Przeciągnięcie w drugą stronę

opublikowano: 13-03-2019, 22:00

Statystycznie lotnictwo jest najbezpieczniejszą formą transportu, chociaż gdy już się coś zdarzy — przeżywalność uczestników wypadków jest niewielka.

W 2018 r. w 15 dużych katastrofach pasażerskich zginęło na świecie 556 osób (prawie drugie tyle w małych), co było, niestety, krokiem w tył w stosunku do bezpiecznego 2017 r. Prawdopodobieństwo śmierci wynosi 1 do 29 mln, dlatego powietrzna komunikacja rozwija się w postępie niemal geometrycznym.

Boeing zebrał ponad 5 tys. zamówień
na model 737 MAX – jest nadzieja, że z dwóch tragedii wyciągnie wnioski.
Zobacz więcej

Boeing zebrał ponad 5 tys. zamówień na model 737 MAX – jest nadzieja, że z dwóch tragedii wyciągnie wnioski. Fot. Bloomberg

Jako wielokrotny pasażer zawsze z uwagą analizuję przyczyny katastrof. Najbardziej szokujące dla normalnego człowieka są spowodowane z premedytacją przez niezrównoważonych pilotów, którzy stają się kamikadze, przy okazji mordując stuprocentowo ufających im pasażerów. W 1999 r. drugi pilot boeinga 767 linii EgyptAir po wystartowaniu z Nowego Jorku do Kairu postanowił stanąć przed obliczem Allaha i skierował samolot do Atlantyku. W 2015 r. drugi pilot airbusa 320 linii Germanwings zapragnął rozgłosu i w locie z Barcelony do Düsseldorfu wycelował w zbocze francuskich Alp.

Tragedia pasażerów lotu Ethiopian Airlines z minionej niedzieli reprezentuje kategorię inną, ale również szokującą. Drugi raz w ciągu kilku miesięcy, po katastrofie maszyny indonezyjskich linii Lion Air z października 2018 r., okazało się, że najnowocześniejsza wersja popularnego na świecie boeinga 737, model MAX, została… przekomputeryzowana w stosunku do poziomu wyszkolenia większości pilotów znających wcześniejsze modele. Czarne skrzynki z Etiopii dopiero są badane, ale dochodzenie przyczyn identycznie przebiegającej katastrofy indonezyjskiej nie pozostawia wątpliwości. Poza tym ujawnione zostały zeznania amerykańskich pilotów B737 MAX, którzy co najmniej pięć razy tylko dzięki doświadczeniu wyprowadzili samoloty z nagłego spadania i uniknęli katastrof. Wkrótce po starcie autopilot nagle kierował maszynę dziobem do dołu i tylko od refleksu załogi zależał ratunek. Po szybkim wyłączeniu autopilota samolot wyrównywał położenie i dalej było już normalnie.

Tragiczny paradoks polega na tym, że pułapka została zaprogramowana zapewne po to, by… przeciwdziałać przeciągnięciu. To zjawisko gwałtownego spadku siły nośnej samolotu i wzrostu oporu powietrza po przekroczeniu kąta natarcia skrzydła, związane z traceniem prędkości. Stało się przyczyną m.in. słynnej katastrofy airbusa 330 linii Air France, który w 2009 r. na trasie z Rio de Janeiro do Paryża spadł do Atlantyku. Oblodzone zostały mierzące prędkość tzw. rurki Pitota, zdezorientowani piloci coraz bardziej zadzierali dziób, aż doprowadzili do szczytu i samolot nagle ostro poszedł w dół. Boeing zaprogramował w modelu MAX (wersja 8 i 9) mechanizm bezpieczeństwa działający odwrotnie, tyle że… zapomniał wstawić do systemu dezaktywację skierowania dziobu w dół i uznać taką procedurę za obowiązkowy punkt szkolenia pilotów. Egzemplarzy B737 MAX lata już ponad 350, zaś ponad 5 tys. zostało przez linie lotnicze zamówionych. Boeing zapowiada przeprogramowanie do kwietnia wszystkich maszyn i dopracowanie procedur awaryjnych. Tragedie nowoczesnego modelu MAX potwierdzają, że historia lotnictwa naprawdę jest krwią pisana, ale dlaczego również taką bezmyślnością jednego z dwóch największych na świecie producentów pasażerskich samolotów? © Ⓟ Czytaj też str. 5

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu