Związki zawodowe PG Silesia, jednej z trzech funkcjonujących w Polsce prywatnych kopalni węgla kamiennego, spróbowały wziąć sprawy w swoje ręce. Ich przedstawiciele pojechali w zeszłym tygodniu do Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energii, by prosić go o przychylność dla swojego właściciela, czyli czeskiego koncernu EPH (Energeticky a prumyslovy holding).



— Wiemy, że nasz właściciel stara się o przejęcie elektrowni Rybnik, i wiemy, że taki zamiar wymaga przychylności ministra energii. Przedstawiliśmy mu konsekwencje ewentualnego braku zgody na przejęcie, bo w takim wypadku pojawi się ryzyko, że nasza kopalnia zostanie zlikwidowana — mówi Zdzisław Pyka, wiceszef Solidarności w PG Silesia.
Czeski symbol efektywności
Związkowiec nie przesadza. W minionym roku polska energetyka została gruntownie przemodelowana po to, by państwowe grupy energetyczne wzięły pod swoje skrzydła bankrutujące kopalnie węgla kamiennego. W ten sposób Polska Grupa Górnicza (dawna Kompania Węglowa) trafiła pod skrzydła PGE, Energi i PGNiG Termiki, a Katowicki Holding Weglowy dostanie wkrótce wsparcie Enei. Rok wcześniej Enea przejęła prywatną Bogdankę (ta lubelska kopalnia akurat miała zyski). W efekcie każda kopalnia, która należy do skarbu państwa, jest dziś powiązana z rynkiem zbytu, czyli z elektrowniami. Elektrownie wolą więc kupować od „swoich”. Poza tą układanką pozostały jednak trzy prywatne rodzynki — PG Silesia z Czechowic-Dziedzic. Siltech z Zabrza i Eko-Plus z Bytomia. Rodzynkom nie jest łatwo. PG Silesia postanowiła zawalczyć o to, by stać się częścią układanki. Stanęła do rywalizacji o przejęcie elektrowni Rybnik, sprzedawanej przez francuski koncern EDF, a także o elektrownię Połaniec, sprzedawaną przez Engie. Problem w tym, że obie elektrownie zostały wpisane na listę firm strategicznych, a to oznacza, że minister energii ma prawo wyrażenia sprzeciwu wobec ewentualnego nabywcy. Drugim problemem jest to, że apetyt na Rybnik ma też konsorcjum państwowych firm energetycznych, które złożyło EDFowi wstępną ofertę. Na Połaniec zakusy ma natomiast Enea. To oznacza, że nie można wykluczyć sprzeciwu ministra wobec EPH.
— Wtedy będzie nam ciężko — przyznaje w rozmowie z „PB” osoba związana z EPH. Gdyby obawy związkowców się ziściły i kopalnia została zlikwidowana, pracę straciłoby 1700 osób, a do tego 400 osób współpracujących z PG Silesia. Ponadto byłby to upadek kopalni uchodzącej za najlepiej zarządzany zakład w Polsce, pracujący całą dobę i cały tydzień, wydobywający 1,8-2 mln ton rocznie przy koszcie nieco ponad 200 zł na tonę (w PGG jest to ponad 250 zł na tonę), a wszystko w atmosferze współpracy ze związkami. — Prawie sześć lat temu Czesi uratowali kopalnię przed zamknięciem i zainwestowali w nią ponad 1 mld zł — przypomina Zdzisław Pyka z Solidarności.
Siltech na „zero”
W nieco lepszej sytuacji jest Siltech, zatrudniający 150 osób. Jego właściciel Jan Chojnacki przekonuje, że śpi spokojnie, ale to dlatego, że tuż obok ma elektrownię fińskiego koncernu Fortum, w Bytomiu. Klient stabilny, nie ma własnej kopalni.
— Poza tym nasza produkcja to tylko 200 tys. ton rocznie, a węgiel jest dobrej jakości, wysokokaloryczny. Musimy to sprzedać, żeby na siebie zarobić. Jesteśmy prywatni, państwo nam na pewno nie pomoże — mówi Jan Chojnacki. Na trudnym rynku Siltech osiągnął w zeszłym roku niewielki zysk, a w tym roku wyjdzie prawdopodobnie na zero. Dla porównania — zeszłoroczna strata netto polskiego górnictwa węgla kamiennego sięgnęła 1,9 mld zł. Z Eko-Plus nie udało nam się porozmawiać.
Przyszłość w eksporcie
Miejsca w krajowej układance energetycznej szukać będą też ci, którzy dopiero myślą o uruchomieniu prywatnej kopalni. Ich sposobem będzie jednak eksport. — Budowanie elektrowni obok kopalni to mądra decyzja. Kiedy byłem prezesem Bogdanki, myślałem nawet o przejęciu od Enei elektrowni Kozienice — wspomina Mirosław Taras, który dziś pracuje dla australijskiej firmy Prairie Mining, która planuje budowę kopalni nieopodal Bogdanki. Australijczycy zamierzają jednak zainwestować w technologię i wydobywać węgiel na tyle tanio, by konkurować nim za granicą. Podobne plany ma Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki, a dziś prezes niemieckiej Silesian Coal, która chce zbudować kopalnię w Orzeszu. — Nasz plan opiera się wyłącznie na eksporcie, bo w kraju nie widzimy dla siebie żadnych perspektyw. Nasz właściciel planuje sprzedawać ten węgiel w Niemczech — mówi Jerzy Markowski. Prairie Mining myśli zaś o regionie. W marcu firma oszacowała, że po 2020 r. popyt na węgiel w Polsce, Niemczech i w Czechach będzie przekraczał 100 mln ton rocznie, a produkcja — tylko 52 mln ton rocznie. Taka luka może dać zarobić, bo ceny — według Prairie — wzrosną do 75 USD za tonę [dziś ok. 70 USD za tonę — red.].
1,9 mld zł Tyle sięgnęła zeszłoroczna strata netto polskiego górnictwa węgla kamiennego. W przeliczeniu na tonę węgla było to średnio 26,81 zł średniej straty.
5,74 mln ton Tyle wyniósł stan zapasów węgla kamiennego w sierpniu 2016 r. Rok temu było to 7,35 mln ton.