PAP: W rozszerzonej Europie powinny być równe zasady dla wszystkich; w toczącej się debacie europejskiej, także w sporze o Niceę, chodzi o koncepcję rozszerzonej Europy, o to, czy będzie ona Europą solidarną, czy też Europą, w której nie ma równych reguł - uważa prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Prezydent zaprosił w środę do dyskusji przedstawicieli 250-osobowej grupy sygnatariuszy Listu Otwartego do Europejskiej Opinii Publicznej. W liście tym napisali oni m.in. że nie chcą, by we wspólnej Europie Polska była państwem utrudniającym integrację, symbolem konserwatyzmu i partykularyzmu.
Na środowym spotkaniu wyjaśnili, że zdecydowali się wystąpić z listem, ponieważ w polskiej debacie dotyczącej integracji z UE za dużo, ich zdaniem, mówi się o szczegółach, a za mało o tym, do jakiej Unii wstępujemy, oraz o wizji rozszerzającej się Europy.
Występując w imieniu sygnatariuszy listu, redaktor naczelny czasopisma "Krytyka Polityczna" Sławomir Sierakowski powiedział, że chcą oni silnej, sprawnej, federacyjnej Europy i że nadszedł czas polityki ponadnarodowej. Dodał, że czas zacząć w polskiej polityce rozważać różne koncepcje dotyczące kształtu UE.
Prezydent podkreślił, że rozszerzona Europa dopiero się tworzy, że jest to proces zakrojony na wiele lat i nie można czynić Polsce zarzutu, że nie ma jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy Europa ma być federalna, czy nie. Tego - dodał - nie wie jeszcze wiele państw, które tę Europę tworzą.
Dodał, że Polska musi się włączyć w proces tworzenia nowej wspólnej Europy, ale nie stawiać sobie już teraz, w 2003 r., pytania, czym Europa ma się stać na końcu tego procesu.
Według niego, w toczącej się przy okazji pracy nad Traktatem Konstytucyjnym debacie europejskiej, także w szczegółowym sporze o system nicejski, chodzi tak naprawdę właśnie o koncepcję przyszłości rozszerzonej Europy, o to, czy Europa będzie solidarną Europą szanujących się partnerów, czy Europą, w której nie wszyscy są traktowani na równi.
W jego opinii, mając świadomość, że w rozszerzonej UE będą państwa zróżnicowane pod względem ekonomicznym, trzeba jednak walczyć o to, by zasady i reguły w niej stosowane były równe, uczciwe, przewidywalne i transparentne. Prezydent odwołał się do przykładu piłki nożnej, w której "są drużyny lepsze i gorsze, ale reguły są te same".
Dlatego - podkreślił - broniąc systemu nicejskiego, pytamy partnerów z UE, którzy ten system stworzyli, dlaczego go zmieniają. Według prezydenta, hasło "Nicea albo śmierć", które pojawiło się w polskiej debacie, nie jest hasłem dobrym. Ale obrona reguł przyjętych przez UE bez naszego udziału, reguł zgodnych z wizją Europy solidarnej i otwierającej się na inne kraje, jest słuszna.
Prezydent poparł działania polskiego rządu i polskiej dyplomacji. "Z całym szacunkiem dla kultury kompromisu musimy twardo stawiać sprawy tak, jak je widzimy" - powiedział Kwaśniewski. Jego zdaniem, dobrze, by UE już teraz wiedziała, że Polska jest parterem trudnym, ale lojalnym.
Również minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz uznał, że hasło "Nicea albo śmierć" jest niefortunne i prowadzi do uproszczonego postrzegania naszego stanowiska w sprawie konstytucji europejskiej. Ale, dodał, hasło ma tę wartość, że wskazuje na istotę rozstrzygnięć w kwestii systemu podejmowania decyzji w Radzie UE.
Podkreślił też, że w przekonaniu polskiego rządu system nicejski znacznie lepiej odpowiada takim tradycyjnym wartościom europejskiej integracji jak kompromis, solidarność, równowaga, niż system proponowany w projekcie konstytucji europejskiej.
Szef polskiej dyplomacji powiedział, że rząd jest otwarty na dyskusję, ale musi być ona prowadzona w oparciu o merytoryczne argumenty i z poszanowaniem dla cudzych poglądów.
Za populistyczną insynuację uznał Cimoszewicz stwierdzenie użyte przez Sierakowskiego, że politycy, którzy nie sprawdzili się w polityce wewnętrznej, teraz usiłują intensywnie działać w sprawach europejskich.
Minister do spraw Europejskich Danuta Huebner podzieliła opinię tych, którzy martwią się, że debatę nad konstytucją europejską sprowadzono w Polsce w zasadzie do kilku kwestii. Według niej, projekt konstytucji przygotowany przez Konwent przynosi Unii zmiany na lepsze, przygotowuje Unię 25 i więcej państw na nowe wyzwania.
Prof. Jerzy Szacki powiedział, że zdecydował się podpisać list, bo - choć uważa, że kwestia tego, czy Nicea jest dobra, czy nie, czy w preambule do konstytucji europejskiej są wymienione tradycje chrześcijańskie, czy nie, to sprawy ważne - to nieporównanie ważniejsze jest pytanie, jak ścisła ma być integracja europejska. "A u nas o tym głucho" - dodał.
Powiedział też, że irytuje go to, iż często w debacie z góry wyklucza się możliwość jakiegokolwiek kompromisu i popada się w poetykę "nie oddamy ani guzika". Tym bardziej że - jak dodał - widzi mało powodów do sądzenia, że odniesiemy w swoich staraniach spektakularny sukces i być może znowu "przeciętny Polak powie, że nas wykiwali, a rząd znowu ustąpił".
Szacki dodał, że nie twierdzi, iż stanowisko polskiego rządu w debacie europejskiej jest błędne, tylko że czeka nas wiele niebezpieczeństw, którym trzeba będzie stawić czoła i wytłumaczyć społeczeństwu, dlaczego w jakichś kwestiach musimy ustąpić.
Według publicystki Kingi Dunin, to, iż Polacy ciągle niewiele wiedzą o Unii, świadczy o tym, że tocząca się, pełna szczegółów debata europejska jest dla nich niezrozumiała. Dodała, że ludzie stawiają sobie proste i zasadnicze pytania, do jakiej Europy wchodzimy, czy do sfederalizowanej, czy do superpaństwa, czy do takiej, w której decydują poszczególne narody i obywatele.
Według Dunin, jednym z najważniejszych problemów debaty europejskiej jest kwestia tożsamości. Jej zdaniem, wejście do UE daje nam szansę na samookreślenie, jakim społeczeństwem chcemy być. W tym kontekście - dodała - spór o wpisanie do preambuły odwołania do wartości chrześcijańskich jest symboliczny.
"Nie miałabym nic przeciwko temu, byśmy wchodzili do Europy jako zjednoczony duchowo katolicki naród, gdybyśmy takim narodem rzeczywiście byli. Sprawy mają się jednak inaczej. Pojawiamy się w niej jako zakładnicy sił konserwatywnych, w których imieniu występują socjaldemokraci" - oceniła.
Dodała, że rozumie, iż Kościół katolicki zajmuje takie, a nie inne stanowisko w kwestiach europejskich. To lewica - której pragmatyzm graniczy, jej zdaniem, niekiedy z oportunizmem - odpowiada w jej opinii za "uwiąd ideowej refleksji w polskiej polityce".
Zdaniem Dunin, konstytucja wspólnej Europy powinna łączyć, a nie dzielić. Dlatego jako wyjście kompromisowe dotyczące preambuły zaproponowała, aby nie wymieniać w niej tradycji ani ich źródeł, a tylko wspólne wartości, w oparciu o które ma być budowana przyszłość Europy: wolność, równość, solidarność.