We wtorkowych "Sygnałach Dnia" L. Kaczyński przyznał jednocześnie, iż nie sądzi, aby obecna ekipa rządząca chciała odwołać go ze stanowiska.
O analizie zakładającej impeachment prezydenta mówił w wywiadzie dla piątkowego "Dziennika" prezes TVP Andrzej Urbański. "Główna jej teza brzmi: impeachment prezydenta jest koniecznością. Spodziewam się, że PO będzie chciała teraz to zrobić" - oświadczył Urbański w wywiadzie.
"To jest dokument (jeżeli idzie o ten sam), który twierdzi, że jestem głównym zagrożeniem dla Platformy Obywatelskiej, powtarzam: wiosną 2006, jego autorem jest jeden z członków rządu Donalda Tuska" - powiedział prezydent w "Sygnałach Dnia".
Pytany, czy autorem tego dokumentu był Jacek Rostowski odpowiedział twierdząco. "Tam się zakłada między innymi scenariusz odwołania mnie ze stanowiska prezydenta" - powiedział L. Kaczyński.
Dopytywany, czy w związku z tym - jego zdaniem - obóz rządzący myśli o planie odwołania go z urzędu, prezydent powiedział, że nie bierze tego "raczej pod uwagę, ale "taki dokument" był ponad dwa lata temu przygotowany.
"Nie boję się w tej chwili odwołania ze stanowiska. Zdaję sobie sprawę, że jestem przeszkodą w tym sensie, że wypełniam swoje obowiązki konstytucyjne. Prezydent jest od oceny ustaw, tak przewiduje Konstytucja. Pewna część Platformy Obywatelskiej nie jest w stanie tego akceptować" - podkreślił.
Zdaniem L. Kaczyńskiego, od stycznia tego roku trwa kampania pod tytułem: prezydent nie ma żadnych uprawnień. "Jedni twierdzą, że nie ma (tych uprawnień) w obecnej Konstytucji, inni twierdzą, że w obecnej ma, ale trzeba ją zmienić, żeby było tak jak w RFN. Zdaję sobie sprawę z przesłanek. Niektórzy chcą mieć dla swoich interesów i dla siebie pełnię władzy w naszym kraju" - podkreślił prezydent.
L. Kaczyński pytany był także o zapowiedź posła PO Janusza Palikota, że wystąpi z oficjalnym wnioskiem o raport w sprawie zdrowia głowy państwa. "Jestem przeciwnikiem tego rodzaju raportu, ponieważ dzisiaj to będzie mnie dotyczyło, a jutro każdego polityka, który podpadł" - powiedział prezydent.
Dopytywany, czy w związku z tym nie będzie takiego raportu, L. Kaczyński odparł: "myślę, że tak".
Prezydent podkreślił, że w ciągu ostatnich paru miesięcy miał około stu wystąpień publicznych, m.in. podczas wyjazdów zagranicznych czy nominacji profesorskich i sędziowskich. "I proszę mi powiedzieć, czy w którymkolwiek z tych momentów widać było, że ja mam jakieś wady, jeżeli chodzi o stan zdrowia" - pytał prezydent.
Jak powiedział, oczywiste jest, że mając 59 lat nie ma już takiego zdrowia jak w wieku 39 lat, ale - jak podkreślił - podczas niedawnych spotkań w Bukareszcie, czy w Paryżu to raczej jego współpracownicy nie wytrzymywali tempa.
Dopytywany o zapowiedź jego ministra Michała Kamińskiego, że taki raport jednak powstanie odparł, że było to zrobione "bez porozumienia" z nim. "Zapowiadał (to) bez porozumienia ze mną, bo to jest pewien jakby precedens. Jeżeli taki raport będzie, to każdego polityka będzie można rozegrać, jeżeli chodzi o stan jego zdrowia. Oczywiście, jeżeli się ma przewagę w mediach" - podkreślił Lech Kaczyński.
"Natomiast jeżeli chodzi o pana Palikota, nie będę powtarzał swoich ocen, natomiast jestem całkowicie przekonany, że obecny rząd go popiera" - ocenił prezydent.
Pytany o niedawne notowania CBOS, zgodnie z którymi 63 proc. badanych negatywnie ocenia jego pracę, zaś tylko co czwarty Polak pozytywnie przyznał, że "każdy konflikt mu szkodzi". Ale - jak mówił - musi pamiętać o tym, że jest prezydentem Polski. "Muszę wypełniać swoje obowiązki, a te obowiązki często mają charakter konfliktowy, jeżeli chodzi o obecną władzę, która ma olbrzymią przewagę w mediach" - mówił prezydent.
Na pytanie, czy jest zadowolony z pracy swoich PR-owców odpowiedział, że
"było dużo lepiej, później się pogorszyło, ale jeszcze zobaczymy".