Czy polityka rybna przejdzie pod jurysdykcję resortu transportu i budownictwa? Decyzje dojrzewają.
Były spotkania, ustalenia i obietnice. Teraz, jak podkreśla Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, branża została pozostawiona sama sobie.
— Coraz głośniej mówi się o przeniesieniu polityki rybnej z ministerstwa rolnictwa do infrastruktury. Decyzje podejmie rząd — mówi proszący o anonimowość przedstawiciel resortu.
Tymczasem branża tkwi w zawieszeniu.
— Nie przychodzą nawet odpowiedzi na pisma wysyłane do ministerstwa rolnictwa przez sztab kryzysowy rybaków i przetwórców ryb. Jesteśmy kompletnie ignorowani, a od kilku miesięcy chodzą słuchy, że departament rybołówstwa chcą przenieść do Ministerstwa Transportu i Budownictwa. A jak ma się do tego żywność i jej bezpieczeństwo — pyta Jerzy Safader.
Dodaje, że tak już kiedyś było, ale się nie sprawdziło.
— Chcemy wiedzieć, co nas czeka za dwa, cztery lata. Tymczasem resort nie ma strategii, a urzędnicy informują nas w ostatniej chwili np. o tym, że Bałtyk będzie wyłączony z połowów dorszy na trzy miesiące. Nawet jeżeli pewne kwestie ustalane są na forum unijnym, to przecież wcześniej wiadomo, w jakim kierunku zmierzają. Potrzebujemy większej przewidywalności — dodaje Jerzy Safader.
Rozgoryczenie jest tym większe, że branża przetwórców ryb należy do najbardziej dynamicznych. Od przystąpienia Polski do Unii eksport (na rynek wewnętrzny) wzrósł o 40 proc., z 300 do 500 mln EUR.
— Polskim rynkiem interesują się wciąż nowi zagraniczni inwestorzy. Jest nam wstyd, kiedy pytają o perspektywy. Na samym kursie euro branża straciła 400 mln zł. Firmy wstrzymują się z inwestycjami, bo jak można cokolwiek planować w takich warunkach — podkreśla Jerzy Safader.