Spożywcy zwierają szyki przed wielką zmianą opakowań. Od 13 grudnia na etykietach będą musieli umieszczać wiele dodatkowych informacji, m.in. wyróżniać alergeny, kraj pochodzenia (w przypadku części produktów) czy zmienić formę tabeli wartości odżywczych. Wszystko czcionką nie mniejszą niż 1,2 mm.

— Większość członków naszej federacji takie przygotowaniajuż kończy, a dla całego przemysłu żywnościowego to ogromny koszt. W Polsce to około 1 do 2 mld zł, a w całej UE ponad 10 mld EUR — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).
Nowa nalepka...
Producenci, jak nietrudno się domyślić, zachwyceni nie są.
— Jesteśmy na finiszu zmian. Wymieniamy właśnie sprzęt, czyli drukarki, bo dotychczasowe nie są w stanie wydrukować etykiet zgodnych z nowymi przepisami. Jest to oczywiście kosztochłonne. Od czasu ogłoszenia rozporządzenia [czyli 2011 r. — red.] pojawiły się jeszcze zmiany w zakresie opisywania wartości odżywczych. Choć są pozornie drobne, to wymagają od nas przeprowadzenia szczegółowych badań, by opisać zawartość według nowych wytycznych — twierdzi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia.
Dorota Liszka, rzecznik Grupy Maspex Wadowice, przyznaje, że przepisy te dla spółki nie są nowością, ponieważ już wcześniej umieszczała na etykiecie informacje o wartości odżywczej. Unijnym urzędnikom tworzącym nowe prawo przyświecała idea ochrony zdrowia i interesów konsumentów.
— Nasuwa się pytanie, czy wszystkich tych informacji nie będzie za dużo. Konsument rzeczywiście wie, że powinien dziennie spożyć około 2000 kcal, więc obowiązkowe oznaczenie wartości odżywczych produktów będzie miało dla niego znaczenie, podobnie jak obowiązkowe wyróżnienie tzw. alergenów — mówi Krzysztof Woźnica.
...i jej skuteczność
Andrzej Gantner przypomina, że rozporządzenie nie zostało wydane po to, by ułatwić życie przedsiębiorcom, lecz zwiększyć czytelność etykiet i pozwolić lepiej zrozumieć, z czego składa się produkt. Zupełnie inną kwestią pozostaje jednak... skuteczność tych zmian.
— Wyniki badań pokazują, że 40 proc. Polaków nie czyta niczego, co znajduje się na opakowaniach, zaś ci, co czytają, muszą jeszcze przecież zrozumieć, co tam jest napisane — dodaje Andrzej Gantner. Według jego szacunków, 99 proc. opakowań, które dzisiaj są na rynku, musi zostać zmienionych.
— To, co zostało wyprodukowane przed 13 grudnia 2014 r., będzie mogło pozostać w obrocie ze „starymi” etykietami. Natomiast wprowadzenie po tej dacie takiego produktu może być uznane za fałszowanie żywności, co wiąże się z dotkliwymi konsekwencjami dla przedsiębiorcy — ostrzega dyrektor generalny PFPŻ. Część zmian związanych z etykietowaniem producenci mogą odłożyć jeszcze na dwa lata.
— Ci, którzy obecnie dobrowolnie umieszczają tabelę wartości odżywczych na swoich produktach, muszą zmienić ją według nowych przepisów. Mogą jednak też całkowicie zrezygnować z jej zamieszczenia do 2016 r., kiedy stanie się obowiązkowa — mówi Andrzej Gantner.