Próba sił w Tauronie

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-08-06 22:00

Nadzór energetycznej firmy zajmie się zmianami w zarządzie. Groźba odwołań ma być pokazową karą za opór w kwestiach węglowych

Początek lipca, rozmowa z doradcą z „wielkiej czwórki”.

ZARZĄDZANIE I POLITYKA:
ZARZĄDZANIE I POLITYKA:
Dariusz Lubera stworzył w Tauronie zarząd, który uchodzi za zgraną ekipę, a analitycy go chwalą. Wygląda jednak na to, że ma polityczny problem. Dziś zajmie się tym rada nadzorcza.
Marek Wiśniewski

— Teraz, kiedy widać już małe szanse na dobry wynik PO w wyborach, prezesi spółek skarbu państwa są mniej skłonni do wykonywania poleceń ministra skarbu. Wiedzą, że zaraz będą musieli sobie szukać pracy na rynku, więc wolą zadbać o własne nazwisko — tłumaczył nam doradca, specjalizujący się w sektorze energetycznym.

Celnie. Dziś rada nadzorcza Tauronu zajmie się dwiema sprawami: zaangażowaniem Tauronu w sektor węglowy i… zmianami w zarządzie. Oba punkty są ściśle ze sobą powiązane.

Kara za Brzeszcze

Teoretycznie zmiany w zarządzie mogą oznaczać i dokooptowanie nowych członków, i odwołanie obecnych. Nasze źródła wskazują, że intencją ministerstwa skarbu, które nadzoruje energetykę, są odwołania. Do wczorajszego wieczoru nie było jednak pewne, kogo będą dotyczyć. Jedne źródła wskazują na prezesa Dariusza Luberę, inne na członków zarządu, a jeszcze inne — na kilka osób naraz (zarząd liczy pięć osób). Może też się powtórzyć niedawny przypadek państwowego PKO BP. Nadzorcy z MSP zażądali tam zmian w zarządzie, ale ostatecznie prezes Zbigniew Jagiełło pozostał na stanowisku. Resort skarbu nie udzielił nam komentarza na temat Tauronu. Według naszych informacji, odwołanie miałoby być pokazową karą za złożenie przez Tauron niezadowalającej oferty na zakup kopalni Brzeszcze (wydzielonej wcześniej z bankrutującej Kompanii Węglowej i wniesionej do Spółki Restrukturyzacji Kopalń). Przypomnijmy: we wtorek wieczorem Tauron zadeklarował, że kupi tę kopalnię, ale za 1 zł, w przetargu publicznym

(z uwagi na ryzyko zwrotu niedozwolonej pomocy publicznej) i tylko wtedy, jeśli SRK ją wcześniej zrestrukturyzuje. Czyli — uwaga! — obetnie zatrudnienie i uelastyczni wynagrodzenia.

— To od razu wyglądało tak, jakby złożyli tę ofertę po to, by ich odwołano. Próba sił — komentuje chcący zachować anonimowość analityk. Skarb zareagował zgodnie z jego diagnozą — w trybie nagłym zwołał na piątek radę nadzorczą.

Okres wakacyjny nie musi mu przeszkodzić w realizacji planu, bo z dziewięciu członków rady wystarczy obecność pięciu, by uchwały były ważne.

— Odwołania wyglądają na kwestię przesądzoną — mówił nam wczoraj w południe rozmówca zbliżony do skarbu państwa.

Niepokorny Tauron

Pokaz siły jest MSP potrzebny. Minister Czerwiński, w momencie powołania w czerwcu, dostał od premier Ewy Kopacz dwa priorytety: dokończenie budowy terminalu LNG w Świnoujściu i przeprowadzenie reformy górnictwa. Odwołania w zarządzie Tauronu mogą mu pomóc z tym drugim. Bo jest z nim w lesie. Według pierwotnych planów, ze stycznia, bankrutująca Kompania Węglowa już w czerwcu miała przyjąć formę Nowej Kompanii Węglowej (NKW), mieć już inwestorów, a z nimi — setki milionów złotych gotówki na plan naprawczy. Jest już sierpień, a ani NKW, ani inwestorów nie ma. Spółki skarbu państwa — chodzi głównie o energetykę: PGE, Eneę, Energę, ale też miedziowy KGHM i chemiczne Azoty — rozmawiają niechętnie, sprawa się wlecze. A czasu brak. Węglowemu gigantowi gotówka się kończy, a na bankructwo firmy zatrudniającej blisko 50 tys. osób, nie licząc całego sektora około górniczego, rząd w okresie wyborczym nie zamierza pozwalać. Zarząd Tauronu grał dotychczas rolę niepokornego. Najgłośniej opierał się planom MSP, a o wejściu kapitałowym w NKW w ogóle nie chciał rozmawiać. Szybko „zaklepał” sobie jedną z kopalń, Brzeszcze, i rozpoczął jej badanie. Nieoficjalnie mówiło się, że przejęcie tej kopalni jest pewnikiem.Plan B, czyli powrót Brzeszczy do KW lub NKW, nie był brany pod uwagę. A tu taka oferta.

— W styczniu rząd rozbudził nadzieje górników — była mowa o tym, że nie będzie likwidacji kopalń ani restrukturyzacji szkodliwej dla miejsc pracy. Ludzie wzięli też za pewnik fakt, że Brzeszcze trafią do Tauronu. Pani premier musi się teraz z tym zmierzyć. Zwłaszcza że kopalnia Brzeszcze ma bardzo zdeterminowaną załogę — ostrzega Kazimierz Grajcarek, szef Sekretariatu Górnictwa i Energetyki Solidarności. Zdaniem naszych rozmówców, ewentualny wybuch górniczego niezadowolenia w Brzeszczach może rozlać się na cały Śląsk. Rząd nie chce do tego dopuścić.

Jak z Kilianem

To nie pierwszy taki przypadek w sektorze energetycznym, kiedy po publicznych deklaracjach rządu prezes spółki skarbu państwa opiera się ich realizacji. W 2013 r. w takich okolicznościach prezesurę w PGE stracił Krzysztof Kilian. Ówczesny premier Donald Tusk publicznie tłumaczył, że budowa nowych bloków w Elektrowni Opole z grupy PGE jest konieczna, a Krzysztof Kilian był temu przeciw. Prezes podał się do dymisji. — Być może i tym razem jest potrzebna wymiana prezesa, skoro uniemożliwia rządowi realizację obietnic — uważa Kazimierz Grajcarek.

To jednocześnie powrót do dyskusji o statusie firm skarbu państwa, a jednocześnie notowanych na giełdzie i posiadających w akcjonariacie prywatnych inwestorów. Zwłaszcza że oferta Tauronu na Brzeszcze, która rozeźliła MSP, giełdowym analitykom się podoba. — Oferta, którą Tauron położył na stole, jest dla niego biznesowo atrakcyjna. Brzeszcze to kopalnia nie gorsza niż inne, ale wymaga 250-300 mln zł inwestycji. Pomysł przejęcia jej za 1 zł, ale postawienie SRK warunku w postaci wcześniejszej restrukturyzacji, jest rozsądny — zauważa Piotr Dzięciołowski, analityk Citi Handlowego.

— To sprytny sposób na obejście ryzyka związanego z pomocą publiczną — zauważa Bartłomiej Kubicki, analityk Societe Generale. Uważa wprawdzie, że inwestycje w wydobycie węgla nie mają w tej chwili wielkiego sensu, skoro surowiec tanieje, a podaż przewyższa popyt, ale widzi też plusy kupowania Brzeszczy.

— Już lepiej kupić jedną kopalnię i mieć na nią wpływ, niż angażować się w KW — jako jeden z wielu — i nie mieć na nią żadnego wpływu — komentuje Bartłomiej Kubicki.

Zarząd ma fanów

Dariusz Lubera zarządza Tauronem od 2008 r. Dostał pod opiekę drugiego gracza na polskim rynku energii, z najstarszym na tle państwowych konkurentów portfelem bloków energetycznych, a także z największym zadłużeniem. Zaplanował wielkie inwestycje — kończy budowę bloku w Stalowej Woli, czekają go wydatki na budowę bloków w elektrowniach Jaworzno i Łagisza. W pierwszym kwartale firma zarobiła 503 mln zł, o 26 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Prezes stworzył zarząd, który należy do najlepiej ocenianych w branży energetycznej. W dorocznym rankingu „Giełdowa Spółka Roku”, przygotowanym przez „Puls Biznesu”, w kategorii „kompetencje zarządu” zajął 50. miejsce, czyli najlepsze spośród firm energetycznych.

— Dobry zarząd w spółce z wyzwaniami — tak o zarządzie Tauronu mówił nam niedawno Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK. Chwalił zarząd za decyzję o ograniczeniu produkcji energii elektrycznej, dzięki czemu branża energetyczna uniknęła losu górnictwa, borykającego się z nadprodukcją. Chwalił też za skuteczną strategię tradingową i za zbudowanie silnej dystrybucji oraz rozsądnego portfela odnawialnych źródeł energii.