Obniżcie podatki, zreformujcie ZUS i KRUS, ograniczcie liczbę urzędników i władzę ministra finansów — apelują przedsiębiorcy.
Środowiska pracodawców są mocno zaniepokojone przepychankami PiS z PO.
— To zamieszanie stwarza poczucie niepewności, czy obie zwycięskie partie znajdą kompromis i czy stworzą silny rząd — mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club (BCC).
Organizacja ta postanowiła wskazać nowemu rządowi 92 konieczne rozwiązania.
— Jeżeli choć część z nich uda się zrealizować, polska gospodarka może wyjść na prostą, a bezrobocie znacznie spadnie — twierdzi Marek Goliszewski.
Obniżyć podatki
— Należy przeprowadzić symulację wpływu 15-procentowego podatku liniowego na finanse państwa i sytuację obywateli. Jeżeli okaże się, że ten podatek jest trudny do zaakceptowania, to może łatwiej byłoby wprowadzić 18-procentowy podatek powszechny z kwotą wolną wysokości 4 tys. zł i likwidacją wszelkich ulg i zwolnień. Będzie to korzystne dla wszystkich podatników, także dla emerytów, a budżet na tym nie straci — uważa prezes BCC.
Rozwiązanie to popiera też Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). Uważa, że obniżenie i uproszczenie podatków jest konieczne dla rozwoju gospodarczego i redukcji bezrobocia. Ma też nadzieję, że nowy rząd wycofa podwyżkę akcyzy na paliwa, która ma nastąpić w styczniu 2006 r.
BCC apeluje także o system zachęt podatkowych dla firm zwiększających zatrudnienie, o pełne zaliczanie inwestycji w koszty uzyskania przychodów i zwolnienie z CIT w przypadku przeznaczenia całego zysku na nowe inwestycje.
— Te zmiany mogą rozruszać gospodarkę, a tylko PKB na poziomie co najmniej 5,5-6 proc. pozwoli obniżyć bezrobocie — mówi prezes BCC.
Zacisnąć pasa
Jego zdaniem, niezbędna jest też reforma ZUS, KRUS, weryfikacja rent, zaostrzenie kryteriów przyznawania rent i emerytur. Należy też zmienić zasady przywilejów emerytalnych górników.
— Bez ograniczenia wydatków budżetowych nie da się naprawić finansów publicznych — twierdzi szef BCC.
Trzeba również ograniczyć liczbę urzędników. Jest ich obecnie 520 tys. i kosztują państwo 7 mld zł rocznie.
Zdaniem Andrzeja Arendarskiego, nie stać nas też na kolejne opóźnienia we wprowadzaniu reformy ubezpieczeń społecznych.