jednak tak duża, że mam wątpliwości, czy coś poza recesją mogłoby zmusić ją do zmiany zdania. Może jeżeli kurs euro spadłby z obecnych 4,28 zł w kierunku 4 zł, wtedy Rada byłaby bardziej skłonna do szybkiego piwotu. Ale tak duże umocnienie nie wydaje się bardzo prawdopodobne, bo mamy ogromne i rosnące potrzeby przyciągania inwestorów na rynek obligacji i trudniej ich będzie przyciągnąć przy bardzo mocnej walucie. Dlatego, tak jak mówi Adam Glapiński, na obniżki przyjdzie jeszcze poczekać parę kwartałów.
