Prezydent Łodzi chce przejąć sieć cieplną

Agnieszka Berger, Anna Kowalska
opublikowano: 2003-04-01 00:00

List otwarty prezydenta Łodzi ma przekonać ministra skarbu, aby wstrzymał prywatyzację tamtejszego zespołu elektrociepłowni, wydzielił ze spółki sieć ciepłowniczą i przekazał ją miastu.

Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, zapowiedział, że wystosuje list otwarty do Sławomira Cytryckiego, ministra skarbu, w sprawie prywatyzacji Zespołu Elektrociepłowni w Łodzi (ZEC). W ubiegłym tygodniu, rok po wyborze doradcy prywatyzacyjnego dla ZEC, resort skarbu zaprosił potencjalnych inwestorów do rokowań w sprawie sprzedaży spółki. Prezydent oczekuje wstrzymania procedury i przekazania miastu sieci ciepłowniczej, która dziś stanowi własność ZEC.

— Łódź jest jedynym dużym miastem w Polsce, gdzie produkcja i dystrybucja ciepła są w jednej ręce. To groźny monopol, który po prywatyzacji będzie dążył do podwyżek cen — twierdzi Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta.

Według Jerzego Kropiwnickiego, taki układ własnościowy wyeliminuje potencjalną konkurencję w wytwarzaniu ciepła dla miasta. Nabywca ZEC będzie mógł przerzucać część kosztów produkcji energii cieplnej na usługę przesyło- wą, uniemożliwiając w ten sposób wejście na rynek innych dostawców.

Profesor Jan Popczyk, ekspert w dziedzinie energetyki, nie zgadza się z argumentami prezydenta.

— Po pierwsze, Łódź wcale nie jest wyjątkowa. Do połączenia produkcji i dystrybucji ciepła, i to w drodze prywatyzacji, doszło już w Gorzowie. Dążą do tego też firmy inwestujące w ciepło w innych miastach. Po drugie, w Łodzi, gdzie energię wytwarza praktycznie jeden duży producent, i tak nie ma mowy o budowie alternatywnego dużego źródła. Można konkurować z monopolem, ale na poziomie małych zdecentralizowanych źródeł energii — uważa Jan Popczyk.

Profesor jest zdania, że miasto absolutnie nie powinno być właścicielem sieci ciepłowniczej, powinno natomiast, tak jak to było gdzie indziej, mieć korzyści finansowe z jej sprzedaży. Kajus Augustyniak twierdzi jednak, że rury powinny pozostać własnością samorządu.

— Wtedy będzie możliwość ich dotowania, co uchroni mieszkańców przed podwyżkami — argumentuje przedstawiciel władz miasta.

Dotacje odbywałyby się oczywiście na koszt podatnika, ale — jak twierdzi rzecznik prezydenta — byłyby to pieniądze z podatków, które już i tak zostały zapłacone. A może by tak je obniżyć?