WARSZAWA (Reuters) - Obecnym i przyszłorocznym problemom fiskalnym kraju winne są w dużej mierze strukturalne wady finansów publicznych, powiedział Prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Leszek Balcerowicz w wywiadzie opublikowanym we wtorek w Gazecie Wyborczej.
Balcerowicz, piastujący także stanowisko przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej (RPP), powiedział, że nadmierne wydatki na cele publiczne i brak reformy rynku pracy są odpowiedzialne za olbrzymie problemy budżetowe, z którymi Polska będzie musiała się zmierzyć w przyszłym roku.
Ministerstwo Finansów chce zwiększyć przyszłoroczny deficyt budżetowy do poziomu 29,1 miliarda złotych, czyli 4,3 procent Produktu Krajowego Brutto (PKB), wobec 3,9 procent planowanych w tym roku.
Zwiększenie deficytu budżetu będzie koniecznie nawet jeśli wdrożony zostanie plan cięć zawierający niepopularne zamrożenie waloryzacji rent i emerytur, zwiększenie akcyzy i wprowadzenie tymczasowego podatku importowego.
Ministerstwo ostrzega, że bez ograniczenia wydatków niedobór budżetu może w 2002 roku wynieść nawet 11,6 procent. Analitycy z kolei twierdzą, że taki deficyt mógłby wywołać w Polsce kryzys finansowy.
"Polski nie stać na podwyższenie składki na służbę zdrowia; wskazywaliśmy na potrzebę odblokowania rynku pracy" - powiedział Balcerowicz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej.
Prezes NBP dodał, że jako minister finansów w latach 1997-2000 próbował zrestrukturyzować finanse publiczne, usuwając "patologiczne" przepisy, z tytułu których z roku na rok coraz więcej wydawano z budżetu państwa, ale większość jego ostrzeżeń było ignorowanych. Balcerowicz powtórzył także swój apel o zaostrzanie, a nie liberalizowanie polityki fiskalnej w przyszłym roku, mając na uwadze długoterminowy wzrost gospodarczy kraju.
Wzrost gospodarczy w Polsce według prognoz zwolni w tym roku do dwóch procent PKB, czyli swego najniższego poziomu od 1992 roku, wobec czterech procent w 2000 roku.
Deficyt ekonomiczny, najszerszy wskaźnik niedoboru w polskim sektorze publicznym, odejmuje transfery środków do funduszy emerytalnych od sumy deficytów w administracji centralnej, lokalnych władzach i agencji rządowych.
"Najważniejsze, by (przyszłoroczny) deficyt ekonomiczny był mniejszy niż w tym roku, bo on jest miarą właściwą dla oceny stanu finansów publicznych" - powiedział Balcerowicz.
Ministerstwo Finansów planuje obniżenie w przyszłym roku deficytu ekonomicznego do około 2,8 procent PKB z wobec 3,5 procent planowanych w tym roku i 2,1 procent w roku 2000.
Balcerowicz twierdzi także, że jeżeli rząd zrezygnowałby z niepopularnych cięć wydatków i pozwolił na wzrost deficytu do poziomu ponad 11 procent PKB, przekroczyłoby to poziom "jakiejkolwiek odpowiedzialności".
Ministra finansów, Jarosława Bauca czeka teraz trudna batalia, by przekonać resztę gabinetu do poparcia jego stanowczego planu ograniczeń przyszłorocznych wydatków na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi, w których, według sondaży, zwycięży Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD).
Balcerowicz nie ujawnił jak plany przyszłorocznego budżetu wpłyną na politykę RPP, ale powiedział: "Z doświadczeń wiemy, że duży deficyt tłumi rozwój gospodarki, dlatego im szybciej go zredukujemy, tym większe pole manewru będzie miała RPP."
Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w tym roku stopy procentowe łącznie o 350 punktów bazowych, dostosowując poziom stóp do spadającej inflacji.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))