Na kolei wrze. Od miesięcy w zarządzie PKP trwa próba sił, bo zasiadającym w nim menedżerom trudno się porozumieć. — Trwają walki fakcyjne „starych kolejarzy” z „młodymi wilkami”, więc spółką właściwie nie da się sprawnie zarządzać — mówi jedna z osób znających kulisy. Nawet szeregowi pracownicy i osoby odpowiadające w grupie za kontakty z mediami coraz bardziej otwarcie mówią o szorstkich relacjach panujących między członkami kierownictwa grupy.

Mieszkaniowa dymisja
Niedawno RMF podało, że posadę straci Mirosław Pawłowski, prezes PKP. Powodem miało być hamowanie procesu przekazywania gruntów pod realizację rządowego programu Mieszkanie Plus. Okazało się jednak, że dymisję wręczono Jarosławowi Kołodziejczykowi, wiceprezesowi PKP.
— Współpraca przy realizacji programu Mieszkanie Plus wymaga pełnego zaangażowania wszystkich podmiotów uczestniczących w tym projekcie. Dzisiejsza decyzja jest niezbędna do usprawnienia i przyspieszenia realizacji jednego z najważniejszych programów społecznych rządu — powiedział Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa, komentując odwołanie Jarosława Kołodziejczyka. Do „PB” docierają sygnały, że Jarosław Kołodziejczyk stał się kozłem ofiarnym.
Mirosław Pawłowski natomiast nie tylko nie stracił stanowiska, ale wręcz umocnił swoją pozycję. Przymiarki do zmian personalnych w PKP trwają od kilku tygodni. W końcówce sierpnia niemal pewne było, że stanowisko straci Michał Beim, członek zarządu PKP, także mający szorstkie relacje z tzw. opcją siedlecką, czyli kierownictwem grupy związanym z Mirosławem Pawłowskim. Do zmiany nie doszło, ale współpraca nadal się nie układa.
— Resort rozwoju nie pozwoli na wyrzucenie Michała Beima. Jego urzędnicy nie ufają pracownikom od lat związanym z koleją, a Michał Beim może być dla nich jednym z gwarantów usprawnienia inwestycji na kolei. Po dymisji Jarosława Kołodziejczyka jego pozycja może jednak zostać zmarginalizowana — uważa jeden z branżowych ekspertów.
Mowa pochwalna
W branży kolejowej pojawiały się także sygnały, że stanowisko może stracić Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa. Miałby go zastąpić Krzysztof Tchórzewski, minister energii, albo Jerzy Polaczek, minister transportu w poprzednim rządzie PiS. Do „PB” docierały także informacje, że lista kandydatów może się zmienić, bo Ministerstwo Rozwoju, rozliczające unijne dotacje, chciałoby mieć większy wpływ na resort infrastruktury. Wczoraj jednak premier Beata Szydło, odwołując Dawida Jackiewicza, ministra skarbu, pochwaliła za pracę Andrzeja Adamczyka.
— Minister Adamczyk to jeden z lepszych ministrów w rządzie, którym mam zaszczyt kierować — powiedziała Beata Szydło.
Powtórzyła przedstawiane od miesięcy przez kolejarzy opinie o pustych szufladach zostawionych przez poprzedników, podkreślając, że obecna ekipa musiała podjąć się trudnego zadania i zapełnić je projektami inwestycyjnymi.
— Będę oczekiwać od ministra Adamczyka, że te projekty będą teraz sprawnie realizowane — zapewnia Beata Szydło. Rynkowi gracze z niecierpliwością czekają też na powołanie wiceministra, który będzie odpowiadał za kolej. W lipcu do dymisji podał się Piotr Stomma i na stanowisku jest wakat.
Zgrana płyta
Dla branży kluczowe są także decyzje dotyczące PKP Polskich Linii Kolejowych (PLK), bo to ta spółka odpowiada bezpośrednio za modernizację torów. Z jej zarządu odwołano niedawno Małgorzatę Kuczewską-Łaskę, wiceprezes ds. finansowych, którą mianowano na stanowisko równocześnie Ireneuszem Merchelem, prezesem PKP PLK.
Czy będzie on kolejnym zdymisjonowanym pracownikiem kolejowego zarządu? Branżowi eksperci uważają, że jeśli będzie jedynie zapowiadać nowe przetargi, a nie zacznie ich szybko rozstrzygać i podpisywać kontraktów, nie utrzyma stanowiska. © Ⓟ