Codzienne planowanie działu finansowego „PB” kończymy maksymą „...i zobaczymy, co dziś ze złotym”. I przez całe dnie, pisząc o tym, co ważne dla przedsiębiorców i całej gospodarki, czekamy, aż któryś z polityków w swojej wypowiedzi zawrze któreś ze słów kluczy: złoty, waluta, eksporterzy, stopy, obniżka. Najczęściej doczekujemy się, i cały misterny plan bierze w łeb.
Bynajmniej nie czekamy na wyskokowe wypowiedzi polityków dlatego, że uznajemy je za istotne, że cokolwiek wnoszą do sprawy, że stają w obronie biednych czy uciśnionych. Wręcz przeciwnie — politycy, zwłaszcza rządzącej koalicji, wykorzystują teoretycznie słabą sytuację eksporterów, rozpętując burzę w szklance wody, której na imię złoty. A że nasi koledzy po fachu, zwłaszcza z agencji, mają dzięki temu co pisać, to już inna sprawa. W końcu my, dziennikarze, nie mamy prawa filtrować pod kątem sensowności czyichkolwiek wypowiedzi. Polityk powiedział, napisać trzeba. Co z tego, że atmosfera robi się gorąca. Im goręcej, im bardziej parzy, tym lepiej.
Piszę jednak w obawie o dobre samopoczucie naszych czytelników — przedsiębiorców, którzy od roku walczą o klienta w realiach gospodarczej stagnacji, którym zapewne czasami szkodzi taki czy inny kurs złotego. Mogą oni jednak czuć się coraz bardziej zagubieni w gąszczu sloganów, krzyków, haseł i pomówień.
Drodzy przedsiębiorcy, nie przejmujcie się. Kurs złotego, podobnie jak cena czy koszt, powstaje w wyniku działania sił rynkowych. Wiecie o tym najlepiej, bo niemal codziennie zastanawiacie się, czy działalność, którą prowadzicie, nadal jest i czy będzie opłacalna. Wiecie, że realia rynkowe się zmieniają, a w konsekwencji musicie modyfikować działalność. Wiecie też dobrze, że jeśli wasze firmy mają zdrowe struktury i wytwarzają nowoczesne produkty, znajdą się na nie kupcy, także za granicą. Kurs złotego może trochę pomóc, może zaszkodzić. Ale nigdy dla dobrej firmy nie był i nie jest czynnikiem decydującym o być albo nie być. Cokolwiek mówią na ten temat politycy, to tylko czysta walka. Zbytnia wiara w to, że ten czy inny członek rządu czy parlamentu jedynie troszczy się o losy polskich firm, jest co najmniej naiwna. I zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie zależało na podgrzewaniu atmosfery czy znajdowaniu tematów zastępczych. Jedyne, czego szkoda, to waszych pieniędzy — wspólnie z obywatelami tego kraju o gospodarce rynkowej utrzymujecie cały ten interes. I dlatego należy wam współczuć.