W Sejmie rozpoczęła się kolejna już debata, temat powraca jak bumerang, nad nierozwiązywalnym, jak dotąd, problemem: jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Do tej wielce frapującej dyskusji dorzucono jeszcze wątek, czy obecny rząd ma w ogóle „moralne prawo” dobierać się do tego ciastka. Do tej wielce pouczającej dyskusji doszło przy okazji uchwały „W sprawie prywatyzacji w 2005 r. przedsiębiorstw, których dotyczy uchwała Sejmu RP z dnia 10 września 2004 r.”.
Według pierwotnego projektu uchwały, Sejm aprobuje dalszą prywatyzację PZU (pod warunkiem przeprowadzenia jej po zakończeniu prac komisji śledczej) oraz założenia prywatyzacji Enei (pod warunkiem zachowania przez SP co najmniej 51 proc. udziałów), PGNiG (pod warunkiem zachowania przez SP co najmniej 51 proc. udziałów), Lotosu (pod warunkiem przedstawienia założeń funkcjonowania polskiego sektora paliwowego), GPW, zakładów wielkiej syntezy chemicznej i Katowickiego Holdingu Węglowego (pod warunkiem zbycia akcji w drodze publicznej).
To były jednak tylko pobożne życzenia rządu. W trakcie dyskusji okazało się bowiem, że większość klubów jest przeciwna planom prywatyzacji PGNiG, posłowie LPR i Samoobrony apelowali o całkowite zaprzestanie prywatyzacji, jeszcze chwila, na szczęście dyskusja została przerwana, pojawiłyby się głosy o renacjonalizację. Niezależnie od płynących z Wiejskiej głosów, renacjonalizacja, realizowana na przykład w specyficzny sposób przez prezydenta Putina i niezawodnego Łukaszenkę, wydaje się niektórym naszym posłom znacznie bliższa niż sądzimy.
Debata zdominowana została przez gazownictwo, a ciągle niezdefiniowane, w związku z czym przez każdego mówcę inaczej rozumiane, „bezpieczeństwo energetyczne” zostało odmienione przez wszystkie możliwe i niemożliwe przypadki. Poza bezpieczeństwem dominowała dywersyfikacja dostaw gazu dla Polski i straszenie Gazpromem, jak czarnym ludem, który już, jakoby, szykuje się do objęcia istotnych pakietów w PGNiG. Do demagogii w wykonaniu niektórych posłów zgrabnie dostosowali się wiceministrowie skarbu, którzy nagle nasze bezpieczeństwo energetyczne postanowili oprzeć na... krajowych zasobach gazu. Trzeba tylko ich poszukać, ale — podobno — jest go bardzo dużo.
Niezwykle malownicza debata nad tą uchwałą ma jeszcze jeden zacny walor, że... nic nie znaczy. Bo czy uchwała będzie, czy jej nie będzie, rząd i tak zrobi, co będzie uważał za stosowne. Tym bardziej że — jak przestrzegał poseł Wrzodak — i tak, i tak „całą prywatyzację będzie badała w przyszłym Sejmie komisja śledcza”.