Producenci mają czas na zmianę

Wojciech Kmita
opublikowano: 2004-04-26 00:00

Resort rolnictwa wycofał się z projektu skrócenia okresu przejściowego na wykorzystanie starych opakowań produktów żywnościowych.

23 kwietnia weszło w życie rozporządzenie ministra rolnictwa z 29 marca zmieniające rozporządzenie w sprawie znakowania środków spożywczych i dozwolonych substancji dodatkowych (DzU nr 58, poz. 563). Potwierdziło ono, że towary żywnościowe w opakowaniach nie spełniających wymogów UE mogą być wprowadzane na rynek krajowy do 1 stycznia 2005 r.

Zamieszanie z terminami

Według paragrafu 32 obowiązującego od 1 stycznia 2003 r. rozporządzenia ministra rolnictwa, żywność w opakowaniach oznakowanych według starych przepisów mogła być wprowadzana do obrotu właśnie do tego dnia. Ponieważ cykl zmiany opakowań trwa do 1,5 roku, czasu na dostosowanie do nowych wymogów było więc wystarczająco dużo.

Tymczasem w projekcie nowelizacji rozporządzenia, który pojawił się na początku lutego, niespodziewanie i bez konsultacji z producentami, okres przejściowy skrócono aż o 8 miesięcy (do 30 kwietnia). Zaskoczona branża straty wynikające z konieczności zniszczenia starych opakowań oraz wycofania niektórych produktów z rynku szacowała w setkach milionów złotych (pisaliśmy o tym w „PB” z 25 lutego). Na szczęście resort wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu.

Pozostała wątpliwość

— To sukces, ale jedna wątpliwość została. Chodzi o to, czy produkty w starych opakowaniach wprowadzone na rynek np. 30 grudnia 2004 r. mogą pozostać w sklepach przez następne miesiące czy lata. Znowelizowany paragraf 32 mówi tylko o wprowadzaniu do obrotu „do czasu wyczerpania zapasów, jednak nie dłużej niż do 1 stycznia 2005 r.” — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Chodzi o produkty o przedłużonej trwałości, np. makarony czy konserwy. Wprawdzie Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa, zapewnił na konferencji prasowej, że towary takie będą mogły zostać w obrocie „do końca okresu przydatności do spożycia” i wypowiedź ta została potwierdzona w biuletynie resortu, ale ciągle brak oficjalnej interpretacji.

— Obawiamy się, że w którymś ze sklepów na początku stycznia może zjawić się inspekcja handlowa i zażądać wycofania takich towarów z półek. Będziemy walczyć — zapowiada Andrzej Gantner.