Problem ze zmianą serii

Grzegorz Zalewski
opublikowano: 2002-07-01 00:00

Gracze na rynku terminowym co kwartał borykają się z podobnym problemem. Zbliżający się moment wygasania jednej z serii kontraktów powoduje, że posiadający otwarte w niej pozycje muszą zastanowić się nad przejściem na serię kolejną. W przypadku wyraźnego trendu może to być niemały problem. Przejście z serii na serię wiąże się oczywiście z dodatkowymi kosztami w postaci prowizji, a ponadto powoduje swego rodzaju utratę korzyści, jeśli ceny kolejnych kontraktów źle się układają. Na rozwiniętych rynkach kolejne serie kontraktów na indeksy akcji mają coraz wyższe ceny. Taki układ cen jest wynikiem wartości pieniądza.

Ta zasada niemal od zawsze (czyli od 1998 r.) nie dotyczy kontraktów indeksowych na GPW. Ceny w poszczególnych seriach są najczęściej do siebie zbliżone. Ten fenomen to wynik braku skutecznych arbitrażystów na naszym rynku. Dlatego choć nie było to normalne, nie powinno nikogo dziwić, iż ostatnim razem, gdy wygasała seria czerwcowa, jej kurs był wyższy od serii wrześniowej. Sytuacja ta miała miejsce już jakiś czas, zaś dodatkowo wzmocnił ją spadkowy trend rynku. Przed dwoma tygodniami, gdy wygasał kontrakt czerwcowy, nastąpiło gwałtowne „przechodzenie” z jednej serii na drugą. Jak wspomniałem, kurs kontraktu czerwcowego był wyższy od kursu wrześniowego, zaś pomiędzy nimi znajdowała się cena z rynku kasowego, czyli wartość indeksu WIG 20. Tę horrendalną sytuację można wytłumaczyć tylko w jeden sposób. Więksi inwestorzy, którzy mają duży wpływ na kształtowanie się kursów, posiadali krótkie pozycje w wygasającej serii. Wyraźne ukształtowanie się trendu spowodowało, że postanowili nadal pozostać na rynku, oczywiście po krótkiej stronie. W tym celu zaczęto pokrywać krótkie pozycje na kontrakcie czerwcowym, co wywołało zwyżkę jego ceny, a równocześnie zaczęto sprzedawać kontrakt wrześniowy, co doprowadziło do jego spadku.

Sama ta sytuacja nie powinna budzić wątpliwości — spekulanci usiłują wykorzystać trendy rynkowe i nie ma dla nich znaczenia, jak powinny układać się ceny. Interesuje ich tylko, jak faktycznie się one układają.

Mamy na rynku fundusz arbitrażowy, którego przedstawiciele szumnie zapowiadali, jak będą wykorzystywać odchylenia na rynkach, przedstawiając w materiałach reklamowych symulowany wzrost aktywów w ciągu roku na poziomie około 50 proc. Po kilku miesiącach działania funduszu aktywa wzrosły tyle, ile wynosi rentowność bonów, na rynku występują „bardzo ciekawe” sytuacje, zaś przedstawiciele funduszu twierdzą, że nie pojawiły się jeszcze okazje inwestycyjne i dlatego wynik jest taki słaby.