Eksperymentalna
forma walki
z bezrobociem
nie przynosi efektów
— twierdzi resort pracy
"Prywatyzacja" urzędów pracy idzie jak po grudzie. Rząd się nie poddaje — ma nową propozycję dla agencji zatrudnienia.
Minęła połowa gdańskiego eksperymentu w walce z bezrobociem. Od listopada 2010 r. prowadzony jest pilotażowy półtoraroczny projekt przekazania części zadań publicznych urzędów pracy do prywatnych agencji zatrudnienia. Wyłoniona w przetargu firma Randstad objęła pieczę nad grupą 300 bezrobotnych — ma znaleźć im trwałe zatrudnienie. Niestety na półmetku efekty są mizerne.
— Wyniki rozczarowują. Skuteczność prywatnej agencji zatrudnienia w aktywizowaniu powierzonych jej bezrobotnych jest niska — mówi Bożena Diaby, rzeczniczka Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS).
Na trudny front
Resort nie ujawnia na razie żadnych danych, jednak Randstad potwierdza, że zadanie jest trudniejsze, niż zakładał.
— Aktywizacja bezrobotnych rzeczywiście okazała się dużym wyzwaniem. Ogromną barierą okazuje się mentalność dużej części bezrobotnych, ich niski poziom motywacji do podjęcia pracy. W wielu przypadkach potrzebne jest nie doradztwo zawodowe, ale praca z psychologiem, który przekona te osoby, że warto zmienić styl życia i wytrwać w rutynie codziennej pracy — tłumaczy Katarzyna Gurszyńska z Randstad.
Agencje pracy z takimi bezrobotnymi z wyboru zwykle nie mają kontaktu. Zazwyczaj trafiają tam ludzie, którzy chcą znaleźć pracę.
Resort pracy nie zraża się jednak słabymi wynikami eksperymentu.
— Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale podtrzymujemy stanowisko, że przekażemy część zadań do prywatnych instytucji — mówi Bożena Diaby.
MPiPS chce jednak zawęzić grupę oddawanych bezrobotnych. Prawdopodobnie pozwoli agencjom zatrudnienia wykazać się na najtrudniejszym odcinku, czyli aktywizacji zawodowej osób długotrwale bezrobotnych.
— Z tą grupą urzędy pracy mają największy problem, dlatego właśnie w aktywizacji tych osób wprowadzane będą zmiany — mówi Bożena Diaby.
Na koniec pierwszego kwartału 2011 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było 521 tys. osób, które bezskutecznie poszukują zatrudnienia przynajmniej od roku. To przede wszystkim osoby bez kwalifikacji zawodowych oraz te, które wcale nie zamierzają podjąć pracy, a rejestrują się jako bezrobotne tylko dla ubezpieczenia społecznego.
Za darmo
Propozycję resortu pracy popierają pracodawcy PKPP Lewiatan. W opracowanych rekomendacjach zalecają rządowi segmentację klientów urzędów pracy i przekazanie "trudnych" bezrobotnych sektorowi prywatnemu. Lewiatan przekonuje, że każde przekazanie prywatnym agencjom części zadań publicznych urzędów to krok w dobrą stronę.
— Przepisy już na to pozwalają. Nie trzeba wprowadzać żadnych nowelizacji ustaw, wystarczy zwykła wola rządu — mówi Jacek Męcina, ekspert PKPP Lewiatan.
Zmiany miałyby nie obciążać budżetu państwa ani Funduszu Pracy. Byłyby finansowane z obecnej puli przeznaczonej na aktywizację zawodową. Prywatne agencje byłyby wynagradzane w systemie prowizyjnym. Dostawałyby pieniądze z dwóch tytułów: za każdego bezrobotnego, który podjął pracę, i każdego bezrobotnego, który utrzymał zatrudnienie przez określony czas.
— To znacznie poprawiłoby efektywność wykorzystywania pieniędzy publicznych przeznaczanych na walkę z bezrobociem. Rząd płaciłby za faktyczne, skuteczne wprowadzenie bezrobotnego na rynek pracy — przekonuje Jacek Męcina.
Bierność zawodowa to poważny problem polskiej gospodarki. Choć co roku rząd przeznacza na walkę z bezrobociem kilkanaście miliardów złotych, wskaźnik aktywności zawodowej niemal stoi w miejscu i nadal jest jednym z najniższych w UE. Na koniec pierwszego kwartału 2011 r. aż 44,4 proc. Polaków w wieku produkcyjnym nie pracowało i nie poszukiwało pracy.
W ręce specjalistów
Wiele agencji nie chce jednak brać udziału w projekcie, jeśli miałyby dostać tylko "trudnych" bezrobotnych. Randstad podchodzi z rezerwą do takiego przedsięwzięcia. Podobnie Start People — agencja, która również stanęła do przetargu w Gdańsku.
— Aktywizowanie długotrwale bezrobotnych to zadanie niełatwe. Wymaga ogromnego wysiłku, a szanse powodzenia są trudne do oszacowania. Takie osoby często traktują bezrobocie jako model życia. Przekazanie ich z jednej instytucji do drugiej nie rozwiąże problemu — mówi Marek Jurkiewicz, prezes Start People.
Na rynku są jednak również firmy, które specjalizują się właśnie w aktywizacji najbardziej zatwardziałych bezrobotnych, np. Ingeus czy Reed in Partnership. To na razie niewielki rynek, ale jeśli zmiany zostałyby wprowadzone, mógłby się rozwinąć.
— Aktywizacja zawodowa długotrwale bezrobotnych wymaga zupełnie innego podejścia niż standardowe działania agencji zatrudnienia w zakresie pośrednictwa pracy. My mamy wypracowane narzędzia, korzystamy z wieloletnich doświadczeń zdobytych w innych krajach, gdzie model publiczno-prywatny został już wprowadzony — przekonuje Anna Karaszewska, dyrektor zarządzająca Ingeus.
Okiem eksperta
Jak mieszać ludziom w głowach
Leszek Mellibruda, psycholog biznesu
Aktywizowanie osób długotrwale bezrobotnych to zadanie niezwykle trudne, a w wielu przypadkach niemal niewykonalne. Wymaga bowiem nakłonienia ludzi do kompletnej zmiany sposobu życia. Problemów jest wiele. Po pierwsze, nakłanianie takich osób do pracy to często ingerowanie w szarą strefę — wielu bezrobotnych pracuje na czarno, a do urzędów pracy przychodzi dla odhaczenia formalności. Po drugie, zasiłek traktowany jest często jako najlepszy sposób na życie, zgodnie z zasadą: jak najmniej pracować, a jak najwięcej zarabiać. Ten model ciągle ma w Polsce przyzwolenie społeczne. Od wartości pracy bardziej cenimy źle pojmowaną wartość pomocy biednym, nawet jeśli ta pomoc jest zwykłym wyłudzeniem. Dlatego w walce z długotrwałym bezrobociem szanse powodzenia mają tylko innowacyjne rozwiązania, odmienne od standardów urzędów pracy i agencji zatrudnienia. Ważna jest np. praca nie tylko z bezrobotnym, ale też z jego środowiskiem rodzinnym i lokalnym. Aktywizacja długotrwale bezrobotnych to zupełnie inna dyscyplina niż zwykłe pośrednictwo pracy.