Federacja Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych jest niezadowolona z polityki gospodarowania państwową ziemią rolną. Grudniowa nowelizacja ustawy o gospodarowaniu własnością rolną skarbu państwa przewiduje, że dysponująca rolą Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR) będzie mogła wypowiedzieć rolnikom, którzy gospodarują na ponad 429 hektarach, umowy na 30 proc. dzierżawionej ziemi, by przeznaczyć ją na sprzedaż.
— Rozumiemy potrzebę stopniowego sprzedawania państwowych gruntów, ale odbieranie dobrze zagospodarowanej ziemi, podczas gdy w zasobie jest mnóstwo zaniedbanej, której nikt nie wykorzystuje, jest działaniem nieprzemyślanym. Tym bardziej że ideą tej ustawy miało być wzmacnianie rodzinnych gospodarstw, a w rzeczywistości odbiera się je dużym i sprzedaje także dużym — mówi Leszek Dereziński, prezes federacji.
Według niego, regulacje dotkną około 600-630 największych dzierżawców i dadzą państwu możliwość sprzedaży dodatkowych 150 tys. ha ziemi. Na koniec ubiegłego roku ANR miała około 1,96 mln ha, z czego 75 proc. w dzierżawie. Zawiadomienia o zmianach zasad dzierżawy już zostały wysłane. Do sprzedaży jednak działki trafią dopiero w przyszłym roku. Wcześniej trzeba zrobić wyceny, podziały geodezyjne i przygotować przetargi. W kwietniu federacja złożyła w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o zbadanie konstytucyjności przepisów dotyczących wycofania z dzierżawy 30 proc. największych areałów i wyłączenia z tej zasady podmiotów kontrolowanych przez skarb państwa. Sędziowie na razie nie wypowiedzieli się w tej sprawie. Działania ANR od kilku lat są skoncentrowane na sprzedaży państwowych gruntów. W ubiegłym roku sprywatyzowała 125 tys. ha, dwa poprzednie lata skończyła z wynikami po ok. 100 tys. ha.
— W 2012 r. przygotowaliśmy do sprzedaży ok. 200 tys. ha gruntów. Dotychczasowe wyniki pozwalają przypuszczać, że sprzedaż wyniesie sporo ponad 100 tys. ha. To pozwoli bez przeszkód zrealizować plan finansowy na 2012 r., który zakłada odprowadzenie do kasy państwa 1,767 mld zł — mówi Grażyna Kapelko z ANR.