ANDRZEJ GAJEWSKI
prezes PGNiG Termika
Owszem, Unia Europejska ma wymagania środowiskowe, które w naszym przypadku oznaczały i nadal oznaczają konieczność prowadzenia drogich inwestycji, np. w instalacje zmniejszające emisję CO 2
lub do odsiarczania spalin. Jednak, po pierwsze, sama Unia wspiera te inwestycje finansowo — my dostaliśmy np. ponad 100 mln zł dofinansowania. A po drugie, te inwestycje są konieczne — gdyby nie one, gdyby nie Unia, to nadal żylibyśmy w mieście, w którym zimą samochody jeżdżą szare od pyłu ze spalania węgla.
RAFAŁ BRZOSKA
twórca i prezes Integera.pl
Unia to całe zło, nie powinniśmy do niej wchodzić i trzeba się było zwrócić na Wschód, a poważnie… nasz biznes nigdy nie wyglądałby tak jak teraz, gdyby nie wejście do wspólnoty. Pierwsze paczkomaty sfinansowaliśmy z funduszy unijnych, grupa łącznie pozyskała prawie 60 mln zł,
bez których nie bylibyśmy w stanie się tak rozwinąć i tak jak dziś rywalizować z Pocztą Polską. Każdy przedsiębiorca, który był lub jest beneficjentem funduszy unijnych, rozumie, jak duże korzyści daje obecność w Unii. W pewnych obszarach UE jest oczywiście nieżyciowa, by przywołać słynny przykład przepisów o krzywiźnie ogórka, ale nie da się być idealnym. Jeśli spojrzymy np. na gąszcz polskich przepisów podatkowych, jest jasne, że gdybyśmy w Polsce samodzielnie tworzyli całe prawo, absurdów byłoby jeszcze więcej.
MACIEJ WIECZOREK
prezes Mabionu i Celon Pharmy
Naszą obecność w UE oceniam bardzo pozytywnie. Co może wydawać się zaskakujące, największym plusem była konieczność dostosowania się do wysokich standardów i wymagań unijnych. Choć były one kosztowane i czasochłonne, po 10 latach, mogę stwierdzić, że było warto. Dlaczego? Dzisiaj stawia się na jakość i nikt z szanujących się przedsiębiorców nie pójdzie na skróty, lecz zastanowi się trzy razy, zanim zrobi coś na granicy prawa lub wbrew przepisom. W branży farmaceutycznej, w której działam, te aspekty są szczególnie istotne. Jesteśmy też lepiej postrzegani, bo otrzymaliśmy nowy brand „UE” i ogromne wsparcie finansowe. Dzięki dotacjom prowadzimy zaawansowane prace badawczorozwojowe nad nowymi lekami. Bez tych pieniędzy firma byłaby znacznie mniejsza, a ja musiałbym planować działania z roku na rok. Tymczasem dziś planuje już na 2020 r. i za ten komfort jestem bardzo wdzięczny.
TOMASZ TUORA
prezes PZ Cormay
Z perspektywy mojej i prowadzonego przeze mnie biznesu — wejście do Unii Europejskiej przyniosło same plusy. Było warto, szczególnie jeśli spojrzymy, ile funduszy napłynęło do Polski w ramach różnych programów i dotacji unijnych. Cormay również był ich beneficjentem — otrzymał wsparcie na prace badawczo-rozwojowe nad nowymi produktami, a później na ich komercjalizację, łącznie blisko 43 mln zł. Niewątpliwie dzięki tej pomocy możemy tak dużo inwestować w rozwój, przez co spółka jest o kilka oczek wyżej. Wejście do UE poprawiło również wizerunek Polski na arenie międzynarodowej, szczególnie poza Europą. Łatwiej przekonać do siebie partnerów biznesowych, pochodząc z kraju należącego do UE, choć nie oznacza to, że jest łatwo. Ciągle w oczach innych nie należymy do krajów rozwiniętych, m.in. z tego powodu Cormay sprzedaje produkty pod markami szwajcarską i irlandzką.
PIOTR KULIKOWSKI
prezes Indykpolu
Często pojawia się opinia, że UE to zbiorowisko nierobów, którzy wymyślają bezsensowne przepisy. My jako branża cierpimy na zakazie używania mączek mięsno-kostnych. Czyni nas to niekonkurencyjnymi wobec producentów amerykańskich i jest niekorzystne dla indyków, które — by prawidłowo się rozwijać — potrzebują aminokwasów zwierzęcych. Na jeden zły przykład przypada jednak dziesięć dobrych. Dzięki wejściu do UE Indykpol stał się większą, bardziej nowoczesną firmą, której pracownicy lepiej zarabiają. Wzrostu zamożności dowodzą choćby samochody stojące na naszym parkingu. Przed akcesją mieliśmy kwoty eksportowe i importowe. Dla Francuzów czy Niemców było nie do pomyślenia, żeby polski drób rozpychał się w Europie tak, by w ciągu jednej dekady Polska stała się największym producentem. Większość krajów, które weszły do unii, rozwija się szybciej od pozostających poza jej strukturami, jak np. Serbia. Nie rozumiem więc unijnych malkontentów.
ANDRZEJ PTAK
prezes Grupy Ożarów, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu
Po dziesięciu latach obecności Polski w strukturach UE nawet najzagorzalsi przeciwnicy nie mogą nie dostrzegać epokowych zmian w naszej infrastrukturze. Strumień dotacji nakręcił branżę budowlaną, a co za tym idzie — cementową. Co jednak nas martwi, to antyprzemysłowa polityka klimatyczna, którą sobie narzuciliśmy. Rozwój Polski nie może być oparty wyłącznie na usługach i innowacjach. Nie możemy się wyrzec węgla jako podstawowego paliwa, jak sugerują niektóre organizacje ekologiczne. Już teraz płacimy za dodatkowe limity CO 2, również w postaci droższego cementu. Nie oznacza to, że branża cementowa ignoruje środowisko naturalne. Przez ostatnie kilkanaście lat udało się nam zredukować emisję CO 2 o około 40 proc., jesteśmy w stanie bezpiecznie utylizować około 10 proc. odpadów komunalnych wytwarzanych w Polsce. Wszystko dzięki inwestycjom, które w śladowej części były współfinansowane przez dotacje unijne.
REMIGIUSZ TALAREK
wiceprezes Rainbow Tours
Wejście Polski do UE ułatwiło nam pracę, bo zostały zniesione obowiązki wizowe i konieczność korzystania z paszportu. W 1991 r. miałem problem z wjazdem do Maroka — miałem ważną wizę, ale byłem z kraju „komunistycznego”. W wielu krajach nie ma naszych placówek dyplomatycznych i wtedy możemy liczyć na pomoc innych unijnych dyplomatów. Pewnym minusem są unijne przepisy — bardzo nastawione na ochronę klientów. Niedawno UE wprowadziła regulację dotyczącą m.in. odpowiedzialności za opóźnienie samolotu. Tymczasem linie czarterowe, z których usług głównie korzystamy, są traktowane jako mniej ważne niż rejsowe w przypadku jakichkolwiek zakłóceń. Teraz przy każdym spóźnieniu, często nawet 30-minutowym, klienci natychmiast żądają odszkodowania. Z drugiej strony UE stara się zunifikować różne systemy prawne i przepisy dotyczące działalności gospodarczej, niewątpliwie ma to korzystny wpływ na warunki konkurencyjne. Trudniejszym przeciwnikiem niż przepisy unijne jest dość swobodna działalność UOKiK, który ostatnio przesłał nam pismo z pytaniem, czy przypadkiem nie wprowadzamy klientów w błąd, bo turyści nie zobaczyli małp w rezerwacie. Musimy teraz tłumaczyć urzędnikom, że małpy nie są przywiązane do drzew i czasem po prostu nie przychodzą.
PRZEMYSŁAW SZTUCZKOWSKI
właściciel i prezes grupy Cognor
Dzięki wejściu do Unii Europejskiej zyskaliśmy dostęp do nowoczesnych technologii — jako kraj i branża hutnicza. Korzystny jest także swobodny przepływ towarów i lepszy dostęp do zakupów oraz realizacji dostaw na rynki zagraniczne. Minus to lobbowanie i wprowadzanie w krajach Unii Europejskiej restrykcyjnej, nieprzemyślanej polityki środowiskowej, której efektem jest ograniczanie produkcji hutniczej w Europie i przenoszenie jej do innych krajów, które nie muszą stosować się do zasad ochrony środowiska ustalanych przez Komisję Europejską. CO 2 nie zna granic, wyłączenie hut w Europie i uruchomienie gdzie indziej wcale nie oznacza poprawy stanu środowiska w skali globalnej. Dlatego też zależy nam, by — wprowadzając restrykcje dla nas — Bruksela jednocześnie wprowadziła wymogi stosowania się do jej norm środowiskowych dla importerów oraz uruchomiła programy wsparcia finansowego inwestycji w technologie, dzięki którym europejskie hutnictwo będzie jeszcze bardziej eko niż obecnie.
STANISŁAW WAŚKO
wiceprezes Can-Packu
Bez wejścia Polski do UE nasza firma nie osiągnęłaby takiego poziomu rozwoju w Europie. Jest to szczególnie istotne dla firm, które z Polski budują pozycję globalną. Spadły koszty dostaw do krajów UE dzięki otwarciu granic i obniżeniu kosztów transakcyjnych. Wpłynęło to na konkurencyjność naszych produktów. Wzrosło zainteresowanie klientów z tzw. starej Unii wyrobami z Polski. Wiele publikacji prasowych w trakcie akcesji było naturalną promocją nowych krajów. Bardzo istotnym ułatwieniem jest swoboda w zatrudnianiu pracowników w krajach UE. Daje to możliwość elastycznego przesuwania specjalistów pomiędzy fabrykami, co umożliwia podnoszenie efektywności. Nie widzimy większych minusów, choć przeregulowania w niektórych obszarach mogą zmuszać do większych inwestycji i powodować, że firmy z UE są mniej konkurencyjne. Chodzi głównie o wymogi z obszaru ochrony środowiska naturalnego. Problem pojawia się w przypadku potrzeby konkurowania z krajem spoza UE, np. USA, ale nas to dotyczy w małym stopniu, gdyż zazwyczaj produkujemy lokalnie.
DARIUSZ ORŁOWSKI
prezes Wawelu
Otwarcie granic dosłownie i w przenośni spowodowało wzrost zaufania do polskich firm. Nasze produkty zyskują w UE coraz większą popularność, są doceniane za wysoką jakość. Relacje B2B są na coraz lepszym poziomie, od kiedy nasi partnerzy zza zachodniej granicy mogą obserwować, jak pracujemy. Unijne regulacje miewają jednak także niekorzystny wpływ na różne branże. W przypadku słodyczy to regulacje rynku cukru — system kwot, który sprawia, że ceny są wysokie. Światełko w tunelu to zaplanowana liberalizacja rynku w 2017 r. Zniesienie limitów produkcji cukru pozwoli na obniżkę cen tego surowca. Naszą konkurencyjność znacząco może natomiast ograniczyć przyjęcie euro. Jesteśmy słabą, mało innowacyjną gospodarką, a wspólna waluta niekorzystnie wpłynęłaby na rynek wewnętrzny, zmniejszyła konkurencyjność produktów i gospodarki. Z nadzieją słuchamy wypowiedzi polityków o tym, że wprowadzenie euro przestało być priorytetem.
BOGDAN PANHIRSZ
twórca i prezes PSB Mrówka
Z punktu widzenia całej gospodarki nie ma żadnych wątpliwości, że wejście do Unii było dla nas korzystne. Do Polski spłynęły olbrzymie pieniądze, które w całym kraju rozruszały inwestycje. To miało oczywiście duże przełożenie także na branżę budowlaną, która teraz czeka na kolejną falę funduszy. Przepisy unijne wymusiły wprowadzenie wielu pozytywnych zmian — np. prowadzenie polityki energooszczędnej, co zmieniło standardy na budowach. Problemem jest jednak to, że w Polsce reguły te wprowadza się pospiesznie, powierzchownie i bez przygotowania. Dostajemy dyrektywę z Unii, prawo wchodzi w życie, a potem przez wiele miesięcy panuje chaos i dezinformacja, bo nie ma przepisów szczegółowych, interpretacje są sprzeczne i nie do końca wiadomo, co robić. Tak dzieje się od lat. Przepisy z Unii wchodzą w życie, a potem co najmniej przez kilka miesięcy panuje bałagan, bo urzędnicy nie wiedzą, jak je stosować. Nie wiemy tego również my — a potem musimy się martwić, czy za rok lub dwa nie przyjdzie kontrola i nie dostaniemy kary za nieprzestrzeganie prawa.