Część inwestorów próbowała odkupić przecenione w czwartek walory podbijając ceny akcji i starając się zatrzeć niemiłe wrażenie jakie pozostawiła po sobie pierwsza tegoroczna sesja. Po raz pierwszy od 2008 r. miała ona spadkowy charakter i spuściła nieco powietrza z nadętego balonu, jakim był najlepszy od ponad 15 lat rok na Wall Street.
Uwaga handlujących skierowana była na wystąpienie ustępującego szefa Fed. Jak powszechnie oczekiwano, Ben Bernanke nie powiedział niczego odkrywczego, co mogłoby w istotny sposób wpłynąć na giełdową koniunkturę.
Zapowiedziano już bowiem wcześniej wygaszanie programu luzowania ilościowego, które ma rozpocząć się w styczniu. W efekcie trzech jego rund indeksy na Wall Street wzrosły o 173 proc. od 12-to letniego dołka z 2009 r.
Wśród notowanych spółek zwiększony handel odnotowano m.in. na papierach producentów samochodów. Niestety grudzień nie okazał się dla amerykańskich koncernów specjalnie udany. Zarówno w przypadku General Motors, jak i Forda odnotowano nieoczekiwane spadki sprzedaży. Kurs akcji GM zniżkował momentami o ponad 3 proc. Notowania walorów wicelidera rynku nieznacznie falowały.
Ostatecznie, piątkowa sesja w segmencie spółek reprezentujących tradycyjne sektory gospodarki zakończyła się w remisowo. Podczas gdy Indeks DJ IA rósł na finiszu o 0,17 proc. to z kolei wskaźnik S&P500 stracił 0,03 proc. Zdecydowanie gorzej było na rynku spółek technologicznych, gdzie indeks Nasdaq Composite zniżkował o 0,27 proc.