Prokuratura bada, czy w PTU istniała „sieć Monkiewicza”

(Marek Druś)
opublikowano: 25-05-2006, 07:15
Obserwuj w MójPB:

Czy w PTU istniała „sieć Monkiewicza”? Tego zdania jest duży agent ubezpieczeniowy. Sprawie przyjrzy się prokuratura.

Czy w PTU istniała „sieć Monkiewicza”? Tego zdania jest duży agent ubezpieczeniowy. Sprawie przyjrzy się prokuratura.

Jan Monkiewicz, od czterech lat przewodniczący Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, sprawuje kontrolę nad blisko 70 firmami ubezpieczeniowymi i 15 towarzystwami emerytalnymi. Kojarzony z lewicą został szefem nadzoru po tym, jak rząd SLD-PSL połączył w jedną instytucję Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Prof. Monkiewicz został supernadzorcą — mimo że katowicka prokuratura była bliska postawienia zarzutów w sprawie kilkumilionowych strat, na jakie miał narazić PZU w czasach gdy był jego prezesem. Chodziło o spółkę Centralny Rejestr Pojazdów Oznakowanych, która wraz z niemiecką firmą Holodata miała stworzyć bazę danych o ubezpieczonych kierowcach. Z joint venture nic nie wyszło, a partner PZU wywiózł dane do Niemiec, żądając odszkodowania. Ostatecznie szef nadzoru uniknął procesu, choć prokuratorzy z Zamościa, którzy przejęli sprawę, wytknęli mu zaniedbania.

Szwagier na pomoc

Teraz jednak znowu może mieć do czynienia z prokuraturą. Bezpośrednim sprawcą prawdopodobnych kłopotów Jana Monkiewicza jest Ryszard M., właściciel agencji Euro Plus do 2001 r. współpracującej z Daewoo Towarzystwem Ubezpieczeniowym (obecnie Polskie Towarzystwo Ubezpieczeń). Firma Ryszarda M. zbierała składki na rzecz I oddziału TU Daewoo w Warszawie, którego dyrektorem od kilku lat jest Mirosław Fujarski (teraz także prokurent PTU), prywatnie szwagier Jana Monkiewicza. Według Ryszarda M., dyrektor Fujarski nie dość, że nie chciał wypłacić mu około 30 tys. zł należnych prowizji, to jeszcze groził mu, że „załatwi go przy pomocy szwagra”.

— Pan Fujarski nie dość, że nie chciał wypłacić mi należnych prowizji, przez co niemal nie doprowadził mojej agencji do bankructwa, to jeszcze zaczął przejmować moich pośredników. Gdy zacząłem protestować, zaczął mnie straszyć szefem nadzoru, który miał być jego szwagrem — mówi Ryszard M.

— Sprawa była bardzo poważna. Firma, której byłem współwłaścicielem, zatrudniała ponad 1000 agentów. Jeśli to, co mówił pan Fujarski, byłoby prawdą, większość z nich szybko straciłaby licencje, przez co moja firma z dnia na dzień przestałaby istnieć — dodaje Ryszard M.

Twierdzi, że kilkakrotnie w tej sprawie próbował skontaktować się z prof. Monkiewiczem. Zawsze bezskutecznie, chociaż przewodniczący KNUiFE jako kierownik urzędu centralnego ma ustawowy obowiązek spotykać się z petentami, jeśli mają jakieś skargi. Także pisma pozostawały bez odpowiedzi. Ryszard M. postanowił poskarżyć się na szefa KNUiFE premierowi i ministrowi finansów, który nadzoruje pracę urzędu nadzoru. 28 lipca 2005 r. spotkał przypadkiem Jana Monkiewicza w okolicach Nowego Światu i Ordynackiej w Warszawie, gdy miał wracać z Ministerstwa Finansów.

— W trakcie około 15-minutowej rozmowy Jan Monkiewicz, używając niecenzuralnych słów, kilkakrotnie groził, że załatwi mnie i moją rodzinę — opowiada Ryszard M.

Świadków rozmowy nie było. Sprawdziliśmy w resorcie finansów — nazwisko Jana Monkiewicza nie jest uwidocznione tego dnia w księdze wejść i wyjść. Dysponujemy też kopią pisma wiceministra finansów Wiesława Szczuki do przewodniczącego Monkiewicza, w których prosi on o odniesienie się do zarzutów stawianych przez Ryszarda M. Wczoraj mimo kilku prób nie udało się nam uzyskać komentarza szefa nadzoru.

Grupa towarzyska?

Ryszard M. twierdzi, że wcześniej podobne groźby kierował w stosunku do niego dyrektor Fujarski.

— Brak mi słów. Zaległe prowizje — około 6 tys. zł — zapłaciliśmy z odsetkami. Problemy z panem M. zaczęły się po tym, jak wystąpiłem na drogę cywilną przeciw niemu za to, że zaczął mnie oczerniać — mówi Mirosław Fujarski.

Rozmowę ostrzegawczą miał przeprowadzić z M. także jego zastępca Henryk Czapka. Powodem miały być nie tylko zaległe prowizje, ale też prywatne śledztwo, jakie na własny użytek przeprowadził Ryszard M. Dowodzi, że odkrył, iż PTU zostało przejęte przez patologiczną grupę rodzinno-finansową pod sprawczym kierownictwem Jana Monkiewicza. Oprócz szefa nadzoru miałoby należeć do niej kilku byłych ministrów (patrz schemat), obecny zarząd PTU oraz Jan Sęk, były senator PSL, który miał dopomóc w umorzeniu śledztwa przeciwko Monkiewiczowi przez prokuraturę w Zamościu, za co miał dostać posadę w lubelskim oddziale PTU.

— Współpracę zaproponowała mi Grażyna Brocka, prezes PTU, po tym, jak wróciłem z Warszawy do Lublina. Miałem zajmować się reklamą i sponsoringiem. Wynagrodzenie było niewielkie, więc zrezygnowałem szybko z tej posady — mówi Jan Sęk.

Nie wyklucza, że prezes Brocka mogła rozmawiać z nim o problemach Jana Monkiewicza z prokuraturą, ale nie pamięta tego dokładnie. Grażyna Brocka, nie chciała wczoraj z nami rozmawiać.

Czekanie na PiS

Zebrawszy materiały w połowie marca 2006 r. Ryszard M. zawiadomił o możliwym popełnieniu przestępstwa przez tę grupę odpowiednie władze. Lista zarzutów jest bardzo długa, podobnie jak adresatów. Ryszard M. napisał m.in. do prokuratora generalnego, ministra spraw wewnętrznych, szefów policji, ABW i CBŚ, NIK oraz kandydata na szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego: Mariusza Kamińskiego. Dlaczego Ryszard M. zdecydował się na ten ruch tak późno?

— Przed zmianą władzy nie miało to sensu. Znając powiązania szefa KNUiFE, sądzę, że postępowania zostałyby umorzone — uzasadnia.

Sprawdziliśmy. Sprawą, badając różne wątki, zajmowały się początkowo aż trzy prokuratury: okręgowa w Olsztynie oraz dwie rejonowe: Warszawa-Mokotów oraz Warszawa-Wola. Teraz nad całością mają czuwać śledczy z tej ostatniej.

— Dokumenty wpłynęły 18 maja. Postępowanie jest na etapie czynności sprawdzających — mówi Maciej Kujawski, rzecznik prokuratury.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Polecane