Producenci boją się zaburzenia dostaw

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-03-20 20:00

Najnowsze dane z polskiej gospodarki pokazują, że tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę utrzymywała ona bardzo szybkie tempo wzrostu, szczególnie w sektorze przemysłowym. Najbliższe miesiące mogą to zmienić. Największym problemem dla producentów mogą być przede wszystkim braki towarów, które będą blokowały całe łańcuchy dostaw. Tym samym problem z okresu pandemii zostanie przedłużony, a Polska należy do krajów najbardziej narażonych na zaburzenia dostaw ze Wschodu Europy.

W piątek GUS opublikował serię ciekawych danych z polskiej gospodarki za luty. Patrzenie na nie przypomina trochę spoglądanie w lusterko wsteczne samochodu, ale mimo to niosą one ważne informacje. Pokazują, że pęd gospodarki był tak duży, że w kryzys wchodzimy z pewnym buforem bezpieczeństwa.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 2,2 proc. rok do roku (wobec 2,3 proc. w styczniu), a przeciętne wynagrodzenie aż o 11,7 proc. (wobec 9,5 proc. w styczniu). Rynek pracy jest więc rozgrzany do czerwoności. Z jednej strony można to traktować jako dobrą informację, bo wzrost płac podnosi standard życia, ale z drugiej przy obecnym wzroście będziemy mieli duży problem z ustabilizowaniem inflacji. Wszelkie spowolnienie powinniśmy więc witać tutaj z otwartymi rękami, dopóki oczywiście nie przerodzi się ono w głębszą recesję.

Ważne były też dane z przemysłu. Produkcja w przetwórstwie wzrosła w lutym o 15,8 proc. rok do roku (wobec 15,6 proc. w styczniu), co można uznać za stratosferyczną dynamikę. Przemysł ewidentnie pracuje powyżej swoich możliwości, wykorzystując zasoby maszyn i pracy do krańców wytrzymałości. Prawdopodobnie duża jest w tym zasługa wysokiego popytu na zapasy wśród europejskich producentów. Firmy podnoszą stany magazynowe, a fabryki z Polski realizują dodatkowe zamówienia.

Od marca sytuacja w przemyśle może jednak się zmienić. Wydaje się, że w pierwszej kolejności może pojawić się problem po stronie podażowej, a nie popytowej. To znaczy problem z dostępnością komponentów. Już widać, że fabryki samochodów wstrzymują prace z powodu braku elementów produkowanych w Ukrainie. Producenci stali zaczynają reglamentować towar. To zacznie się rozlewać po całym systemie produkcji. Zagadką pozostaje to, czy problem będzie duży czy bardzo duży. Warto jednak pamiętać, że pół roku temu wydawało się, że podobny skutek wywoła brak półprzewodników w motoryzacji, a tak się nie stało. System czasami dostosowuje się do wstrząsów inaczej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Żeby zrozumieć skalę problemu, pokazałem, jaka część wartości polskiego eksportu jest wytwarzana w Rosji. Wartość każdego sprzedawanego produktu można podzielić na części wytwarzane na poszczególnych etapach produkcji — np. na wartość folii plastikowej składa się część wytworzona przez wydobywcę ropy, przetwórcę ropy, przetwórcę plastiku pierwotnego, firmy transportowe, firmy dystrybucyjne, wreszcie producenta folii. Tak samo można tę wartość podzielić na kraje. W polskim eksporcie przetwórczym wartość wytwarzana w Rosji stanowi 3,8 proc. To nie jest dużo, ale stawia nas to w czołówce krajów UE i OECD (dane pochodzą z 2018 r., nie ma późniejszych). Nie ma niestety danych o udziale wartości wytwarzanej na Ukrainie w polskim eksporcie, ale też może być ona wyższa od średniej. Więc zaburzenia w dostawach, które pojawią się jako skutek zarówno sankcji, jak też problemów z rozliczeniami finansowymi mogą dotknąć polski przemysł relatywnie bardziej niż innych krajów.

Na razie bazowy scenariusz dla gospodarki jest taki, że zaburzenia podażowe wywołają bardzo wyraźne spowolnienie, ale nie recesję. Ryzyko natomiast jest oczywiście nierówno rozłożone w stronę gorszych niż lepszych scenariuszy.