Prognozy nie całkiem nieaktualne

Roman Przasnyski
opublikowano: 2012-03-22 00:00

Przewidywania kiepskiej pierwszej połowy roku na giełdach na razie się nie sprawdzają. Wygląda na to, że większość znów nie miała racji.

Końcówka ubiegłego i początek tego roku stały pod znakiem dominacji pesymistycznych nastrojów. Pesymizm ograniczał się jednak do deklaracji i medialnych enuncjacji. Powodów do obaw nie brakowało, ale giełdowe indeksy szły w górę.

Wskaźnik we Frankfurcie od końca listopada do końca grudnia 2011 r. zyskał prawie 9 proc., a do 20 marca 2012 r. 30 proc. Podobnie było na Wall Street, gdzie zwyżka sięgała odpowiednio 8,5 i 21 proc. Okazało się, że najlepszym drogowskazem dla inwestorów jest obserwacja zachowania rynku.

Od listopada ubiegłego roku do marca bieżącego uwagę zwracały dysproporcje między czynnikami makroekonomicznymi a zachowaniem giełd w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Amerykańska gospodarka zaczynała pod koniec 2011 r. dawać oznaki powrotu do samodzielnej egzystencji i kontynuuje tę tendencję w pierwszych miesiącach 2012 r., nie dając powodów do obaw.

Mimo to, indeksy na Wall Street rosły mniej dynamicznie niż wskaźniki głównych giełd europejskich, kontynentu przeżywającego najpoważniejszy kryzys finansowy w historii Unii Europejskiej i gospodarek wchodzących w fazę zdecydowanego spowolnienia gospodarczego i zagrożenia recesją. W tym kontekście wspinaczka nowojorskich indeksów na poziomy sprzed upadku Lehman Brothers, a w przypadku Nasdaq w okolice szczytu internetowego szaleństwa sprzed 12 lat, musi budzić obawy przed co najmniej poważną spadkową korektą.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych zdaje się wychodzić z dołka, ale jednocześnie maleją nadzieje na zbawienne dla rynków finansowych dalsze luzowanie polityki pieniężnej. Wręcz przeciwnie, czynnik ten coraz bardziej będzie wpływał negatywnie na sytuację na rynkach. Grecka tragedia po długich mękach wkroczyła w fazę antraktu. Nie oznacza to jednak końca kłopotów. Niewiadomą pozostaje skala i czas trwania spowolnienia w europejskiej gospodarce. To także nie sprzyja rynkom finansowym.

Bardzo wciąż skomplikowana jest sytuacja w Chinach, trzecim kluczowym podmiocie globalnej gospodarki. Płynące stamtąd sygnały nie są optymistyczne. Kończy się cykl zaostrzania polityki pieniężnej, ale jednocześnie zaczynają być dostrzegalne skutki — hamowanie tempa wzrostu gospodarczego. Można też mieć obawy związane z konsekwencjami projektów reformowania chińskiej gospodarki, które właśnie są przyjmowane przez tamtejsze władze. Indeksy w Szanghaju znajdują się od niemal trzech lat w trendzie spadkowym — od sierpnia 2009 r. straciły już około 30 proc.

Pojawią się też nowe dylematy. Budzi się niepokój, czy po wyborach we Francji nie będzie presji na renegocjację ustaleń dotyczących europejskiego paktu fiskalnego. Unijni przywódcy, koncentrując się na wymuszaniu deklaracji przestrzegania jego zapisów na greckich politykach, za bardzo uwierzyli swoim. A to może się mocno zemścić już w najbliższej przyszłości. Nie ma więc gwarancji, że pozytywne tendencje się utrzymają.