Zdaniem dr Zagłady, pokutuje mit, że prywatni wierzyciele zaakceptowali znaczne straty w związku z restrukturyzacją greckiego długu, a instytucjonalni ich nie poniosą.
- Zadłużenie wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego tradycyjnie ma pierwszeństwo, ale obligacje znajdujące się w posiadaniu Europejskiego Banku Centralnego i innych banków centralnych strefy euro również nie podlegają wymianie, tak samo jak fundusze pochodzące z funduszu pomocowego eurolandu o tym samym statusie jak obligacje znajdujące się w rękach prywatnych – napisał Roubini w swoim artykule dla „Financial Times”.
Uważa on, że w takiej sytuacji prywatni wierzyciele, którzy wzięli udział w restrukturyzacji długu Grecji znajdują się w zdecydowanie lepszej sytuacji, ponieważ większość strat, również tych przyszłych, została scedowana na wierzycieli instytucjonalnych.
- Nawet przy zaangażowaniu sektora prywatnego, grecki dług publiczny będzie na poziomie 140 proc. PKB; w najlepszym wypadku do 2020 r. spadnie do 120 proc., a może dojść do 160 proc. PKB. Dlaczego? Ponieważ redukcja długu znajdującego się w prywatnych rękach o 110 mld EUR, oznacza wzrost greckiego długu o 130 mld EUR u wierzycieli instytucjonalnych - przekonuje.
Znaczna część tej kwoty jest przeznaczona na wykupienie prywatnych wierzycieli – 30 mld EUR zostanie przeznaczone na emisję nowych obligacji, których wartość będzie bardziej realna.
