Program Kołodki będzie powoli się rozmywał

Marek Knitter
opublikowano: 2003-05-30 00:00

Stopniowego zanikania programu sanacji finansów publicznych na rzecz przyszłorocznego budżetu obawiają się ekonomiści BRE Banku. Ich zdaniem, może to przesunąć wejście Polski do strefy euro do 2010 r.

Z przeprowadzonych wstępnych symulacji analityków BRE Banku wynika, że deficyt budżetowy w 2004 r. może sięgnąć 55,4-57,2 mld zł, czyli ponad 7 proc. PKB.

— Trudności z wypełnieniem kryterium deficytu oraz postawa samej Komisji Europejskiej sprawiają, że nasze członkostwo w unii monetarnej stanie się możliwe w latach 2009-2010, czyli 3 lata później niż deklarują przedstawiciele władz, i blisko 2 lata później niż oczekują tego rynki — uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.

Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi, jak na tego typu opóźnienie mogą zareagować inwestorzy — szczególnie zagraniczni gracze. Według głównego ekonomisty BRE Banku, istnieje możliwość uniknięcia paniki na rynkach.

— Paniki można uniknąć, ale tylko pod warunkiem, że odsunięciu w czasie przystąpienia Polski do strefy euro będzie towarzyszył program przywracania równowagi fiskalnej. Jeśli tego nie będzie, to po 2004 r. spodziewam się silnej długotrwałej korekty na rynku finansowym — dodaje Janusz Jankowiak.

Zgodnie z takim założeniem, deficyt budżetu musiałby maleć o 1,5 proc. PKB rocznie, co dawałoby szansę przyjęcia euro w latach 2009-2010.

Według ekonomistów z BRE Banku, przy „ujemnej luce popytowej” oraz wobec niskich oczekiwań inflacyjnych, przebieg polityki monetarnej wydaje się oczywisty — spodziewać się należy kolejnych redukcji stóp. Eksperci BRE Banku oczekują, że do końca roku główna stopa Narodowego Banku Polskiego może spaść do 4,5 proc.

Głównym czynnikiem wpływającym na to będzie spadająca inflacja. Według analityków BRE, do połowy roku inflacja nie przekroczy 1 proc., a na koniec 2003 r. wyniesie 1,6 proc.

Zdaniem Janusza Jankowiaka, rząd może przedstawić projekt budżetu na 2004 r., który z pewnością wywoła falę sporów i gorących dyskusji.

— Nie zdziwiłbym się, gdyby resort finansów przedstawił projekt budżetu na 2004 r. z deficytem na poziomie 40 mld zł. Jednak oznaczałoby to, że liczy na zysk z NBP za 2003 r. w kwocie co najmniej 14 mld zł. Obecni członkowie RPP raczej nie będą skłonni przyjąć takiego rozwiązania. Ich kadencja kończy się jednak na przełomie stycznia i lutego. W tej sytuacji nowy skład RPP może być bardziej skłonny do zaaprobowania tego projektu — ostrzega Janusz Jankowiak.

Możesz zainteresować się również: