Prywatyzacja walki z bezrobociem

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 17-02-2014, 00:00

Przed firmami otwiera się nowy rynek: zlecenia od urzędów pracy. Na razie rząd skąpi pieniędzy, ale kiedyś do wzięcia mogą być miliardy

Urzędy pracy w najbliższych miesiącach czeka największa rewolucja od początków transformacji. Reforma, którą przygotowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, jest już po uzgodnieniach specjalnej podkomisji sejmowej i jeśli nie będzie niespodzianek, nowe przepisy zostaną uchwalone w marcu lub kwietniu.

Ważną częścią reformy jest pomysł włączenia do publicznego systemu walki z bezrobociem podmiotów komercyjnych, czyli prywatnych agencji zatrudnienia. Urzędy pracy będą mogły zlecać im aktywizację części bezrobotnych, których mają pod opieką. Wynagrodzenie prywatnych agencji będzie zależało od tego, ile osób uda im się trwale przywrócić na rynek pracy — im większa skuteczność, tym większy zarobek. W drugim półroczu powinny być ogłoszone pierwsze przetargi na wybór prywatnych pośredniaków.

Tort do pokrojenia

Reforma oznacza, że przed firmami działającymi w Polsce otwiera się zupełnie nowy rynek. Dotychczas prywatne agencje mogły wchodzić w partnerstwo z urzędami pracy, ale skala tego zjawiska była niewielka. Nowe przepisy mają szeroko otworzyć drzwi państwowego systemu pośrednictwa pracy dla prywatnych firm.

— To jest bardzo ważna reforma. Urzędy pracy same przyznają, że nie są w stanie skutecznie aktywizować części bezrobotnych — tych najdłużej pozostających bez pracy, z niskimi kwalifikacjami zawodowymi lub silnym stopniem niepełnosprawności. Aby przywrócić takie osoby na rynek pracy, niezbędne jest nie tylko pośrednictwo, ale też — a może przede wszystkim — dobrze dobrane doradztwo zawodowe.

Potrzebna jest czasem współpraca np. z psychologiem, specjalistą od wizerunku czy uzależnień. Prywatne agencje są w stanie zapewnić bezrobotnemu taką opiekę — mówi Ewa Misiak z Work Service, jednej z największych polskich agencji zatrudnienia.

System powinien się opłacić również podatnikom. Według wyliczeń KPMG, koszt jednego bezrobotnego dla budżetu państwa to 12,9 tys. zł (patrz wykres obok), tymczasem za jednego zaktywizowanego urzędy pracy mają płacić wykonawcom trzykrotność średniego wynagrodzenia w kraju (obecnie 11,5 tys. zł). Czyli inwestycja zacznie się spłacać w drugim roku pracy byłego bezrobotnego.

Pierwotny sens reformy był taki: skoro efektywność urzędów pracy jest niewielka, więc przekażmy 10-20 proc. pieniędzy z Funduszu Pracy na usługi prywatnych agencji. Niestety, wydaje się, że ministerstwo na razie wycofało się z tak daleko idącego rozwiązania.

Skromne początki

Problem w tym, że rynek będzie rozkręcał się bardzo powoli. Resort pracy na wynagrodzenia dla prywatnych agencji zaplanował na 2014 r. zaledwie 60 mln zł z Funduszu Pracy, co oznacza, że pomoc uzyskałoby zaledwie 5 tys. bezrobotnych. Zarobki dla agencji byłyby więc bardzo niewielkie. Agencje mają nadzieję, że w kolejnych latach, kiedy system się sprawdzi, kwota ta znacząco wzrośnie i za kilka lat będzie liczona nawet w miliardach złotych.

— Pierwotny sens reformy był taki, że skoro efektywność urzędów pracy jest niewielka, to przekażmy istotną część, np. 10-20 proc. pieniędzy z Funduszu Pracy na usługi prywatnych agencji. Niestety, zabrakłowoli politycznej i wydaje się, że ministerstwo na razie wycofało się z tak daleko idącego rozwiązania. Możliwe więc, że zamiast prawdziwej, szerokiej reformy, będziemy mieli tylko jej namiastkę — mówi proszący o anonimowość szef jednej z agencji. Formalnie głównymi rozgrywającymi w nowym systemie będą marszałkowie województw.

To oni, a nie poszczególne urzędy pracy, będą ogłaszali przetargi na zlecanie usług prywatnym agencjom. Urzędy marszałkowskie wybiorą, które urzędy pracy oddadzą komercyjnym partnerom część swoich bezrobotnych (np. w powiatach, gdzie problem bezrobocia jest największy) i jakie cele będą stawiane agencjom pracy (np. że przynajmniej 30 proc. bezrobotnych ma znaleźć pracę i utrzymać ją minimum przez pół roku).

— Te szczegóły są bardzo ważne. Dopiero na ich podstawie można będzie robić jakieś obliczenia, na ile takie zlecenie będzie atrakcyjne biznesowo, czyli jak duże nakłady agencja będzie musiała ponieść oraz jakie mogą być przychody — mówi Tomasz Walenczak, dyrektor operacyjny w agencji zatrudnienia Manpower.

Gotowi do startu

Dlatego prywatne podmioty z różnym zainteresowaniem podchodzą do propozycji zawartych w ministerialnej reformie. Brytyjska firma Ingeus otwarcie deklaruje, że stanie do przetargów.

— Jesteśmy bardzo zainteresowani tymi propozycjami, czekaliśmy na takie zmiany od lat. Specjalizujemy się właśnie w aktywizowaniu osób długotrwale bezrobotnych, również na zlecenie publicznych służb zatrudnienia. Tylko w 2013 r. w różnych krajach przywróciliśmy trwale do pracy 68 tys. bezrobotnych. Dlatego chcemy te doświadczenia jak najszerzej wykorzystać w Polsce — mówi Anna Karaszewska, dyrektor zarządzająca Ingeusa w Polsce. Odważnie na nowy rynek chce wejść też grupa Work Service. Powołuje do życia nowy podmiot — Krajowe Centrum Pracy, którego zadaniem będzie właśnie świadczenie usług na rzecz publicznych urzędów.

— Można powiedzieć, że jesteśmy już gotowi do przyjęcia takich zleceń. Jako Work Service mamy dostęp do ogromnej bazy wolnych miejsc pracy, więc właściwie z miejsca możemy rozpocząć aktywizację bezrobotnych — mówi Ewa Misiak. Inne agencje zatrudnienia, np. holenderski Randstad, podchodzą jednak do reformy z dużą rezerwą. Podkreślają, że przy proponowanych regulacjach aktywizacja długotrwale bezrobotnych to ryzykowny biznes, bo nie wiadomo np., jaką grupę dostanie się pod opiekę.

— Finalny kształt proponowanych zmian nie daje pełnego wyobrażenia o tym, z jakimi warunkami przystąpienia do projektów będziemy mieli do czynienia. Wiele decyzji będzie zapadało już na poziomie konkretnych projektów. Trudno więc dziś o jednoznaczną deklarację, czy staniemy do przetargów, czy nie — mówi Katarzyna Gurszyńska z Randstad.

Co ciekawe, grupa firm wyspecjalizowanych w aktywizacji bezrobotnych kilka lat temu otworzyła w Polsce oddziały, licząc że wkrótce reforma wejdzie w życie. Rząd pracował jednak nad otwarciem rynku tak długo, że wycofały się z naszego kraju z powodu braku zleceń. Prawdopodobnie firmy te będą jednak obserwować nasz rynek i jeśli system prywatnych pośredniaków się przyjmie, wrócą do gry.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu