Na rynku medycznym konkurencja ma coraz większy zasięg. O klientów komercyjnych zaczynają walczyć placówki publiczne, co nie podoba się prywatnym jednostkom.
— Szpitale publiczne stosują dumpingowe ceny. Mogą to robić, ponieważ mają dostęp do dodatkowych źródeł finansowania. Oprócz kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) bardzo często otrzymują sprzęt medyczny, czy to z Ministerstwa Zdrowia, czy od samorządu. Otrzymując za darmo, nie muszą więc się martwić zwrotem z inwestycji — tłumaczy Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych. Potwierdza to Adam Rozwadowski, prezes sieci medycznej Enel-Med. Zwraca uwagę na kolejny problem.
— Nie płacą podatku od tych usług. Jeśli działamy na tym samym rynku, powinniśmy mieć równe szanse — uważa Adam Rozwadowski. Problem nie dotyczy tylko szpitali publicznych, ale również przekształconych w spółki. — Jeśli nadal należą do samorządu, to mają dostęp do publicznych pieniędzy, których nie muszą zwracać — przekonuje Andrzej Sokołowski.
Marek Wójcik, zastępca sekretarza generalnego w Związku Powiatów Polskich, ripostuje. — Od kilku lat pracujemy nad tym, aby szpitale publiczne miały taki sam dostęp do finansowania jak szpitale prywatne. Nie mają żadnych preferencji — przekonuje Marek Wójcik. W grę wchodzi jednak łamanie prawa przez placówki publiczne.
— Zgodnie z ostatnią interpretacją resortu zdrowia, szpitale publiczne nie mogą świadczyć odpłatnie usług, na które mają podpisany kontrakt z NFZ, chyba że osobie nieubezpieczonej. A takich jest niewiele — zastrzega Adam Rozwadowski. Problem w tym, że nie ma jednej interpretacji. I tak Centralny Szpital Kliniczny MSWiA powołuje się na taką, która pozwala na świadczenie usług odpłatnie. — W opinii prawników nie łamiemy prawa. Wypracowane zyski możemy przeznaczyć jedynie na dalszy rozwój placówki — informuje Jarosław Buczek, rzecznik warszawskiego szpitala klinicznego MSWiA, który w ofercie ma abonamenty dla firm.
Marek Wójcik potwierdza, że głównym winowajcą, jest wadliwo prawo.
— Przepisy są tak nieprzejrzyste, że każda placówka będzie mogła udowodnić, iż nie narusza prawa. Dziwię się całemu zamieszaniu, ponieważ placówki publiczne nie stanowią poważnej konkurencji dla prywatnych przedsiębiorców. Przychody z części komercyjnej w przeciętnym SPZOZ [Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej — red.] stanowią 1,5- 2 proc. obrotów — mówi Marek Wójcik. Choć skala jest niewielka, liczne placówki omijają przepisy i świadczą tego typu usługi.
Np. na tomografię możemy się zapisać w SPZOZ w Mławie, Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie czy Szpitalu Powiatowym w Zakopanem. Według Marka Wójcika, od szpitali wymaga się rzeczy niemożliwych. — Zarzuca się im, że nie wykorzystują potencjału, ale od godz. 13 sale stoją puste. Jeśli zaczynają to zmieniać, to również są piętnowane — uważa Marek Wójcik. Opinii Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie nie udało się nam uzyskać.
OKIEM EKSPERTA
Zarzuty bez sensu
MAREK BALICKI
były minister zdrowia
Zarzuty szpitali prywatnych są bezpodstawne i zbyt ogólne. Z jednej strony zarzucają placówkom publicznym niską jakość, a z drugiej traktują je jako konkurencję, z którą trzeba walczyć. Warto dodać, że część usług szpitale publiczne mogą świadczyć odpłatnie, np. badania ambulatoryjne. Jeśli więc pacjent chce się leczyć prywatnie, badanie tomografii może przeprowadzić w publicznym zakładzie. Nie zgadzam się również z tym, że placówki publiczne świadczą pewne usługi poniżej kosztów. Gdyby tak było, nie zlecałyby prywatnym przedsiębiorcom części usług diagnostycznych.
OKIEM EKSPERTA
W labiryncie przepisów
PROF. MICHAŁ KULESZA
partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka
Główną przyczyną zamieszania na rynku medycznym jest stan prawny. Przepisy dotyczące szpitali publicznych są niejasne i placówki same nie wiedzą, czy mogą świadczyć pewne usługi odpłatnie, czy też nie. Problem rodzi się głównie na tle nieostrych i niejasnych uregulowań dotyczących koszyka świadczeń gwarantowanych, finansowanych ze środków publicznych. Ale należy też zauważyć, że na mocy wyraźnego przepisu ustawy o działalności leczniczej samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej nie jest „przedsiębiorcą”, lecz podmiotem wykonującym zadanie publiczne — świadczącym usługi publiczne. Tak samo swego czasu orzekł Trybunał Konstytucyjny. Osobiście uważam, że jeśli pacjent będzie chciał zapłacić za usługę zdrowotną (tym samym rezygnując z bezpłatnego dostępu do świadczenia finansowanego ze środków publicznych), powinien mieć prawo wybrać szpital prywatny, jak i publiczny. W konsekwencji, w tym obszarze (rynkowym) pozycja placówek prywatnych i publicznych powinna zostać zrównana.