Przed frytkami coraz tłustsze lata. Krajowa produkcja warta jest już ponad 0,5 mld zł, a grupa zagranicznych amatorów naszych frytek rośnie. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ) podaje, że jeszcze pięć lat temu roczna produkcja w Polsce wynosiła 155 tys., a w minionym roku już 210 tys. ton.
Perspektywiczny Wschód
— Dynamicznie, bo o kilkanaście procent rocznie, rośnie eksport. Po 11 miesiącach 2013 r. wyniósł 170 tys., podczasgdy w całym 2007 r. 90 tys. ton. Najwięcej kupili Rosjanie — 59,5 tys. ton. Sporymi odbiorcami są też Ukraińcy, Czesi, Węgrzy i Słowacy — mówi Wiesław Dzwonkowski z IERiGŻ.
Zdaniem Mariusza Dziwulskiego, analityka BGŻ, to rynek wschodni jest bardziej perspektywiczny niż zachodni.
— Rynek unijny staje się powoli nasycony. Tymczasem wzrost dochodów mieszkańców krajów WNP może sprzyjać poprawie spożycia i tym samym wspierać nasz eksport — twierdzi analityk. Wśród unijnych eksporterów jesteśmy numerem pięć. Wyprzedzają nas Belgowie i Holendrzy, którzy sprzedają za granicę po ponad 1,5 mln ton frytek, Francuzi z wynikiem 332 tys. ton i Niemcy z 267 tys. ton.
— W krajach Europy Zachodniej, np. Belgii, Francji, Holandii czy Niemczech, połowę ziemniaków jada się w formie przetworzonej, a więc głównie frytek. U nas ten udział to kilkanaście procent. Sumarycznie nasi sąsiedzi jedzą znacznie mniej ziemniaków od nas, ale 30 kg przypada u nich na przetwory, a w Polsce to 16 kg — mówi Wiesław Dzwonkowski.
Drogie ziemniaki
Wielkich zmian nad Wisłą ekspert IERiGŻ się nie spodziewa.
— Taki styl konsumpcji jest wynikiem zamożności społeczeństwa i pewnych przyzwyczajeń. W naszej kulturze ziemniak w formie nieprzetworzonej zawsze był popularny. Przeciw spożyciu frytek działa też moda na zdrowy styl życia. Ponadto spowolnienie gospodarczeosłabia wzrost siły nabywczej. Dlatego też spożycie przetworów ziemniaczanych utrzymuje się u nas od lat na podobnym poziomie, przy jednoczesnym spadku konsumpcji ziemniaków, które są zastępowane m.in. przez ryż czy kaszę — twierdzi Wiesław Dzwonkowski.
Zdaniem Mariusza Dziwulskiego, będziemy jednak doganiać wzorce zachodnioeuropejskie. Pewien ruch na krajowym rynku detalicznym dostrzega też Iglotex, jeden z czterech największych frytkowych graczy (obok Aviko, Farm Frites i McCain).
— Ożywienie to efekt m.in. nowo tworzących się kategorii na rynku frytek, jak ziemniaki w formie plasterków czy ćwiartek. Frytki do piekarnika natomiast odpowiadają na rosnący popyt na prostsze w przygotowaniuposiłki — mówi Paweł Nowakowski, dyrektor zarządzający Igloteksu. Sklepowej sprzedaży sprzyja też rozrastający się rynek gastronomiczny.
— Rośnie liczba barów szybkiej obsługi i restauracji, a co za tym idzie — również sprzedaż frytek. Polacy częściej jedzą na mieście, a później frytki chcą zjeść też w domu — twierdzi Paweł Nowakowski. Dynamikę wzrostu rynku hamują drogie ziemniaki.
— W 2012 r. ziemniaki w skupie kosztowały 0,35-0,45 gr za 1 kg, a w 2013 r. 100 proc. więcej. W efekcie wzrosły więc ceny produktów, co ogranicza poziom zakupów — mówi dyrektor zarządzający Igloteksu. Firma chwali się jednak wzrostem sprzedaży w tym czasie o 20 proc., ale nie chce ujawnić jej poziomu.