Nastroje na rynkach pogarszają się w szybkim tempie. Skala przeceny w niektórych przypadkach robi się coraz bardziej poważna. Wtorkowy mocny spadek na Wall Street przez sporą część dnia nie robił na europejskich parkietach zbyt dużego wrażenia, jednak im bliżej zakończenia handlu, tym sytuacja stawała się coraz gorsza. Na pierwszym planie znów znalazły się kłopoty kolejnego kraju z grupy PIIGS. Tym razem agencja Moody’s ostrzegła przed możliwością obniżenia ratingu Portugalii. Dobre dane zza oceanu nie robiły na nikim wrażenia. O ile warszawski parkiet uniknął roli "czerwonej latarni", to nie udało się to naszej walucie, która momentami traciła wobec dolara ponad 4 proc.
Po wtorkowych silnych spadkach wczorajsza sesja na naszym parkiecie zaczęła się w niezbyt dobrych nastrojach. Wielkiej nerwowości nie było jednak widać. Indeks największych spółek tracił na otwarciu 0,25 proc. Po pogłębieniu spadków w trakcie pierwszej godziny handlu, kupujący wzięli się do roboty doprowadzając około południa do niemal całkowitego zniwelowania strat. Na dłużej sił bykom jednak nie wystarczyło, a złe nastroje na giełdach europejskich i napływające nadal niepokojące informacje, jak chociażby o możliwości obniżenia ratingu Portugalii, nie dały żadnych szans na poprawę sytuacji. Początkowo na niewielkich plusach trzymały się walory Pekao i PKO. Nie najgorzej radziły sobie akcje TP i PKN Orlen. Im bliżej zakończenia sesji, tym sytuacja była gorsza. Tuż przed rozpoczęciem handlu na Wall Street nasz wskaźnik największych spółek tracił już ponad 2 proc., a pozostałe indeksy w niczym mu nie ustępowały. Akcje KGHM zniżkowały wówczas ponad 5 proc., przy obrotach przekraczających 310 mln zł. Dopiero zryw w ostatnich minutach sesji doprowadził do ograniczenia przeceny głównych wskaźników. Ostatecznie WIG20 stracił 1,6 proc. Wartość obrotów na rynku akcji sięgnęła niemal 2 mld zł i była najwyższa od trzech tygodni.
Jeszcze we wtorek część komentatorów zżymała się na tych, którzy do spadków podchodzili zbyt emocjonalnie. Wczorajsza kontynuacja przeceny przy rosnących wyraźnie obrotach nie pozostawia złudzeń co do tego, że sytuacja zrobiła się poważna. Dwudniowa przecena, sięgająca w przypadku indeksu największych spółek ponad 130 punktów, czyli ponad 5 proc., jest tego najlepszym dowodem. Jeśli do tego dodamy sięgającą chwilami ponad 4 proc. deprecjację naszej waluty wobec dolara, niełatwo zachować stoicki spokój. Jedynym pocieszeniem może być świadomość, że ta "niezasłużona" przecena wkrótce powinna zostać skorygowana.