Prezydent Duda odwiedzi Tallin, Berlin, Londyn i Nowy Jork

PAP
opublikowano: 2015-08-17 20:07

Pierwsze wizyty zagraniczne prezydent Andrzej Duda złoży w Tallinie, Berlinie, Londynie i Nowym Jorku, gdzie spotka się z prezydentem Barackiem Obamą. Eksperci zwracają uwagę na brak na liście Brukseli. Szef MSZ Grzegorz Schetyna nawołuje do wizyty w Paryżu.

Jak poinformował prezydencki minister Krzysztof Szczerski, 23 sierpnia, w Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu czyli w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, Duda odwiedzi Tallin w Estonii. 28 sierpnia będzie w Berlinie, zaś 15 września - w Londynie, na obchodach 75. rocznicy bitwy o Anglię.

21-22 września prezydent weźmie udział w szczycie przywódców państw grupy Arraiolos w Erfurcie, a 26-29 września będzie uczestnikiem sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Wówczas spotka się z prezydentem USA Barackiem Obamą i przywódcami kilku innych państw.

W październiku prezydent weźmie udział w szczycie Grupy Wyszehradzkiej na Węgrzech, a w listopadzie - w miniszczycie państw wschodniej flanki NATO w Bukareszcie oraz w szczycie Europa Środkowa - Chiny w Pekinie.

Premier Ewa Kopacz oceniła, że podczas podróży prezydent przekona się o tym, jak bardzo przez osiem lat Polska zbudowała stabilną pozycję w Europie i na świecie. "Chciałabym życzyć, by prezydent podczas tych podróży czerpał z tej solidnej pozycji Polski w Europie i na świecie jak najwięcej, dla dobra Polski" - powiedziała.

Zdaniem szefa MSZ Grzegorza Schetyny po wizycie w Berlinie prezydent powinien w najbliższym czasie odwiedzić także Paryż, by "domknąć" Trójkąt Weimarski. Jak dodał, część wizyt była zaplanowana jeszcze za czasów poprzedniego prezydenta. "Jest dużo kontynuacji w tych aktywnościach (...) Jest jedna polityka zagraniczna, którą realizuje rząd w dobrym porozumieniu z prezydentem. Myślę, że z prezydentem Dudą możemy mówić o wspólnocie w kwestii polityki zagranicznej" - mówił Schetyna. Pytany, dlaczego w planie wizyt Dudy nie ma Brukseli i Kijowa, Schetyna zaznaczył, że "w sposób naturalny" pojawią się później.

Fakt, że pierwszą wizytę Duda złoży w Tallinie, "jeszcze raz potwierdza bardzo bliskie relacje między Polską a Estonią" - skomentował prezydent tego kraju Toomas Hendrik Ilves.

Z kolei litewscy politycy i obserwatorzy są rozczarowani pominięciem na liście Wilna. Zdaniem przewodniczącego sejmowej komisji spraw zagranicznych Benediktasa Juodki to "sygnał, że w ocenie prezydenta Dudy stosunki litewsko-polskie mogłyby być lepsze". Natomiast politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego prof. ocenił, że "wśród państw bałtyckich - w kontekście obecnych wyzwań – Litwa nie jest głównym partnerem Polski". Jego zdaniem stosunki polsko-litewskie ostatnio są chłodne z powodu braku decyzji Wilna w sprawie pisowni polskich nazwisk.

Ekspert niemieckiej Fundacji Nauka i Polityka Kai-Olaf Lang uważa, że wybierając Berlin na drugi cel zagranicznych podróży, prezydent chce zademonstrować swoją gotowość do dialogu z Niemcami. Zdaniem Langa nie ma ryzyka konfrontacji między Berlinem a Warszawą, ale nie można wykluczyć zobojętnienia. Według eksperta harmonogram pierwszych wizyt odzwierciedla główne punkty ciężkości działań prezydenta, wśród których na pierwszym miejscu należy wymienić politykę bezpieczeństwa, politykę wschodnią, relacje z Rosją i politykę historyczną. Lang uznał, że "interesujący" jest wybór Londynu kosztem Paryża oraz brak Brukseli w programie pierwszych wizyt.

Politolog z Uniwersytetu Łódzkiego prof. Stanisław Konopacki ocenił, że pominięcie Brukseli w planie pierwszych wizyt Dudy "to nie jest najlepszy sygnał", bo Polska potrzebuje wsparcia UE w realizowaniu np. polityki wschodniej. Jego zdaniem wybór Tallina jako celu pierwszej wizyty jest "trochę dziwny".

Wicedyrektor Centrum Studiów Europejskich im. Wilfrieda Martensa w Brukseli Roland Freudenstein uważa, że brak Brukseli w harmonogramie pierwszych wizyt prezydenta ma podkreślić jego niechęć do instytucji europejskich, ale wskazuje też na konflikt z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Jego zdaniem "brak pozytywnej chemii między Dudą a Tuskiem" może być szkodliwy dla polskich interesów na arenie europejskiej, a także dla Europy.

Natomiast pracujący w Wielkiej Brytanii eksperci zwracają uwagę, że wizyta w Londynie będzie ważna dla relacji polsko-brytyjskich, ale z racji ograniczonych uprawnień prezydenta będzie miała charakter głównie kurtuazyjny i historyczny. "Bez wątpienia istnieją istotne tematy, które wymagają konsultacji między Londynem i Warszawą, ale wykroczenie poza czystą kurtuazję wymagałoby szczegółowych konsultacji z rządem i wypracowania polskiego stanowiska wobec brytyjskiego planu renegocjacji członkostwa w UE, w tym planów ograniczenia dostępu do zasiłków dla obywateli innych krajów członkowskich" - podkreślił dr Ben Stanley z Uniwersytetu Sussex. Z kolei Paweł Świdlicki z ośrodka analitycznego Open Europe zwrócił uwagę, że będzie to pierwsza od 2006 r. oficjalna wizyta polskiego prezydenta w Londynie, bowiem były prezydent Bronisław Komorowski był tylko na szczycie NATO w walijskim Newport w 2014 r.

Zbigniew Pisarski z Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego uważa, że prezydent stawia w pierwszej kolejności na relacje bilateralne z kluczowymi krajami dla bezpieczeństwa Polski i dla relacji transatlantyckich.

Redaktor naczelny kwartalnika "Fronda Lux" Mateusz Matyszkowicz zauważył, że w sprawach zagranicznych Duda powróci zapewne do polityki Lecha Kaczyńskiego, czyli "do aktywnej polskiej polityki w Europie Środkowej i Wschodniej" oraz do wizji "sojuszu od Bałtyku do Morza Czarnego". Jego zdaniem Duda prawdopodobnie będzie dążył w regionie do "szukania zbieżnych interesów, chociażby we wspólnej polityce energetycznej".