Przedłużone weekendy zaszkodzą gospodarce
Długi majowy weekend z pewnością wpłynął negatywnie na wyniki produkcji w maju — twierdzą ekonomiści. Rynek oczekuje, że majowa produkcja wzrosła o 2,3 proc. rok do roku. Dziś GUS poda ostateczne dane.
Długi majowy weekend negatywnie wpłynął na wyniki produkcji. Polacy w maju pracowali o 25 proc. krócej niż w innych miesiącach. Analitycy szacują jednak, że w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku produkcja wzrosła o 2,3 proc.
— Maj zwykle był miesiącem silnego wzrostu produkcji. Jednak w tym roku było inaczej, ze względu na dodatkowe dni wolne od pracy — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomista Banku Handlowego.
Ważne ceny
Z tezami tymi zgadza się Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG. Twierdzi on jednak, że ważniejsze będą także publikowane dziś informacje o wskaźniku cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI).
— To, jak bardzo wzrosła produkcja w maju, tak naprawdę niewiele znaczy. Ważniejszy jest wskaźnik PPI, który od miesięcy regularnie spada — mówi Mirosław Gronicki.
Jego zdaniem, dalszy spadek PPI oznaczać będzie, że popyt wewnętrzny wciąż jest zbyt słaby, by pobudzić polską gospodarkę.
— Wtedy znów okaże się, że jedyne, co ciągnie polską gospodarkę, to eksport — uważa Mirosław Gronicki.
Popyt nadal słaby
Na brak impulsu popytowego w Polsce wskazywać mogą także informacje o majowej inflacji (CPI). Według GUS-u, inflacja roczna w maju wzrosła do 6,9 proc., po 6,6 proc. w kwietniu. Niebagatelny wpływ miał tu większy od spodziewanego wzrost cen żywności.
— Żywność drożała szybciej, niż myśleliśmy. Popyt na nią jest mało elastyczny, co znaczy, że ludzie kupują żywność bez względu na ceny. To zaś, w połączeniu z informacjami o słabym wzroście wynagrodzeń, oznacza, że gospodarstwa domowe mają coraz mniej pieniędzy — tłumaczy ekonomista BIG BG.
— Ludzie słyszą o możliwej recesji i rosnącym bezrobociu. W takiej sytuacji ostrożnie wydają każdą złotówkę, nie można więc mówić o jakimkolwiek impulsie popytowym — uważa ekonomistka BH.
Niższa dynamika cen
Wszystko wskazuje więc na to, że dynamika cen producentów w maju ponownie spadła. Jedynym mechanizmem napędzającym gospodarkę jest więc eksport. Tymczasem ekonomiści od kilku miesięcy bezskutecznie wróżą jego załamanie w związku z utrzymującym się przewartościowaniem złotego. Oficjalnie publikowane dane nie wskazują jednak na zapaść w eksporcie.
Na razie nikt tak naprawdę nie wie, jakie jest przełożenie kursu na dynamikę eksportu.
— Nie należy spodziewać się nagłej zapaści, ale na pewno już niedługo zaczną docierać do nas sygnały o spadku eksportu. Firmy sprzedające za granicę odnotowały spadek zysków w I kwartale — mówi Katarzyna Zajdel- -Kurowska.
Ekonomiści zgadzają się, że najprostszą receptą na problemy polskich firm byłoby obniżenie stóp procentowych. Problem jednak w tym, że majowa inflacja wzrosła ponad oczekiwania, a na dodatek w budżecie brakuje pieniędzy. W takiej sytuacji nikt już nawet nie wspomina o potrzebie kontynuacji reform strukturalnych i deregulacji gospodarki. Tymczasem od takich właśnie działań Rada Polityki Pieniężnej uzależniała niedawno decyzje o obniżce stóp.
— Mimo to uważam, że należy ciąć stopy. To właśnie wskaźnik PPI najlepiej oddaje tendencje inflacyjne w gospodarce, jest bowiem niemal niezależny od wpływu państwa. Jeśli ten wskaźnik zbyt mocno spada, to znaczy, że trzeba pomóc gospodarce — mówi Mirosław Gronicki.
